IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Kajuta/Mapiarnia Jose

Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3
AutorWiadomość
Chile

avatar

Orientacja : Sekret to sekret |:
Ekwipunek : NIC
Wątki i powiązania : Latynosi.
Po jakiego czorta jesteś na statku? : NIE JESTEM NA STATKU, TY CHOLERNY PIRACIE
Liczba postów : 389
Join date : 04/04/2012

PisanieTemat: Re: Kajuta/Mapiarnia Jose   Sob Maj 12, 2012 8:59 pm

Rozmowa wywołała u niego niepokój. Zaczął chyba wierzyć, że jakieś demony rzeczywiście zagnieździły mu się w kajucie i jeszcze mu zagrażały. Gdyby był całkowicie trzeźwy, mógłby sobie wytłumaczyć, że takie lęki są kompletnie niewytłumaczalne. W końcu to tylko głupie wierzenia, do diaska!... Absurd. Jedynym diabłem, a może raczej diabełkiem, w pobliżu był Martin.
-Wywabić... W sumie nie brzmi głupio- zgodził się, zdając sobie sprawę, że chciał, żeby to była prawda, żeby to było takie łatwe.- Oj.
Podsłuchiwały? A co jeżeli już szczerzyły kły na to, że w ogóle wspomniał o tym, że zamierzali ich wykurzyć? Przestał patrzeć na Argentyńczyka. Zamiast tego przeczesywał wzrokiem kąty pomieszczenia.
Fakt, że jego brat znalazł się tak blisko, dotarł do niego dopiero w chwili, gdy usłyszał jego głos i poczuł jego oddech na swoim uchu. Drgnął, sam nie wiedząc dlaczego. Pewnie dlatego, że został wzięty z zaskoczenia.
No cholera, czy on nie jest trochę za blisko? Pomyślał, rzucając mu spojrzenie.
-Nie wiem. Pewnie tak- rzucił szybko.- One mają chyba cholernie dobry słuch. Myślisz, że mogą nam coś zrobić? ... Zabić czy co?
Postarał się, żeby nie widać było po nim, że chociaż trochę się tego boi, starał się mówić kompletnie od niechcenia.
-Ja... Nie uważam. Nie wiem- mruknął, przyjmując od niego butelkę i upijając łyka.- Chyba wolałbym, żeby mnie jednak nie zaskoczył.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Argentyna
Papież Argamel Edward
avatar

Orientacja : W terenie!
Ekwipunek : Garłacz i kordelas.
Wątki i powiązania : -
Po jakiego czorta jesteś na statku? : Takie życie.
Multikonta : Brak.
Liczba postów : 125
Join date : 03/04/2012
Wiek : 25

PisanieTemat: Re: Kajuta/Mapiarnia Jose   Nie Maj 13, 2012 11:11 am

Kiedy Chile rzucił mu nagłe spojrzenie, jakby z prawdopodobnie nutką wyrzutu, Argentyna generalnie nic sobie z tego wiele nie robił. Sam na niego zerknął, zupełnie nie mając zamiaru się odsuwać, a przynajmniej na razie. Gdzieś w podświadomości wiedział, że być może nie powinien naruszać zawyżonej przestrzeni bliskości jaką posiadał Jose, nie mniej jednak demony przecież podsłuchiwały, prawda? Można byłoby też spekulować, że Martin po prostu czuł się w jego towarzystwie dobrze, lecz wolał nie zdawać sobie jawnie z tego sprawy. Albo może i zdawał. Pod wpływem alkoholu niektóre rzeczy wydawały się być o wiele łatwiejsze, a przede wszystkim, możliwe.
- Właśnie, wywabić. - Przytaknął kiwnięciem głowy. - Nie masz pomysłu, jak właściwie można by się do tego zabrać?
Oczywiście mówił teraz wszystko o pół tonu ciszej, mamrocząc mu mniej więcej w okolice ucha. Potworki czuwały.
- Cóż... Nigdy ich nie widziałem, ale z drugiej strony nie bez powodu ludzie uważają je za uosobienie zła i generalnie boją się ich. - Wyjaśnił dość niepewnym tonem. - Ja bym się miał na baczności. Niby mam przy sobie pistolet, ale nie jestem pewien czy wobec nieziemskich stworzeń coś takiego zdałoby egzamin, dlatego, cóż... Nie wiem co by było skuteczne w obronie, a ty?
Zaplótł ramiona na piersi, przez chwilę rozmyślając nad czymś.
- W takim razie, jak już z tobą zamieszkam, to powinieneś sam się przekonać, że raźniej. - Odparł. - Zawsze masz na kogo liczyć, jak ta osoba jest bliżej. Masz z kim porozmawiać, pośmiać się, popić, powygłupiać, pokłócić i w ogóle we dwójkę jest więcej ciekawych rzeczy do roboty niż samemu. Nie myślałeś nigdy w ten sposób?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Chile

avatar

Orientacja : Sekret to sekret |:
Ekwipunek : NIC
Wątki i powiązania : Latynosi.
Po jakiego czorta jesteś na statku? : NIE JESTEM NA STATKU, TY CHOLERNY PIRACIE
Liczba postów : 389
Join date : 04/04/2012

PisanieTemat: Re: Kajuta/Mapiarnia Jose   Nie Maj 13, 2012 4:02 pm

Zauważył, że Argentyńczyk nie zamierzał się odsuwać. Wydał z siebie lekko zirytowane syknięcie. Pomimo rumu krążącego mu w żyłach, zachował swoje nawyki. A jednym z nich było nie dopuszczanie do naruszania jego przestrzeni osobistej. Zamierzał się już nawet odsunąć, rzucając mu jeszcze pod drodze spojrzenie pełne wyrzutu... Nagle jednak zdał sobie sprawę, że, inaczej niż zwykle, bliskość mogła być bezpieczna. No bo może demony nie miały odwagi zaatakować, dopóki byli skupieni w grupie? Nie mówiąc już o tym, że mniejsza szansa, że mogły ich usłyszeć.
Rozpracowując sobie do wszystko w głowie doszedł do wniosku, że pozostanie na miejscu bez ruchu było jedynym właściwym wyborem.
-Mhm.... Nie mam pojęcia. Chociaż rum się chyba nie nada, bo moje zapasy są nietknięte- powiedział, rzucając wzrokiem na prawie już pustą butelkę trunku, którą ciągle trzymał. Oddał ją bratu, wzdychając cicho.- Przynajmniej były nietknięte przed twoim przybyciem.
Drgnął po raz kolejny. Uosobienie zła. Naprawdę zaczynał się bać, jakby bezsensowne to nie było. Fakt, że Martin miał przy sobie pistolet, nawet jeżeli miałby być on bezużyteczną bronią, jakoś tak podniósł Chilijczyka na duchu.
-Nie wiem- odrzekł, zdając sobie sprawę, że ostatnio coraz częściej przyznawał się do swojej niewiedzy.- Może srebro?... A nie, to chyba było na wampiry... A może na wilkołaki?
Nie wiedział zbyt dużo o nieziemskich stworzeniach. Zwykle w ogóle nie przejmował się myśleniem o nich, nie był nawet pewien czy w nie wierzy. Teraz jednak wydawały mu się jak najbardziej prawdziwe.
-Jeżeli ze mną zamieszkasz- poprawił go pod nosem, w sumie kierując te słowa bardziej do siebie. Potem dodał trochę głośniej.- Nie, chyba nie. Towarzystwo jest męczące, ciągle tylko coś od ciebie chcą, coś od ciebie oczekują. Nie dają spać, komentują, radzą, nawet jeżeli ktoś nie potrzebuje porady....
W sumie nie wiedział dlaczego mu to mówił. Zazwyczaj nie wyjawiał nikomu powodów, dla których niezbyt przepadał za obecnością innych. Głupi rum.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Argentyna
Papież Argamel Edward
avatar

Orientacja : W terenie!
Ekwipunek : Garłacz i kordelas.
Wątki i powiązania : -
Po jakiego czorta jesteś na statku? : Takie życie.
Multikonta : Brak.
Liczba postów : 125
Join date : 03/04/2012
Wiek : 25

PisanieTemat: Re: Kajuta/Mapiarnia Jose   Nie Maj 13, 2012 4:55 pm

I ponownie butelka rumu znalazła się w jego dłoniach. Zmierzył wzrokiem oliwkowe, mętne szkło oraz ciemną plamę na dnie manierki, która zapewne oznaczała poziom pozostałego trunku. Fakt, było już go niewiele, ale mimo tego Martin pociągnął z niej następnego łyka, pozostawiając dla brata niewielką porcyjkę. Oddał mu butlę, nie mając zamiaru prosić o następną. I tak był wystarczająco gadatliwy, a poprawa tego aspektu charakteru mogła by być średnio przyjemna dla samego generatora jak i jego rozmówcy. Zwłaszcza, że Argentyna ciągle gryzł się w język by nie powiedzieć tego, czego nie chciał.
- No już nie sycz, nie sycz. - Westchnął ze zrezygnowaniem, kiedy domyślił się, iż Jose zaczął wykazywać swoje niezadowolenie z powodu zbyt małej odległości między nimi. - Jak tylko omówimy całą sprawę, to się odsunę, okey?
Zerknął na niego badawczo, gdy usłyszał wzmiankę o alkoholowych zapasach brata.
- Ou. Nie jesteś zadowolony, że odwiedziłem cię i napiłem się z tobą rumu? - Zapytał po chwili.
- No i sam nie wiem. Tu mamy do czynienia z czymś zupełnie innym. A może trzeba będzie odprawić jakieś egzorcyzmy? - Sam wzdrygnął na tą propozycje.
- Ano, zamieszkam. - To z kolei powiedział dość pewnym tonem, dosłyszawszy owy mamrot. - Jak wykurzymy te potworki. A wykurzymy. Zrobię to choćby nie wiem jak trudne to było.
Znów chwile się zastanowił.
- No tak, to też, ale wiesz, relacje między ludźmi, jakby nie patrzył, nie składają się tylko z samego kłócenia się czy ugłaskiwania. Są i lepsze dni, kiedy potrzebujesz czyjegoś towarzystwa, ale i te gorsze, kiedy wywalił byś każdego napotkanego za drzwi. I dlatego nie wierzę, że ciągle byś tylko siedział sam. Samotność jest chyba jeszcze bardziej męcząca.
Gdy tylko skończył mówić, czknął cicho pod nosem. Zaczynał filozofować? To chyba był standardowy skutek upojenia alkoholowego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Chile

avatar

Orientacja : Sekret to sekret |:
Ekwipunek : NIC
Wątki i powiązania : Latynosi.
Po jakiego czorta jesteś na statku? : NIE JESTEM NA STATKU, TY CHOLERNY PIRACIE
Liczba postów : 389
Join date : 04/04/2012

PisanieTemat: Re: Kajuta/Mapiarnia Jose   Nie Maj 20, 2012 6:03 pm

-Nie syczę- zaprotestował dumnym tonem, obrzucając go nieco zirytowanym spojrzeniem. „Syczenie” za bardzo kojarzyło mu się z kotem czy czymś podobnym, futrzastym.- To kończmy tą sprawę jak najszybciej i sobie idź.
Mimo iż zwykle gdy wypił był w świetnym humorze, a przynajmniej lepszym niż zwykle, tak jakoś coś go złościło. Najprawdopodobniej bliskość brata. No ale może coś innego. Sam nie wiedział.
-Jestem- odpowiedział, zanim zdążył się ugryźć w język.- Psia krew!
Nie miał wcale zamiaru go o tym informować. Durny alkohol! Teraz Martin nie da mu spokoju przez długi, długi czas, będzie mu to wypominał do końca życia!
-Żartowałem- dodał szybko.- W ogóle nie jestem zadowolony. Ani troszeczkę. No więc nie rób sobie nadziei, bo ja naprawdę nie jestem.
Chyba tylko plątał się w zeznaniach, jednakże był lekko wyprowadzony z równowagi. Przyznał, że obecność brata go cieszyła. Koniec świata.
-To zrób. Ale najpierw musisz mieć plan. A planu jak nie było tak nie ma- mruknął Chilijczyk, dopijając resztkę rumu.- Egzorcyzmy? Czekaj, ja się na tym nie znam. Może jest ktoś na statku, kto by coś o tym wiedział... Arthur może? Słyszałem, że uprawia jakieś tam czary.
Odstawił pustą butelkę na podłogę, wzdychając ciężko. Powinien był ją położyć w jakimś mniej widocznym miejscu niż środek pomieszczenia, ale z powodu obecności demonów nie chciał na razie odchodzić od Argentyńczyka.
-Nie tylko z tego? A niby z czego jeszcze?- spytał gorzkim tonem. On w sumie chyba ze wszystkimi miał relację opierające się na kłótni. No może zza wyjątkiem takiego Gilberta, ale Prusak był przecież kapitanem statku, a kapitanowi, nie ważne jaki by nie był, należał się jakiś tam szacunek.- To ja zawsze mam te gorsze dni, do diaska.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Argentyna
Papież Argamel Edward
avatar

Orientacja : W terenie!
Ekwipunek : Garłacz i kordelas.
Wątki i powiązania : -
Po jakiego czorta jesteś na statku? : Takie życie.
Multikonta : Brak.
Liczba postów : 125
Join date : 03/04/2012
Wiek : 25

PisanieTemat: Re: Kajuta/Mapiarnia Jose   Czw Maj 24, 2012 6:53 am

Otworzył szeroko oczy, wbijając w Chilijczyka zaskoczony wzrok. Czy Jose faktycznie się cieszył, gdyż pod wpływem alkoholu mówił to, do czego na trzeźwo by się nie przyznał, czy bełkotał jak nakręcony? Teorii mogło być wiele, jednak Martin nie był by sobą, gdyby nie zdecydował się przyjąć do wiadomości pierwszej opcji. Przez dłuższy moment nie mówił nic, czując, jak wiele myśli kotłuje mu się w głowie, wreszcie jednak na jego twarzy pojawił się uśmiech, może i z nutą zadziorności, ale głównie pełen ciepła i zadowolenia.
- "Pierwsze słowo do dziennika..." - Powiedział pół-śmiechem z tonem niezwykle rozanielonym. Sam się sobie dziwił, że te słowa brata, nawet jeśli zaczął się desperacko tłumaczyć, mogły sprawić mu tyle radości. A może ten dobry humor to też wynik alkoholu? Długo by się pewnie zastanawiać, co było prawdą, a co nie.
- Wiesz? Ja też się cieszę, że odważyłeś się mnie tu wpuścić i mogłem się z tobą napić. - Vice versa, mili państwo. Za dużo emocji, Martin w pewnej części odpływał, bo nawet nie miał zbyt dużych wyrzutów, że oznajmił wszem i wobec coś takiego.
- Pójdę, pójdę... - Z kolei ta wypowiedź była mało przekonująca. Po tym, co powiedział Chile, Argentyna zdawał się teraz mieć jeszcze mniej zapału do odsuwania się niż wcześniej. "Jeszcze mniej", żeby nie powiedzieć "wcale".
- Arthur? O nie, nie, nie. Chodź bym miał na rzęsach stanąć, nie ma mowy, bym prosił go o pomoc, czy konsultował się z nim w czymkolwiek. Jeśli trzeba będzie, nauczę się odprawiać egzorcyzmy sam. - Odpowiedział z dumą. - ...No chyba, że zechce zabrać do siebie te demony. Miło mi będzie, jeśli go rozszarpią. A rozszarpią, prawda? Obcych rozszarpują? - Zapytał z nadzieją.
- Hm... no na przykład potrzebujesz się z kimś dogadać, żeby nie dusić wszystkiego w sobie. - Pokiwał głową potakująco. - Nie, by drzeć koty, ale porozmawiać. Spokojnie i bez nerwów. No, patrz, tak jak ty i ja w tym momencie. Gdybyś faktycznie miał zawsze gorsze dni, już dawno któryś z nas leżał by w kącie zakrwawiony. A dziś znośny jesteś, wiesz?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Chile

avatar

Orientacja : Sekret to sekret |:
Ekwipunek : NIC
Wątki i powiązania : Latynosi.
Po jakiego czorta jesteś na statku? : NIE JESTEM NA STATKU, TY CHOLERNY PIRACIE
Liczba postów : 389
Join date : 04/04/2012

PisanieTemat: Re: Kajuta/Mapiarnia Jose   Czw Maj 24, 2012 3:24 pm

Argentyńczyk nie uwierzył w jego tłumaczenia się, co było z resztą do przewidzenia. No ale po co ten zaskoczony wzrok? Po co taka radosna mina, jakby Jose niewiadomo co zrobił?... W sumie rzeczywiście zrobił niewiadomo co, przynajmniej jak na niego. Taka odpowiedź kompletnie do niego nie pasowała.
Miał przynajmniej nadzieję, że Martin uzna to za paplanie po pijaku. Chociaż mało prawdopodobne. Bo powiedział, co tak naprawdę czuł.
-A z dziennika wykreślamy pierwsze słowo i wpisujemy drugie, psia krew- mruknął, uznając, że jego brata rozbawiło jego zachowanie i teraz się z niego naśmiewał.
-Odważyłem się ciebie wpuścić? Chyba sobie żartujesz. Sam tu przylazłeś, bez mojego pozwolenia. Zupełnie jak te demony- prychnął, wyrażając wreszcie swoją myśl na głos. Bo rzeczywiście dostrzegał pewne powiązanie pomiędzy działaniem blondyna, a zmyśloną historyjką o diabłach.
Zmierzył go wzrokiem, zauważając, że obiecał odejść bez większego przekonania. Najwyraźniej sam się odsunę, przyszło mu do głowy. Tak, był gotowy to zrobić, a jednocześnie nie za bardzo miał na to ochotę. Paradoks głupi.
-Mh... A tego się można nauczyć?- spytał niepewnie. Postanowił nie naciskać na przyprowadzenie tu Anglika. W sumie nawet mu na tym nie zależało, to był luźny pomysł.- Może rozszarpią, może nie... Ale ty też jesteś obcy.
Zdał sobie sprawę, jak to mogło zabrzmieć. Że uważa, że Martin nie jest dla niego bliski. Chociaż nie o to mu chodziło, miał na myśli to, że przecież Argentyńczyk nie mieszkał w kajucie i dla demonów mógł się okazać obcy. Nie poprawił się jednak, mając nadzieję, że blondyn puści komentarz mimo uszu.
-Um. Chyba nie odczuwam takiej potrzeby- skłamał spokojnie.- Jak ty taką masz to do kogo idziesz? Do naszego braciszka z Peru?Przez chwilę milczał. „Jesteś znośny”. To teoretycznie miało być komplementem i, zważywszy na ich relację, najlepszym, jakiego Jose mógłby się spodziewać- jednakże jak dla niego zabrzmiało to niefajnie. Teoretyczni chciał przecież, żeby Martin sobie poszedł. Szansa na to spadała, jeżeli Jose był dla niego znośny,
-Cicho bądź.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Argentyna
Papież Argamel Edward
avatar

Orientacja : W terenie!
Ekwipunek : Garłacz i kordelas.
Wątki i powiązania : -
Po jakiego czorta jesteś na statku? : Takie życie.
Multikonta : Brak.
Liczba postów : 125
Join date : 03/04/2012
Wiek : 25

PisanieTemat: Re: Kajuta/Mapiarnia Jose   Czw Maj 24, 2012 6:24 pm

Jego wzrok zupełnie bez powodu powędrował ku pustej, stojącej nieopodal butelce po rumie.
- Nawet jak je zagreźdzasz, to to słowo nadal tam pozostanie, nieprawdaż? Nie zmienisz tego, że zostało, tak czy siak, napisane. - Odpowiedział po chwili, nie bardzo wiedząc, czy to dobry argument, ale to było pierwsze, co mu przyszło do głowy. Chociaż nie, nie do głowy. Raczej na język, bowiem Argentyna średnio w tej chwili panował nad tym, co mówił.
- Wiesz... Nie przystawiłeś mi pistoletu do skroni, chociaż mogłeś to zrobić, bo jakbyś chciał, to byś się odważył, nie? Więc generalnie godzisz się mniej więcej, bym tu przebywał. W jakiś sposób mnie wpuściłeś, a wiem, że bezbronny nie jesteś. - Skwitował, kiwając głową. - ...Więc mam też z tymi demonami coś wspólnego? A to ci nowina. Może będzie możliwość, by się z nimi dogadać?
Po tych słowach na chwilę ucichł, sprawiając wrażenie, jakby się nad czymś zastanawiał. Ale to było raczej tylko takie wrażenie.
- Podobno wszystkiego się da nauczyć. Jakbym poczytał o tym, poszukał czegoś w tym zakresie, to może i by poskutkowało, kto wie? - Kiedy Chilijczyk wspominał o byciu obcym, Martin odruchowo rozejrzał się po kątach. - A może one czują, że jestem twoim bratem i dlatego się jeszcze na mnie nie rzuciły?
Ponowna chwila ciszy.
- Nie chce mi się wierzyć, że nie masz takiej potrzeby. - Mruknął. - Braciszek z Peru, powiadasz? Był taki okres, że faktycznie do niego łaziłem, bo się dobrze dogadywaliśmy. Ale od tamtej pory minęło bardzo dużo czasu i szczerze... Nawet nie wiem co się teraz z nim dzieje, więc wiesz. Z drugiej strony, dlaczego pytasz akurat o niego?
Wreszcie zerknął na Jose. Przez podświadomość Martina przemknęła myśl, że Chile naprawdę tu pasował. W przeciwieństwie do niego, miał on typowo latynoskie rysy. Lekko cynamonowa karnacja, zupełnie jakby urodził się w słońcu, oczy przypominające odcień kawy, których kolor był tak ciepły, a które jednocześnie zdolne były do rzucania lodowatych, oziębłych spojrzeń. I ciemne, bujne włosy, barwą przypominające cynowe pola Ameryki Południowej. Wpasowywał się w tutejszy klimat. Przy nim aparycja Argentyny wypadała cienko, jednak taki wniosek spowodował tylko nagły uśmiech na jego twarzy i ponowne przeniesienie wzroku gdzieś w dal.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Chile

avatar

Orientacja : Sekret to sekret |:
Ekwipunek : NIC
Wątki i powiązania : Latynosi.
Po jakiego czorta jesteś na statku? : NIE JESTEM NA STATKU, TY CHOLERNY PIRACIE
Liczba postów : 389
Join date : 04/04/2012

PisanieTemat: Re: Kajuta/Mapiarnia Jose   Pią Maj 25, 2012 3:20 pm

-Ph... Oczywiście, faktu, że zostało zapisane, nie zmienię. A pisząc, tak samo jak mówiąc, można się pomylić i nie napisać tego, czego chciało się napisać. Ale co z tego? Jeżeli zupełnie je zamażę, to nie będzie się dało go przeczytać, nikt nie dowie się, że ono w ogóle tam było- powiedział, wzruszając lekko ramionami. Też nie myślał zbytnio nad tym czym mówił. Bardzo niebezpieczny stan.
-Jakbym chciał... Ale nie przyszło ci do głowy, że na przykład, nie mam pistoletu przy sobie, psia krew? Chociaż w sumie gdzieś tu go mam, ale to nieistotne- mruknął, chociaż w sumie musiał przyznać Martinowi rację. Godził się na jego obecność, inaczej się tego nazwać nie dało. Westchnął cicho, gdy sobie to uświadomił.- Tak, masz, a to nawet dużo... Nie wiem. Jakbyś ty był na ich miejscu, to co by cię stąd wykurzyło?
Miał nadzieję, że Argentyńczyk mu powie i będzie go mógł w ten sposób wypędzić. Nawet niekoniecznie od razu, mógł przecież trochę z tym poczekać. Zaczął chichotać gdy w jego głowie uformował się ten wielce „szatański” plan.
-Ale skąd weźmiesz coś do czytania o egzorcyzmach na środku oceanu? Czy tam morza. Po czym my teraz właściwie płyniemy?- Pytanie, którego na pewno nie zadałby na trzeźwo... Nieźle, nawigator, który nie zna na to odpowiedzi. Zapomniał przez alkochol. Ciekawe co by było gdyby nagle zeszli z kursu i jego pomoc była potrzebna, żeby się nie rozbili. Pijany raczej szczególnie by się nie przydał.- No cóż... Być może to zadziałoby gdybyśmy byli braćmi takimi no wiesz, rodzonymi. Bo takich więzi jak przybrane rodzeństwo to one może nie wyczuwają? Ale jak im powiem to może cię nie zaatakują. Chociaż w sumie nie ma powodu na to, żeby się mnie słuchały... Matko.
Drgnął, gdy zauważył, że drzwi od kajuty zaczęły się powoli zamykać, tak same z siebie. To wiatr, powiedział sobie.
-To nie wierz, nikt ci nie każe. No, braciszek z Peru. Nie wiem czemu, tak jakoś o nim pomyślałem. Bo zapamiętałem, że miałeś z nim stosunkowo dobre stosunki. Przynajmniej w porównaniu ze stosunkami między mną, a tobą.
Wyłapał jego spojrzenie, a potem nagły uśmiech. Odpowiedział lekko podejrzliwym zerknięciem, zastanawiając się o czym on myślał.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Argentyna
Papież Argamel Edward
avatar

Orientacja : W terenie!
Ekwipunek : Garłacz i kordelas.
Wątki i powiązania : -
Po jakiego czorta jesteś na statku? : Takie życie.
Multikonta : Brak.
Liczba postów : 125
Join date : 03/04/2012
Wiek : 25

PisanieTemat: Re: Kajuta/Mapiarnia Jose   Sob Maj 26, 2012 3:11 pm

- To zależy, czy zdążysz, zanim ktokolwiek zdoła to zobaczyć. W tym przypadku nie byleś na tyle szybki. - Odpowiedział, zerkając na niego z wesołym błyskiem w oku. Jak Chile by się nie tłumaczył, Argentyna zapamięta tylko tę pierwszą, dla niego najbardziej istotną część wypowiedzi, czyli to, że Jose cieszył się z odwiedzin Martina.
- ...Poważnie go nie masz? Albo nie wiesz, gdzie on jest? - Nagle ta radość w oczach zmieniła się w wyraźne zdziwienie. - A jakby cie ktoś napadł, to co wtedy?
- Cóż, szczerze? Nic by nie wykurzyło. - Taka odpowiedź była do przewidzenia, bowiem należał on do takich typów osoby, które ciężko jest do siebie zrazić, zniechęcić, a przede wszystkim dać na tyle sensowny argument, by pokojowo wyprosić go z danego miejsca.
- Hm. Nie wiem. A jak nie na statku, to przecież kiedyś musimy dopłynąć do jakiegoś portu, miasta, czegokolwiek, czyż nie? Wtedy będę miał okazję sie porozglądać. - Przez chwilę sam się zastanowił. - Nie wiesz, po czym płyniemy? No chyba sobie żartujesz. Wszyscy wiedzą, że obecnie suniemy po obłoczkach ciągniętych przez osiem skrzydlatych koni. - A co było najciekawsze, mówił to z pełna powagą i tonem mentora. Na niego alkohol już dawno działał, więc choć czasem udało mu sie powiedzieć coś logicznego to był to czysty przypadek. Reszta to bełkot. Albo to, do czego by się nie przyznał.
- A jeśli by cie słuchały, to powiedziałbyś im, by zostawiły mnie w spokoju? - Zadał kolejne pytanie.
Sam zerknął w stronę drzwi. Prawda, sytuacja mogła wywołać dreszcz napięcia, jednak Argentyna, jako iż był gauchą, nie pokazywał po sobie zdenerwowania.
- Tak, miałem. ...Ano. My niestety nie dogadywaliśmy się tak dobrze, jak ja i Peru na przykład. Ciągle się o coś kłóciliśmy, pamiętasz? O byle rzecz, o byle co. Oczy byśmy mogli sobie nawzajem wydzierać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Chile

avatar

Orientacja : Sekret to sekret |:
Ekwipunek : NIC
Wątki i powiązania : Latynosi.
Po jakiego czorta jesteś na statku? : NIE JESTEM NA STATKU, TY CHOLERNY PIRACIE
Liczba postów : 389
Join date : 04/04/2012

PisanieTemat: Re: Kajuta/Mapiarnia Jose   Sob Maj 26, 2012 8:32 pm

-Dobra. Nie byłem za szybki, to nie będę wykreślał. Naprawdę się cieszę- powtórzył. Był już w takim stanie, że nawet nie miał oporów przed mówieniem, co naprawdę myślał.- Bo przynajmniej nie jestem sam na sam z demonami.
Wzruszył lekko ramionami.
-Jest tu... Gdzieś. Lecz nie wiadomo gdzie- powiedział wesoło, przynajmniej na tyle wesoło, na ile go było stać. – Jakby mnie kto napadł, to bym go zdzielił po głowie mapą, o tak!
Wykonał jakiś cudaczny ruch ręką, który miał w jego mniemaniu oznaczać cios w nieistniejącego przeciwnika. Zachwiał się lekko, bo jego dłoń spotkała się z powietrzem. Dobrze, że nie z głową Argentyńczyka, który znajdował się tuż obok.
-Nic? To jak ja się ciebie, psia krew, pozbędę?- spytał.- No i jak pozbędziemy się demonów, których nie da się wykurzyć... A wiesz, mam pomysł. Może zamiast wykurzać ich, my się stąd wyniesiemy? Na przykład do ciebie. Rozumiesz, ja zamieszkam u ciebie, a diabły będę sobie tu spokojnie egzystować... I wszyscy będą zadowoleni i będą żyli długo, szczęśliwie i takie tam.
Zmarszczył na chwilę brwi. W sumie to nawet miało sens. Mogli się w końcu zatrzymać w porcie. Wręcz musieli, żeby nabrać zapasów. Kiwnął parę razy głową.
-No tak. Ale to może potrwać dłuuugo- rzucił, przeciągając się.- ... Naprawdę? Obłoczkach? Takich chmurach? Jesteśmy w chmurach? Tak blisko chmur, że mógłbym ich... Dotknąć?
Jego oczy zaświeciły jak u dziecka, który dostał wymarzony prezent. Zawsze wydawało mu się, że piękne obłoczki będą dla niego nieosiągalne. A tu taka okazja! Po prostu musiał, musiał wyjść na chwilę z kajuty, żeby chociaż rzucić na nie okiem. Postanowił jednak najpierw odpowiedzieć na postawione przez brata pytania.
-Mh... Zależy od twojego zachowania. Jakbyś był niegrzeczny, to bym im powiedział, żeby cię pożarły- rzekł poważnie.- Kłóciliśmy się dla samego kłócenia się. I dalej to robimy. Bo to przecież fajne. A teraz czekaj chwilę, muszę chociaż na chwilę wyjść, aby te chmury zobaczyć.
Wstał i od razu zakręciło mu się w głowie. Udało mu się przez chwilę utrzymać równowagę. Jednak po postawieniu kroku do przodu, od razu prawie przewrócił się. Pech sprawił, że spadł prosto na Argentyńczyka.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Argentyna
Papież Argamel Edward
avatar

Orientacja : W terenie!
Ekwipunek : Garłacz i kordelas.
Wątki i powiązania : -
Po jakiego czorta jesteś na statku? : Takie życie.
Multikonta : Brak.
Liczba postów : 125
Join date : 03/04/2012
Wiek : 25

PisanieTemat: Re: Kajuta/Mapiarnia Jose   Nie Maj 27, 2012 12:02 pm

Po usłyszeniu słów Chilijczyka, oczy Martina zdawały się jaśnieć jeszcze bardziej niż wcześniej. Radosny uśmiech, który mimo iż by obecny niemal cały czas na jego twarzy, wydawał się być teraz o wiele, wiele cieplejszy.
- Nie wykreślaj. Poza tym musiałbyś liczyć się też z tym, że pewnie bym ci na to tak łatwo nie pozwolił. - Odpowiedział z wyraźną śmiałością w głosie. Nim jednak dokończył ową kwestię, kilka centymetrów od jego głowy przemknęła ręka Jose, którą demonstrował dziwny, fikuśny ruch samoobronny. Przez alkohol Argentyna nie zdołał się się uchylić, nie zdążył też nawet się przestraszyć czy poczuć zaskoczenie.
- Hm... A twoja mapa umie strzelać? - Kolejne pytanie z serii nielogicznego bełkotu, które zadane było z tonem pełnym patosu, odnoszącym się do rzekomej powagi i niebezpieczeństwa wyimaginowanej sytuacji. - Szybciej będzie jak w tego przeciwnika zastrzelisz. Jak nie masz pocisków do map, to ja bym mógł u siebie coś znaleźć jak chcesz. I ci pożyczę.
Przez moment zamyślił się. Prawdopodobnie.
- Jak się mnie pozbędziesz? A ja ci powiem. Nie pozbędziesz. - Kiedy to mówił, ostentacyjnie zaplótł ręce na piersi w ramach buntu do świata. - Dobry plan. Tylko mam spory bałagan u siebie, ale mam nadzieje, że jakoś wytrzymasz. I wiesz co jest najlepsze? Wisi u mnie hamak, więc nie będziesz musiał międlić się na podłodze.
- Może. Ale w końcu musimy tam dobić, więc mimo wszystko, czekać wieczność nie będziemy. - Odpowiedział z takim przekonaniem, jakby mieli zawinąć do portu w przeciągu kilku krótkich dni. - Tak. W chmurach. Pośród tych wielkich, puchatych, białych, różnokształtnych kłębków. Dotknąć, powiadasz? Myślę, że mógłbyś.
Znów się rozejrzał.
- Ale jestem dziś wyjątkowo grzeczny. Widzisz tą aureolkę nad moją głową? - Omamy? Choroba wie, co to właściwie było, w każdym razie odbiegało to od normalności o lata świetlne. - A, tak. Bardzo fajne. Całkiem miło się z tobą przekomarza, bo nie jesteś bierny. Im mocniej drę pazurami, tym bardziej się odpłacasz. Dlatego zaczepiałem cię bardzo często. Coraz częściej, częściej...
Odprowadzał wzrokiem niemrawo wstającego Jose. Rozważał możliwość zdrzemnięcia się, kiedy Chile będzie upajał się obłoczkami na zewnątrz, jednak nie przewidział tego, że jego brat nie zdoła przemieżyć nawet kilku metrów. Ani tego, że poleci on w kierunku Argentyńczyka.
A Jose wcale nie był taki lekki, jakby się mogło wydawać. Gdy tylko runął na Martina, ten zachybotał się niebezpiecznie, aż w końcu przewrócił się na plecy, nie mogąc utrzymać w stanie upojenia alkoholowego jego ciężaru ani siebie w pozycji siedzącej. Łupnął o podłogowe deski, przez chwilę nie mogąc dojść do tego, co się właściwie stało, lecz gdy to do niego dotarło, odparł wreszcie.
- Te demony to okropnie zadziorne są. Żeby tak bezczelnie podstawiać komuś nogę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Chile

avatar

Orientacja : Sekret to sekret |:
Ekwipunek : NIC
Wątki i powiązania : Latynosi.
Po jakiego czorta jesteś na statku? : NIE JESTEM NA STATKU, TY CHOLERNY PIRACIE
Liczba postów : 389
Join date : 04/04/2012

PisanieTemat: Re: Kajuta/Mapiarnia Jose   Nie Maj 27, 2012 6:11 pm

-No właśnie dlatego nie wykreślam, bo chyba byś mi nie dał żyć. Cały czas byś mi nad głową gadał i gadał. A tak to może chociaż nie będziesz się odzywał- odrzekł, nie zastanawiając się, że być może nie powinien był tego mówić na głos. Przez chwilę milczał, zerkając na swoje mapy.
-Jest ich tak dużo. Jestem pewien, że wśród nich chociaż jedna, z której dałoby się strzelać. Może nie najlepszy model, ale zawsze- stwierdził po chwili zamyślenia. Bo przecież musiał się nad tym zastanowić, sytuacja była śmiertelnie poważna.- Niestety, pocisków nie posiadam. Nie wiedziałem nawet, że są takie do map! Więc możesz mi pożyczyć. A jeżeli i ty nie masz, to najwyżej użyję mojego świetnego ciosu. Też powinien zadziałać.
Zmarszczył na chwilę brwi.
-No to mamy problem. Wytrzymam, o ile zrobisz mi trochę miejsca na moje rzeczy. Albo po prostu zostawię je tutaj i przyjdę po nie jak będą mi potrzebne... Masz hamak, to fajnie- mruknął. Przez chwilę milczał, a potem coś sobie uświadomił.- Ale jeden? Bo tak to jedna osoba i tak będzie musiała spać na podłodze.
Na jego twarzy pojawił się wielki, szeroki, nieco rozmarzony uśmiech. Chmury... Chociaż to, że nie były już kompletnie niedostępne, trochę psuło ich urok. Co tam. Ważne, że były.
-Aureolka?- Wbił spojrzenie w jego głowę, naprawdę wierząc, że tam jest. Jednakże chociaż wytężał wzrok, nieudało mu się jej zobaczyć. Zrobił lekko zawiedzioną minę. Zauważył jednak rzecz zupełnie inną.- Nie widzę. Ale za to masz takie włosy koloru złota... Jak u anioła. Jesteś aniołem? Nie, czekaj, jesteś moim bratem.
Fakt, że Martin nie był jakimś skrzydlatym duszkiem był pocieszający, dlatego ponownie lekko się uśmiechnął.
-I dalej zaczepiasz. A ja dalej będę się opłacał. I tak do końca świataaa, nawet po śmierci- zapewnił go. Co prawda pierwsza część jego wypowiedzi miała duże szanse spełnienia, jednakże druga... No cóż.
Gdy Argentyńczyk opadł na deski, Jose poleciał razem z nim. Przez chwilę leżał na bracie, starając się wywnioskować co się właściwie stało i czemu nagle znajdywał się na czymś miękkim.
-Oj. Rzeczywiście, zadziorne. Chociaż mogłem bardziej uważać- stwierdził. Rozważał wstanie z brata, jednakże było mu tak przyjemnie...- Mogę zostać?
Nie starał się nawet, żeby jego pytanie było jasne i zrozumiałe. Nie myślał.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Argentyna
Papież Argamel Edward
avatar

Orientacja : W terenie!
Ekwipunek : Garłacz i kordelas.
Wątki i powiązania : -
Po jakiego czorta jesteś na statku? : Takie życie.
Multikonta : Brak.
Liczba postów : 125
Join date : 03/04/2012
Wiek : 25

PisanieTemat: Re: Kajuta/Mapiarnia Jose   Nie Maj 27, 2012 7:40 pm

Przez dłuższą chwile przyglądał się Chilijczykowi. Był cięższy niż mogłoby sie wydawać, jednak to przygniatanie żeber było, wbrew pozorom, całkiem przyjemne. Jose bowiem zdawał się emanować jakimś nieznanym ciepłem.
- To pewnie przez to, że słyszały jednak naszą rozmowę. Nie sądzę, by była to twoja wina. - Stwierdził. Gdy dosłyszał pytanie brata, zamilkł na moment. Nie spodziewał się tego, lecz odpowiedział z wyraźną pewnością w głosie. Alkohol także eliminował wszelkie opory. - Jasne, że możesz. Zostań.
Bardziej, czy mniej świadomie, Argentyna położył mu dłonie na ramionach, chwytając skrawki materiału jego ubrania. Zupełnie, jakby chciał się sam, albo Chile, przytrzymać. Był to jednakże przejściowy epizod, bowiem za chwilę przesunął ręce na łopatki Jose i tam postanowił je położyć. Mimo upojenia alkoholowego, robił to dość niepewnie, gdyż zważając na relacje, jakie zwykle łączyły jego i Chile, takie coś było generalnie nie do przyjęcia i było to wpisane w odruchowe zachowanie Martina.
- A tak, gadał bym ci i gadał. I zaczepiał. I dokuczał. I wszystko, byś tego nie wykreślił. - Potwierdził. - A co do mapy. Oczywiście, że są takie pociski. Nawet różnego kalibru. Modelem z kolei sie nie przejmuj. Znam się na tym i jestem w stanie z najgorszego truchła zrobić cudo, więc nie ważne, w jakim ta mapa będzie stanie. - Zapewnił, słuchając kolejnej wzmianki o ciosie. - Ale mam nadzieję, że znasz ich więcej. Jak będziesz posługiwać się tylko tym jednym, to staniesz się przewidywalny.
Nastąpiła chwila ciszy.
- Będziemy się ewentualnie zmieniać na tym hamaku. Raz ty, raz ja... - Zaproponował, lecz w końcu przyszło mu co innego do głowy. - Albo po prostu upchamy się tam jakoś razem. To duży hamak, więc myślę, że nie będzie kłopotu.
Trajkotał jak najęty, zupełnie nie panując ani nie myśląc nad tym, co mówi.
- A ja ci powiem, czemu jej nie widzisz. Czasami jak wieje wiatr, to on się kruszą i sypią mi się na głowę. Dlatego mam takie jasne włosy. To wszystko przez te aureolki. A sam widzisz, jak tu mocno wieje. - Wytłumaczył, zdmuchując z twarzy kilka kosmyków, które opadły mu na czoło. Kolejny poalkoholowy absurd. - Jestem bratem-aniołem. Kiedyś wyrosną mi skrzydełka i wzbiję się do góry, a wtedy będę mógł zabrać cię na wycieczkę hen wysoko, do chmur. Chcesz?
Uśmiechnął się, jakby chciał tym przypieczętować to, co właśnie powiedział.
- Wiem, że będziesz. I wcale mi by to nie przeszkadzało, wręcz przeciwnie, bo mogłbym spędzić z tobą troszkę więcej czasu...- Odpowiedział wesoło, nie będąc świadomym, co takiego przedzierało się mu przez usta.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Chile

avatar

Orientacja : Sekret to sekret |:
Ekwipunek : NIC
Wątki i powiązania : Latynosi.
Po jakiego czorta jesteś na statku? : NIE JESTEM NA STATKU, TY CHOLERNY PIRACIE
Liczba postów : 389
Join date : 04/04/2012

PisanieTemat: Re: Kajuta/Mapiarnia Jose   Pon Maj 28, 2012 1:55 pm

-Zaatakowały mnie- wybełkotał.- Nie chcą mnie wypuścić z kajuty. Zostaniemy tu, do czorta, na zawsze. Chcą, żebyśmy umarli z głodu.
Uśmiechnął się lekko słysząc jego odpowiedź. Co prawda gdzieś tam głęboko w duszy słyszał głosik, że coś jest tu nie na miejscu, jednakże nie zważał na niego. Reakcje jego ciała były ważniejsze. Bo to jego „nie lubię dotyku” było dziwnego rodzaju uprzedzeniem, podchodzącym pod fobię. Tak naprawdę czerpał przyjemność z przytulania się. I teraz, gdy był spity i nie myślał trzeźwo, nie czuł żadnych oporów przed wtuleniem się w brata. Nawet mruknął z zadowoleniem.
-Tak jak myślałem. Po prostu wiedziałem, że byś tak robił. Taki już jesteś- odpowiedział.- Nie wiem jak to możliwe, że wcześniej nie wiedziałem o tych pociskach... No ale cóż. Oh, moje mapy są akurat w nienagannym stanie. Dbam o nie jak o własne dzieci, pilnuje, żeby się nie pomoczyły.
Słysząc jego kolejny komentarz o ciosie, zmarszczył na chwilę brwi, zastanawiając się.
-Tak, znam parę innych. Może nie aż tak skutecznych, ale coś na pewno da się z nimi zrobić- zapewnił go.- Oh, upchać się razem... No cóż, jeżeli nie będzie innego wyjścia to zgaduję, że nie będzie innego wyjścia. Znaczy, że tak trza będzie psia krew zrobić. Przynajmniej będzie nam ciepło.
Przejechał dłonią po jego włosach, tak jakby myślał, że uda mu się strzepnąć z nich resztki aureolki.
-A ja myślałem, że po prostu masz blond włosy... Czyli naprawdę masz jakie? Brązowe? Czarne?- spytał, autentycznie ciekawy.- Skrzydła, jak fajnie. Też chciałbym mieć skrzydła. Ale kiedy to będzie? Ile będę musiał czekać na tą wycieczkę?
Nagle poczuł się senny. Ziewnął lekko.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Argentyna
Papież Argamel Edward
avatar

Orientacja : W terenie!
Ekwipunek : Garłacz i kordelas.
Wątki i powiązania : -
Po jakiego czorta jesteś na statku? : Takie życie.
Multikonta : Brak.
Liczba postów : 125
Join date : 03/04/2012
Wiek : 25

PisanieTemat: Re: Kajuta/Mapiarnia Jose   Pon Maj 28, 2012 4:19 pm

- Nie zostaniemy. Jeszcze nie wiem, jak to zrobimy, ale wyrwiemy się stąd. - Odpowiedział śmiało, wyraźnie będąc pewnym swojego stanowiska. Nie wiedział, czego ma się spodziewać ze strony demonów, ale w tym przypadku musiał zachować się jak na wzorowego gauchę przystało.
Nawet jeśli był śmiały w tym, co mówił, to i tak przełknął nerwowo ślinkę, gdy tylko położył dłonie na łopatkach Chile, by przytulić go do siebie. Jakież było jego zdziwienie, gdy Jose nie tylko odwzajemnił uścisk, ale również mruknął cicho, co Martin zinterpretował to jako formę okazania zadowolenia. To jakby dało mu trochę więcej swobody w działaniu i sprawiło, ze znacznie się uspokoił. W związku z powyższym postanowił całkowicie zapleść nań ramiona i objąć brata nieco mocniej w barach.
- Racja. - Potwierdził z uśmiechem. - Technika idzie do przodu, sam wiesz. Ale skoro ci o nich powiedziałem, to teraz powinno być w porządku, prawda? ...Jeżeli o nie dbasz, to bardzo dobrze. Ale jak też zrobię im mały przegląd, to nie zaszkodzi. I podrasuję przy okazji, jak się da. Co ty na to?
Westchnął cicho.
- No ja myślę, że je dobrze wykorzystasz i będą skuteczne. Byłoby cienko, jakby się okazało, że owe ciosy nie są na tyle silne i pomysłowe, by odniosły pożądany skutek. Obrona i atak to podstawa. Szczególnie w przypadku pirata i na statku, co nie? - Odpowiedział. - Ciepło z pewnością będzie. No i lepszego wyjścia też nie widzę. Latem to jeszcze, jeszcze, ale jak będzie chłodniej czy wpłyniemy gdzieś na północne tereny to możemy mieć problem. A problemy dobrze jest eliminować w zalążku, ot co.
Kiedy Jose zaczął strzepywać resztki rzekomej aureolki z jego włosów, Argentyna zachichotał cicho z radości. To było bowiem bardzo miłe. Zwłaszcza, że rzadko go ktoś głaskał.
- No bo obecnie mam. - Przytaknął. - ...Hmmm. A wiesz, że nie wiem? Nigdy te resztki aureolki nie strząchnęły mi się z włosów na tyle, by ukazać mój naturalny kolor. A tobie jaki tutaj pasuje?
Zastanowił się chwile. Chyba.
- Nie mam pojęcia. Ale zdaje mi się, że niezbyt długo. A wtedy obiecuję, że polecimy jak najwyżej się da. I jeszcze dalej, i dalej i dalej... A masz jakieś wymarzone miejsce, do którego chciałbyś, abym cię zabrał?
Gdy to mówił, na jego twarzy pojawił się błogi uśmiech. Perspektywa takowej wycieczki była niezwykle zachęcająca. W pewnym momencie, zupełnie bez powodu, chwycił kosmyk włosów Chile w palce i zaczął się nim bawić. Począł go leciutko zawijać i zakręcać, by w końcu całkiem położyć mu rękę na łepetynce.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Chile

avatar

Orientacja : Sekret to sekret |:
Ekwipunek : NIC
Wątki i powiązania : Latynosi.
Po jakiego czorta jesteś na statku? : NIE JESTEM NA STATKU, TY CHOLERNY PIRACIE
Liczba postów : 389
Join date : 04/04/2012

PisanieTemat: Re: Kajuta/Mapiarnia Jose   Pią Cze 01, 2012 3:48 pm

-Mam nadzieję, że nam się uda... chociaż śpieszyć się z tym chyba nie ma co- stwierdził. Było mu na tyle przyjemnie, że mógł zostać tak jeszcze trochę. Albo więcej niż tylko trochę.
Poczuł się jeszcze lepiej, gdy Martin mocno go do siebie przytulił. Przymknął oczy z zadowoleniem.
-No, chyba powinienem zacząć chociaż próbować za nią nadążać. Kto wie, co jeszcze wynajdą- stwierdził.- Ale mapy, z których się strzela... Niedługo mapy będą jedynymi przedmiotami potrzebnymi do życia. Prawda, w porządku.
Kiwnął głową.
-Oczywiście, że dbam- mruknął z lekką dumą w głosie. Tak, dbał o te skrawki papieru. Gdy był trzeźwy znaczyły dla niego więcej niż cokolwiek innego, przynajmniej tak się zachowywał.- Ale jak chcesz to możesz i przegląd zrobić. Może coś przeoczyłem, jakąś małą dziurkę czy coś.
Na jego kolejne słowa zmarszczył lekko brwi. Pokazałby mu jeszcze jakiś cios, ale zważywszy na pozycję, w której się znajdował, było to raczej mało możliwe. Dlatego powstrzymał się od tego.
-Oh, oczywiście, że będą skuteczne. Jestem tego pewien. Co prawda nie jestem wojownikiem z powołania, ale za to pomysłowości nie można mi odmówić.- Uśmiechnął się, pewny swoich zdolności.- No. To jedne z najważniejszych zdolności na statku. Jednakże nie są jedyne potrzebne. Statek potrzebuje również kucharza i tak dalej.- Pokiwał głową.- No, w sumie. Tak będzie łatwiej, niż jakbyśmy nagle musieli szukać koca czy czegoś innego to przykrycia się i zachowania ciepła.
Drgnął na samą myśl o chłodnych, północnych prądach.
-Trudno powiedzieć- mruknął, wbijając wzrok w jego twarz. Przez chwilę patrzył się prosto w jego oczy, milcząc.- Wiesz, najlepiej pasują do ciebie blond włosy. Wyróżniasz się dzięki nich wśród Latynosów.
Nie, wymarzonego nie mam. Po prostu chciałbym zwiedzić jak najwięcej miejsc na świecie jak się da... I namalować mapy, jak sądzę. A poza tym sam fakt gdzie nie jest chyba taki ważny. Ważne jest, że zrobimy to razem, prawda?

Razem zwykle nie było słowem, którego używał, określając siebie i Martina.
Zamknął oczy, gdy jego towarzysz położył mu rękę na głowie i znowu mruknął z zadowoleniem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Argentyna
Papież Argamel Edward
avatar

Orientacja : W terenie!
Ekwipunek : Garłacz i kordelas.
Wątki i powiązania : -
Po jakiego czorta jesteś na statku? : Takie życie.
Multikonta : Brak.
Liczba postów : 125
Join date : 03/04/2012
Wiek : 25

PisanieTemat: Re: Kajuta/Mapiarnia Jose   Pią Cze 01, 2012 6:36 pm

- Też racja. - Odpowiedział, mając na względzie to ciepło, które teraz odczuwał i wszechobecną wygodę. W ogóle nie miał ochoty się podnosić czy strzepywać Chilijczyka z siebie. Lekko podrapał go po łepetynce, tym samym przesiewając mu włosy i roztrzepując je na wszystkie, możliwe strony.
- Więc zabiorę się za to przy pierwszej, nadarzającej się okazji. - Odpowiedział z zadowoleniem. Lubił swoją pracę, więc jeśli dostanie więcej zajęć w tym zakresie, to będzie jeszcze bardziej rozradowany. A perspektywa naprawienia czegoś tak pięknego i potężnego jak strzelająca mapa, zdawała się napawać Argentynę większą ilością pozytywnych uczuć.
- To w takim razie mogę być spokojny. Wierzę, ze dasz sobie radę. - Odparł z uśmiechem na wzmianki o ciosach. - Tak, potrzeba. Kucharzy, medyków, ale jak ktoś cię zaatakuje, a wrogów nie brak, to chodź byś był najwybitniejszym rzemieślnikiem, to przysłowiowo "leżysz".
Znów zamyślił się na chwilę. Kiedy Chile przez moment począł wpatrywać się w twarz Martina, ten z kolei również skorzystał z okazji, sam z uwagą mu się przyglądając.
- W takim razie nigdy nie użyję żadnego pigmentu aby je przebarwić. - Odpowiedział z dumą, dla lepszego efektu wyciągając nieco szyję. - ...I tak. Razem.
Gdy usłyszał to określenie, jego wzrok stał się jakby cieplejszy, radośniejszy. To było naprawdę miłe, że Chile uogólnił ich tym jednym, zwykłym, ale takim słowem, które sprawiało, że jakaś nieznana siła chciała rozedrzeć pierś Argentyny od środka. Teraz, nawet choćby bardzo tego chciał, nie zdołałby stłumić owego uśmiechu, który nadal był obecny na jego twarzy.
Ciągle wpatrywał się w te ciemne oczy. Kolor kawy, albo gorzkiej czekolady, czegoś, co kojarzyło się w jakiś przyjemny sposób. I te błyski, spowodowane zapewne promieniami słońca, światłem dziennym, które wesoło pływały po tej toni głębokiego brązu. Oraz karnacja cały czas kojarząca mu się z barwą cynamonu. Zupełnie bezwiednie, chcąc sprawdzić czy może pachnie tak samo, zbliżył do niego swoją twarz. Dłoń, która do tej pory miętosiła kosmyki włosów Jose, teraz powoli zsuwała się w stronę policzka. Mięciutkimi opuszkami palców wodził po jego skroni, potem gdzieś przy uchu, tak delikatnie, jakby faktycznie się bał, że może mu tym zrobić coś złego.
Czubkiem nosa dotknął czoła Chile, jednocześnie próbując wyłapać jakikolwiek zapach. Nawet jeśli normalnie nie dało się wyczuć kompletnie nic, Argentyna poczuł coś niezwykle przyjemnego i coś, co nie pozwalało mu się odsunąć. Subtelnie łaskotał go nosem wpierw po czole, potem skroni, nawet zmuszając go tym do przymknięcia powieki, lecz gdy dotarł do policzka, odważył się przyłożyć do niego usta. Musnął go delikatnie, czując jednocześnie, jak bardzo było to piekące. Świadomie czy nie, błądząc wargami po jego licu, zatrzymał się przy kąciku ust Chilijczyka. Tu przycisnął je nieco pewniej, jawnie ucałowując. Nareszcie wykonał następny ruch. Odrobinę się zawahał, lecz mimo tego zdołał ująć ustami najpierw górną wargę Jose, potem dolną, delikatnie przyskubując. Potem obie. I kolejny raz. I następny. I znów. I jeszcze. Za każdym razem nieco pewniej. Jakby nie mogąc się na coś zdecydować. Wreszcie postanowił pocałować go zupełnie inaczej. Pocałunkiem innym niż te wszystkie zaczepne całusy, które miały na celu co najwyżej rozjuszenie drugiej osoby. Pocałunkiem innym niż te dziecinne, niewinne cmoknięcia, którymi ludzie obdarowują się bez żadnej okazji. Postanowił obdarzyć go pocałunkiem pełnym namiętności, jakby przelewając w niego wszystko, co do tej pory tak bezczelnie w sobie dusił.
Dopiero teraz zauważył, jak mocno biło mu serce.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Chile

avatar

Orientacja : Sekret to sekret |:
Ekwipunek : NIC
Wątki i powiązania : Latynosi.
Po jakiego czorta jesteś na statku? : NIE JESTEM NA STATKU, TY CHOLERNY PIRACIE
Liczba postów : 389
Join date : 04/04/2012

PisanieTemat: Re: Kajuta/Mapiarnia Jose   Wto Cze 12, 2012 3:10 pm

-No to fajnie- mruknął, nie precyzując dokładnie do której wypowiedzi brata odnosi swój komentarz. Zupełnie jakoś stracił ochotę na rozmowę. Wolał leżeć w ciszy, wpatrując się w niego jak w obrazek. To było przyjemne. Nawet przyjemniejsze niż przeglądanie kochanych map.
Moment i nagle dłoń Martina zleciała z włosów na jego policzek. Drgnął lekko w odpowiedzi na ten dotyk. Nie zrobił jednak nic, żeby go powstrzymać. Stwierdzenie, że zastanawiał się, co jego brat zamierzał zrobić, byłoby kompletną przesadą, Jose miał zbyt zaćmiony umysł, żeby pojawiła się w nim jakaś myśl. Po prostu czekał bez ruchu na jego kolejne posunięcie.
Gdy cudzy nos znalazł się na jego twarzy, zachichotał. Załaskotało go i zmusiło do cichego śmiechu.
-Co robisz?- rzucił bez zastanowienia. Proste słowa, które zwykle w podobnej sytuacji wypowiadał z zirytowanym wydźwiękiem, teraz zabrzmiały całkiem przyjaźnie. Tak jakby chciał tym pytaniem zakomunikować, że mu się to podoba i nie ma nic przeciwko, żeby brat kontynuował.
Nie spodziewał się jednak kompletnie, że Martin przyłoży usta do jego twarzy. Zamarł. Czuł się dziwnie. Chyba jeszcze nigdy nie znalazł się w takiej sytuacji, nawet z osobnikiem płci przeciwnej.
Oczywiście, chociaż ktoś mógłby się tego po nim nie spodziewać, zdarzało mu się w przeszłości zarywać do dziewczyn. Była nawet taka, myślał, że mogła być tą jedyną- ładna, miła. Lubił ją. Ale nic więcej. Uświadomił sobie to właśnie wtedy, gdy po raz pierwszy się pocałowali. Nie czuł tego, co chyba powinien czuć, przynajmniej z tego co słyszał. Żadnego mrowienia w brzuchu, rumieńców na twarzy, przyśpieszonego oddechu. Po prostu nie był tym podniecony.
A teraz, nagle gdy robił to z osobą, którą nazywał „bratem”, wystąpiły u niego wszystkie te syndromy. Mimo nietrzeźwości pewna myśl uderzyła w niego z wielką siłą- Argentyńczyk mu się podobał. Do czegoś takiego w życiu by się na trzeźwo nie przyznał. W sumie nawet gdy był pijany, poczuł coś na kształt strachu, chociaż było to przyjemne. Nie za bardzo wiedział co robić, nie miał żadnego doświadczenia w takich sprawach.
Pewną odwagę dodało mu to, że to on leżał na Martinie, nie odwrotnie. Teoretycznie mógł więc w każdej chwili uciec. Dodając do tego podniecenie- i został, nie ruszył się z miejsca, nie zaprotestował.
Więcej. Posłuchał się instynktu i oddał pocałunek, z równą namiętnością, przymykając przy tym oczy. Nie chciał, żeby ta chwila się kończyła.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Argentyna
Papież Argamel Edward
avatar

Orientacja : W terenie!
Ekwipunek : Garłacz i kordelas.
Wątki i powiązania : -
Po jakiego czorta jesteś na statku? : Takie życie.
Multikonta : Brak.
Liczba postów : 125
Join date : 03/04/2012
Wiek : 25

PisanieTemat: Re: Kajuta/Mapiarnia Jose   Sob Cze 16, 2012 3:52 pm

Pocałunek. Gdyby był trzeźwy, to prawdopodobnie nie posunąłby się do czegoś takiego. Jednak w tym momencie, pod wpływem alkoholu, wydawał się o wiele bardziej pewny siebie i śmiały. Mimo stanu upojenia, poczuł w podświadomości pewne zagrożenie związane z tym, ze Chile mógłby przecież go odepchnąć, uderzyć, odizolować się jeszcze bardziej. To, co zrobił Argentyna było dosyć ryzykowne, szczególnie z osobą, jaką był Jose i ze względu na relacje jakie go z nim łączyły. Pal licho, że Martin dostałby w twarz. Gorzej jakby musiał borykać się z odrzuconymi uczuciami, które nękały by go o wiele dłużej niż jakiś siniec na policzku.
Jakież było jego zdziwienie, kiedy tak się nie stało.
Odwzajemnił. Jakaś nieznajoma siła chciała poderwać Argentyna na nogi i zmusić go do radosnego wykrzykiwania czegokolwiek z jednoczesnym bieganiem jak głupi po pokładzie To zaskoczenie, to szczęście, to napięcie, ta ulga, te wszystkie emocje sprawiały, że chciał zarówno zrobić sobie maraton po statku, jak i nie ruszać się z miejsca, byleby tylko Chilijczyk przy nim został. Kiedy już niechętnie oderwał się od jego ust, ujął jego policzki w dłonie i począł mu się przyglądać uważnymi, acz błyszczącymi oczami. Nie mówił nic, bo i stwierdził, że nie było to potrzebne. Jedynym, co słyszał, było tylko głośne łupanie serca w jego piersi. Znów zbliżył do twarzy Chile swoje usta i począł go obcałowywać. Po czole, w czubek nosa, policzkach, podbródku. Tak cholernie szczęśliwy.
- Jose. Jose. Jose. – Wykrztusił wreszcie. – Nie oddalaj się ode mnie bardziej niż jesteś, dobrze?
Jednak nie tylko to cisnęło mu się na usta. Argentyna chciał powiedzieć Chilijczykowi o czymś bardzo dla niego ważnym. O czymś, co generalnie miał utrzymywać w tajemnicy już zawsze, gdyż zważywszy na to, co ich na co dzień, do tej pory, łączyło, owe coś nie miało racji bytu. Ale w tej sytuacji…
- …Bo ja cię bardzo kocham, wiesz?
Bardziej lub mniej świadomie, panując nad tym czy nie, po prostu to zadeklarował.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Kajuta/Mapiarnia Jose   

Powrót do góry Go down
 
Kajuta/Mapiarnia Jose
Powrót do góry 
Strona 3 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3
 Similar topics
-
» Kajuta Kapitana
» Kajuta Scattershota

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Pirate Hetalia :: 
 :: 
A r c h i w u m
-
Skocz do: