IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Honda Kiku - czyli o takim jednym skośnym, co to mu się piractwa zachciało

Go down 
AutorWiadomość
Japonia

avatar

Orientacja : T-To nie jest miejsce na takie wyznania...|!
Ekwipunek : Szabla, dwa japońskie sztylety - po jednym w każdej cholewie buta, stary i wyświechtany zwój przedstawiający rysunek gejszy, zgrabna, japońska fajka.
Po jakiego czorta jesteś na statku? : Gdyby się to wydało, miałbym bardzo poważne problemy...
Multikonta : brak
Liczba postów : 200
Join date : 14/10/2012

PisanieTemat: Honda Kiku - czyli o takim jednym skośnym, co to mu się piractwa zachciało   Sob Wrz 06, 2014 3:35 pm

Godność:
Honda Kiku

Wiek:
26lat

Ekwipunek:
Szabla oraz dwa japońskie sztylety - po jednym w cholewie butów.
Za pazuchą trzyma zazwyczaj zrulowany, wyświechtany zwój przedstawiający rysunek gejszy, a także zgrabną, japońską fajkę.

Grupa:
Inni – póki co

Ranga:
Dotychczas obejmował pozycję Kwatermistrza, lecz tak na dobrą sprawę był jedyną prawą ręką byłego Kapitana, a zatem jego obowiązki rozciągały się także na należące do Pierwszego Oficera.

Wygląd:
Typowo szczupły i niewysoki jak przystało na Azjate mężczyzna o ciemnych, hebanowych oczach. Charakteryzują go typowo japońskie, łagodne rysy twarzy oraz bladość karnacji. Zdawać by się mogło, iż wizualne uosobienie typowego Japończyka i... Wcale nie odniosłoby się w tej kwestii specjalnie mylnego wrażenia. Niemniej, pozory takiej a nie innej budowy ciała oraz specyficzna delikatność urody, bywają tutaj zabójczo (niejednokrotnie w dosłownym tego słowa znaczeniu) mylące. Przy swoim wrodzenie ektomorficznym typie budowy, mięśnie nie nabierają u niego aż takiego uwydatnienia, co nie znaczy że ich nie posiada. Wręcz przeciwnie. Zdziwić by się można było jak niezwykłą kondycją jest się w stanie poszczycić, a i przy tym dość niemałą siłą. Nie stawia jednak na tę drugą. Przedkłada nad nią zwinność, szybkość oraz wytrzymałość.  
Jeśli jego twarzy nie towarzyszy zwyczajowy brak konkretnych emocji, można na niej znaleźć lekki, sztuczny uśmieszek. Jeśli już to robi, częściej uśmiecha się z wyuczonej grzeczności bądź też osiągnięcia danego celu niż faktycznej chęci lub własnej potrzeby, jednak gdy chce kogoś naprawdę zwieść, jest to uśmiech bardzo przyjemny dla oka. Na ogół jednak emanuje dość chłodną aparycją oraz zdystansowaniem.

 Charakter:
Kiku to ostoja opanowania lecz jednocześnie przy tym człowiek niezmiernie gwałtownej duszy, która to uzewnętrznia się jeśli tylko szarpnąć zbyt mocno za niewłaściwą strunę - zazwyczaj wystarczy gest lub nieprzemyślane słowo, mogące w jakiś sposób nadszarpnąć jego dumę. Wartości które wpajano mu jeszcze jako dziecku żyjącemu na stałym lądzie, co prawda do pewnego stopnia zdążyły się w naturalnej kolei rzeczy zatrzeć, jednak część z nich pozostała dlań ważna także w pirackim życiu. Ma swoje własne poczucie sprawiedliwości i moralności, dlatego nieważne jak wielkim szacunkiem darzy kodeks, na pierwszym miejscu zawsze postawi to co uważa przez samego siebie za najważniejsze, niźli przyjęte przez ogół zwyczaje.
"Nie buntuj się przeciwko tradycyjnym zasadom.
Nie poszukuj dla siebie przyjemności.
Pozostań bezstronny wobec wszelkich zjawisk.
Traktuj siebie lekko, a innych poważnie.
Nie gań i nie krytykuj siebie, ani innych.
Nie miej serca pełnego przywiązań i miłości.
Nie pożądaj rzeczy.
Nawet, jeśli odrzucisz swoje ciało, nie odrzucaj swojego honoru.
Nie oddalaj się nigdy od Drogi Wojownika." - obierając za swą nową drogę kunszt piracki, odrzucił te z wyuczonych zasad, które nie były mu w jego nowym życiu nadmiernie potrzebne. Mimo młodego wówczas wieku, nie chciał zupełnie porzucać swego dziedzictwa, a jednocześnie nie mógł pozostać do końca wierny przeszłości. Podświadomie przekształcił jedno, wymazał drugie, pozostał przy trzecim.  
Sprawiedliwość i prawość? Był sprawiedliwy i prawy w takim zakresie, jaki uważał za stosowny. Tradycje? W jego pamięci nie ostało się niemalże nic, co mogłoby być zbliżone do prawdziwego znacznie słowa o którym wspominał tutaj samurajski kodeks, więc i tę z zasad odrzucił z czystym sumieniem.
Przyjemności i pieniądze? A cóż złego było w pożądaniu ich? Samuraj może i mógł pozwolić sobie na ignorancje odnośnie dóbr materialnych, ale pirat... Dla pirata, przecież właśnie to było podstawą do prowadzenia życia jakie prowadził, chociaż także w tym temacie Kiku wydawał się mieć własne zdanie. Był w końcu znacznie bardziej roztropny niż większość rozrzutnych, morskich szumowin. Posiadał bowiem tzw GUST. Jeśli coś zasługiwało na zdobycie, zdobywał to. Poczucie piękna i estetyki, które jego skromnym zdaniem przydałoby się większości śmierdzącej, portowej i okrętowej hałastry, było w nim zakorzenione najprawdopodobniej od urodzenia.
Odwaga, honor, skromność i opanowanie - owszem. W odpowiednich proporcjach każde z osobna.
Lojalność...? Tylko jeśli jest to dla niego opłacalne. W innym wypadku, prawdziwą i szczerą lojalnością byłby w stanie obdarzyć jedynie osoby, które rzeczywiście na to zasługiwały. Do tego jednak potrzeba jeszcze zaufania, co nie jest rzeczą najłatwiejszą i pomimo najlepszych chęci, często trwa latami bądź w ogóle pozostaje bez odzewu. Jeśli zaś już zdoła się takowe zdobyć, Kiku gotów jest zaryzykować życiem aby bronić honoru, godności i zdrowia takiego towarzysza.
W stosunku do otoczenia, zachowuje maksymalny dystans. Swym zwyczajem mówi bardzo cicho (bądź też nie odzywa się wcale, jeśli nie musi) i spokojnie, posługując się przy tym swoim ozdobnym językiem, przez co zdaje się roztaczać pewien rodzaj "dworskiej" atmosfery, którą na każdym kroku jedynie podkreśla nie tylko stoickim obyciem i powściągliwością, ale nawet sposobem poruszania tudzież gestów.
Jest zazwyczaj poważny, niezwykle pracowity i zdyscyplinowany, wymagając tego samego od swoich zwierzchników. Nigdy nie zgodziłby się na współpracę z osobą niekompetentną, chyba że zależałoby od tego jego życie. Wypełnia wszystkie swoje obowiązki skrupulatnie i nienagannie, poświęcając temu większość czasu oraz energii.
Raczej grzeczny i ostrożny w słowach - czasami aż do przesady. Mało kiedy okazuje wprost nawet silną niechęć, woląc pozostawić sobie szersze pole do popisu, kiedy już będzie musiało dojść do bezpośredniej konfrontacji. A gdy już do takiej dochodzi, nie omieszka ośmieszyć, zachowując się przy tym iście arogancko jak i bezlitośnie. Poza tego rodzaju sytuacjami, nigdy nie mówi nic prosto w oczy i trzeba wiecznie głowić się, co tak naprawdę może mieć na myśli. Niemalże wszystko jest w stanie posiadać w jego ustach drugie dno.
Zamiast narzekać i drzeć szaty po doznanym nieszczęściu, zbiera się w sobie i odbudowuje to co zniszczone, cierpliwie, systematycznie i skutecznie. Nie nawykł do paniki w żadnych okolicznościach, a ze względu na swoje opanowanie i niechęć od uzewnętrzniania się, niezwykle ciężko jest powiedzieć czy w danej chwili cieszy się, smuci, czy też może złości. Nie bez powodu mówi się wszakże, że każdy Japończyk ma pięć twarzy, z czego żadna nie jest tą którą uważać za prawdziwą. Jedynie zwykle nieprzeniknione oczy Kiku, są w stanie zdradzić jego prawdziwe emocje, a i aby je odnaleźć i umieć właściwie odczytać, potrzeba naprawdę wnikliwego obserwatorea.

Relacje:
Anglia - ciężko określić co tak właściwie czuje względem niego... Kiedy spotkali się po raz pierwszy - zaintrygował go. Już na pierwszy rzut oka można było stwierdzić kim jest tak naprawdę, z czym też właściwie nieszczególnie się krył w przeciwieństwie do samego Japończyka. Wako, podobnie jak shinobi(lub jak kto woli - ninja), nie zwykli zbytnio wyróżniać się na twardym lądzie, o ile nie stanowiła go typowo piracka przystań.
Przyodziany w nowe kimono - wyjątkowo nie pochodzące z rabunku. A za to świeżo i prawie uczciwie nabyte, wędrował po uliczkach ni to wsi, ni miasteczka portowego, słynącego z produkcji najlepszych, choć nie do końca bezpiecznie przyrządzanych trunków. Po raz pierwszy dał się wówczas namówić na coś innego niźli sake, a mianowicie - rum. To właśnie w jednym z tamtejszych, bardziej luksusowych karczm, wpadł na Kirklanda. Prezentując się o wiele bardziej niewinnie niż normalnie, co w końcu było jego celem, udał zupełny brak pojęcia na temat picia jak i zachowania względem piratów. Był to, jak się szybko okazało, klucz do łatwego i szybkiego zdobycia czegoś na kształt wotum ufności - a w każdym razie, przynajmniej braku większych podejrzeń. Nie rozmawiali być może zbyt wiele, ale kiedy już sam Kiku zdobył się na zadanie jakiegoś pytania, z pozoru nieśmiało i z miną pod tytułem: "nie musisz odpowiadać, więc proszę nie kłopocz się jeśli to dla ciebie problem...", z reguły otrzymywał bardziej szczerą odpowiedź niż się z góry spodziewał. Jakże miła odmiana.
Kiku spędził na tamtej wyspie pełny tydzień, podczas gdy Arthur około pięciu dni, podczas których widywali się, co tu dużo mówić, o wiele częściej niżby wypadało. Jak to mówią: "ciągnie swój do swego" i nawet jeżeli Arthur nie zdawał sobie sprawy z tego kim jest Japończyk, bardzo prawdopodobne że coś wewnątrz niego kazało mu się tego doszukiwać. Nawet spędzając czas w milczeniu, niespecjalnie nudzili się sobą. Japończyka skrycie fascynującej ot choćby biżuterii w uszach Anglika, której u niego nie nosiły kobiety, a co dopiero mężczyźni.
Rozstając się, szczerze liczył na kolejne spotkanie gdzieś w przyszłości. Z tym że na pewno nie spodziewał się tego na pełnym morzu, a już tym bardziej nie podczas abordażu JEGO statku.
Tamtego deszczowego dnia, ledwie wypłynęli z portu. Nic więc dziwnego że nie zdążyli zmienić flag czy przyodzienia. Zaatakowali ich piraci, pewni że ich ofiara to nikt inny jak zwykły handlowiec. Bez ostrzeżenia ostrzelali ich z prawej burty. Zdezorientowani kompani Hondy, dopiero po dłuższej chwili ogarnęli się na tyle, by chwycić za broń. Jednak przeciw sile wrogiej jednostki, stanowili zaledwie pył na wietrze. Queen Victoria's Revenge oraz jej załoga, wyrżnęli ponad połowę ich ludzi, zanim ci zdołali się w jakikolwiek sposób zorganizować. Rozwścieczony i równie spanikowany sytuacją co i reszta Kiku, bez większego zastanowienia doskoczył do tego, który chwilę po dokonaniu przez obcych abordażu, uśmiercił kapitana. Jakże wielkie było jego zdziwienie kiedy strąciwszy mu z głowy kapelusz, ujrzał znajome, szmaragdowe oczy. Ten Brytyjski barbarzyńca... Żeby w równie łatwy sposób doprowadzić go do ruiny...
Walka nie trwała długo. Nie widząc cienia szansy na wygraną z przeważającą siłą wroga, wycofał się w stronę rufy i stamtąd, pożegnawszy kapitana Queen Victoria's Revenge głębszym ukłonem oraz przeszywającym na wylot spojrzeniem lodowatych oczu, skoczył w morską toń.
Po dziś dzień, gardzi Kirklandem i jednocześnie go podziwia. Obiecał sobie odbić to co stracił kosztem Anglika. Czy to jednak znaczy że go nienawidzi? Wręcz przeciwnie. Uważa za godnego przeciwnika i człowieka wartego jego zainteresowania.
Ostatecznie dołączył w poczet załogi Arthura. Chroni go i zaskakująco wiernie wykonuje powierzone mu zadanie, choć obaj nazbyt dobrze wiedzą, że któregoś dnia Kiku zapewne w końcu dopuści się zdrady. Azjata kryje się z tym tylko w oczach pozostałej części załogi.
„Przyjaciół trzymaj blisko, wrogów jeszcze bliżej”, huh?

Ameryka - z pewnością stanowi typ zdecydowanie zbyt głośny i... żywotny jak na gusta Kiku. Zwłaszcza jeśli wziąć pod uwagę jego tendencje do nawiązywania kontaktów fizycznych. Dlaczego nawet zwykłe powitanie musi się sprowadzać do wzajemnego dotykania czy to dłoni, czy całego ciała, kiedy nie było się w jakichś specjalnych stosunkach...? Ponadto, duży dzieciak wydaje się niepokojąco wręcz... szczęśliwy otaczającym go światem, a jego wyskoki są zazwyczaj szalenie niepoważne i nieracjonalne. Niemniej, Japończyk często stara się udzielić chłopakowi dobrej rady lub pomóc, kiedy ten wpada w kłopoty. Swego czasu powziął nawet za cel douczenia go na temat żeglugi. Okazał diabelnie słaby zwłaszcza w kartografii...  

Portugalia – ma co do niego zdecydowanie mieszane uczucia. W kontaktach pozostaje ciągle dość zdystansowany, aczkolwiek zadziwiająco łatwo przychodzi mu nawiązywanie wszelkich rozmów z Nicolauem.  

 Historia:
Kyoto - cesarska stolica Japoni, było jego kolebką. Miejscem narodzin, najmłodszych lat życia oraz wychowania. I choć ukończywszy lat sześć, nigdy już nie było dane mu go oglądać, aż do teraz czuje w głębi duszy dziwny pociąg i nostalgię na samo jego wspomnienie. Nawet jeśli pamięć z dawnych czasów niemal kompletnie się zatarła.
Jego życie zapowiadało się w barwach kwiatu sakury...
Pierworodny syn Shinji'ego Hondy - głowy rodu Honda, prawej ręki cesarza Tsunayoshi Tokugawy oraz niezłomnego samuraja, który wsławił się wieloma bitwami.
Drogą życia Kiku miało stać się Bushido, zaś możliwość służenia cesarskiej rodzinie - największym zaszczytem i powodem do dumy. A jednak, zdradliwy los sprawił, że stać się stało zupełnie inaczej.
Nikt nie wie co popchnęło Shinji'ego do zdrady, lub też kto w ową zdradę zdołał go wrobić. Faktem było natomiast, że z pewnością znajdował się on w tłumie zbuntowanej ludności japońskiej, plądrującej domy kupców oraz magazyny żywnościowe podczas jednego z "ryżowych buntów", kiedy to oskarżano lokalną władzę o przyczynę ich głodu. Zdaniem rodu Honda, oczywistym było kogo należy winić za wygórowane ceny ryżu, którym nie sposób było sprostać miejskiej biedocie. Nic więc dziwnego, że jeden zły ruch ze strony ich Głowy, doprowadził do szybkiego rozprzestrzenienia się plotek, docierających nawet do cesarskiego dworu. Być może oskarżenia były nieprawdziwe i mające za zadanie zrzucić go z piedestału... Być może znalazł się on jedynie w złym miejscu o niewłaściwej porze - tego już nikt nie miał tak naprawdę szansy się dowiedzieć.
Zostali skazani za zdradę w przeciągu kilku godzin od zajścia na mocy rzekomych "dowodów" i za to też, wszyscy bez wyjątku mięli być straceni. Mężczyźni, kobiety i dzieci. WSZYSCY w których żyłach płynęła krew rodu zdrajców.
Ale Shinji, choć tak mocno respektował kodeks, choć powinien poddać się wyrokowi cesarza, zdradził przysięgę i uciekł z miasta, porywając z sobą jedynie najstarszego syna - sześcioletniego Kiku. Stając się w ten sposób roninem, tylko umocnił możnowładcę o swojej winie. Rozgniewany Cesarz nie zamierzał puścić tego płazem, wysyłając za zbiegiem najlepszych shinobi jakimi wówczas dysponował z rozkazem przyniesienia mu głów obu ostatnich, pozostałych przy życiu członków okrytej hańbą rodziny.
Dopadli Shinji'ego u brzegów zatoki Osaka, i mimo iż bronił się on dzielnie, jak na samuraja przystało, nie był w stanie poradzić sobie ze znacznie liczniejszym, równie dobrze wyszkolonym oddziałem. Kiedy więc jego głowa potoczyła się w końcu po mokrych, muskanych falami piaskach, błyskawicznie podjęto kroki odnalezienia dziecka, jednakże bez skutku.
Za ostrym rozkazem ojca, ukrył się on w jednej z niewielkich, nadmorskich grot o wiele bardziej przypominających szczeliny w kamiennych występach klifu. Miał stamtąd nie wychodzić dopóki ojciec po niego nie wróci lub dopóki nie dostrzeże jak woda wdziera się przez niewielkie uskoki do środka jego kryjówki,co miało za zadanie zasygnalizować wieczorny przypływ. I tak też się stało. Dzielnie trzymając fason, sześcioletni chłopiec nie wystawił choćby czubka nosa z grot zanim jego stopy nie wyczuły jak zbiera się pod nimi woda. Przemarznięty, wypełznął z jaskiń i brodząc dłuższy czas mielizną, trzymając się mocno skalnych występów, dotarł w końcu do piaszczystych brzegów by zdezorientowany i zmęczony, rozpocząć poszukiwanie opiekuna. Nikt nie wytłumaczył mu sytuacji w jakiej się znaleźli. Zupełnie nie pojmował dlaczego musieli uciekać, lecz może to i lepiej, bo wątpliwym byłoby żeby zrozumiał jak Cesarz, któremu ojciec służył przecież tak lojalnie i do którego sam wpajał mu obowiązek szacunku, mógłby dopuścić do śmierci całego ich klanu.
Pół nocy minęło nim wreszcie odnalazł ciało... Ciało może i pozbawione głowy, lecz z pewnością należące do Shingie'go. Z początku przerażony malec usiłował wzywać pomocy, która przecież nie miała nawet skąd nadejść. Zaraz potem jednak przypomniał sobie... Był samurajem i nawet jeśli nie dane mu nosić jeszcze miecza, nie licząc małej, drewnianej atrapy, winien zachować swoją dumę i płakać co najwyżej w ciszy... Aby bogowie nie usłyszeli jego rozpaczy i nie zezłościli się na niego za słabość i niemoc.
Wykopanie odpowiednio dużego dołu przy wydmach oraz przetoczenie tam ciała, zajęło mu całą noc. Był przecież słabym dzieckiem. Poza szumem fal oraz wyciem wilków gdzieś w dalekim lesie, towarzyszył mu tylko dźwięk własnego pociągania nosem od czasu do czasu.
Na ledwo przytomnego chłopca, tuż przed wschodem słońca, natrafili... Piraci! Wako - jak ich nazywano, stanowili zlepek piractwa o charakterze wielonarodowym. W szeregu jednej załogi, znajdowali się zazwyczaj nie tylko Japończycy, ale także Chińczycy, Koreańczycy czy nawet Portugalczycy. I tak też było w przypadku bandy, która najdelikatniej mówiąc, "uprowadziła" małego Kiku na swój pokład. Nie zagłębiając się już w szczegóły, wychowali go jak swojego, tym bardziej zadowoleni kiedy swą wiedzą i podstawowymi umiejętnościami władania mieczem, udowodnił o niegdysiejszej przynależności do szlachty samurajskiej.
Z początku przerażony tym co się dookoła niego działo – jakkolwiek starał się tego nijako nie okazywać, z czasem zaczął przyzwyczajać się do warunków panujących na statku oraz ludzi na nim obcujących.
Nauka walki okazała się mocno różnić od tej do której go przyzwyczajano od najmłodszych lat, podobnie jak kodeks "honorowy" pirata różnił się od bushido. Sprzeczności było co niemiara, ale jeśli zinterpretować niektóre rzeczy po swojemu, lub po prostu stworzyć więcej zasad dopasowanych do jego własnego poczucia sprawiedliwości czy moralności, wszystko zdawało się o wiele łatwiejsze. Dorastając między innymi wako, nabywał umiejętności i nim się obejrzał, w wieku niespełna 21 lat został mianowany pierwszym oficerem. Nie doszedł do tego może i do końca uczciwie, ale czyż nie liczył się efekt? A jednak, pewnego pięknego, wietrznego popołudnia na pełnym morzy, jego młodociany zapał do dążenia ku jeszcze wyższym szczytom... udaremnił pewien Anglik.
Ograbieni i pociągnięci na dno przy pomocy dział Queen Victoria's Revenge, nie mieli innego wyboru jak ratować się ucieczką przy pomocy beczek, lub innych, dobrze trzymających się na powierzchni wody rzeczy. Sztorm który nawiedził morze zaraz po zniknięciu bocianiego gniazda ich niedoszłego statku pod wodą, nie ułatwił sprawy. Kiku nigdy się nie dowiedział czy ktokolwiek poza nim przeżył. A przynajmniej, kiedy po długich miesiącach tułaczki, zbierania sił i środków, dotarł w końcu na Tortugę, nie doszły go na ten temat żadne pogłoski.
Wyczekując odpowiedniego momentu, postanowił wypatrywać znienawidzonego okrętu i wyczekiwać odpowiedniej chwili by dołączyć w poczet załogi TEGO, który doprowadził do klęski jego pirackiej kariery. Zemsta czy raczej potrzeba przynależenia do tych silniejszych i pewnych zwycięstwa...? Ciężko powiedzieć

Pytania od MG :
Spoiler:
 
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Chile

avatar

Orientacja : Sekret to sekret |:
Ekwipunek : NIC
Wątki i powiązania : Latynosi.
Po jakiego czorta jesteś na statku? : NIE JESTEM NA STATKU, TY CHOLERNY PIRACIE
Liczba postów : 389
Join date : 04/04/2012

PisanieTemat: Re: Honda Kiku - czyli o takim jednym skośnym, co to mu się piractwa zachciało   Sob Wrz 06, 2014 3:45 pm

AKCEPT
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 
Honda Kiku - czyli o takim jednym skośnym, co to mu się piractwa zachciało
Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» London Eye
» Nad Jeziorem
» Makbet - tragiczny morderca (skończona)
» Nie wiem jak to nazwać, bo nie mój pomysł. Czyli tańsze zaklęcia.
» Zielony potwór zazdrości czyli co się dzieje kiedy rozmawiasz z Blackiem

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Pirate Hetalia :: 
L i s t y G o ń c z e
-
Skocz do: