IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Dominica~~

Go down 
AutorWiadomość
Dominica

avatar

Orientacja : Hetero
Wątki i powiązania : Skrzypce i ciasto moim życiem. A, i Francis i Arthur się mną opiekowali.
Po jakiego czorta jesteś na statku? : Proszę cię, jestem kierownikiem wodopoju.
User : Didime
Multikonta : nie mam C:
Liczba postów : 100
Join date : 21/04/2013

PisanieTemat: Dominica~~    Pią Sie 29, 2014 2:39 pm

Godność: Dominica
Wiek: 16 lat
Ekwipunek: Stara szabla i sztylet, nowiutkie skrzypce i coś do rysowania.
Grupa: Zwyczajni (na razie)
Ranga: ... zmieniam barmana na muzyka, yoł!
Wygląd: Dominica jest skompresowaną radością i porywczością zamkniętą w stosunkowo wysokim, bo mierzącym 177 centymetrów ciałku. Widać to prawie zawsze- pod wachlarzem bujnych, czarnych rzęs, jej mieniące się zielenią i jasną szarością oczy zawsze są radosne, i z ciekawością wpatrują się w otaczający ją świat. Do tego wiecznie ułożone w uśmiech, zgrabne usteczka, z których często wydobywa się śmiech lub śpiew. Na kompletny obraz jej twarzy i głowy nakłada się niewielki, zadarty nosek,  oraz zasłaniająca prawie całe czoło i część prawego oka grzywka.  Jej ciemnobrązowe włosy od pewnego czasu nie są już na tyle krótkie, by nie trzeba było jej wiązać, lecz osiągnęły długość aż do pasa. Dlatego Dominica zmuszona jest wiązać je- najczęściej za pomocą sznurka w prostego kucyka. Lecz gdy tylko ma czas, stara wymyślić się coś nowego, po czym jej włosy nie będą wyglądały jak siano. Więc jeśli pewnego dnia zobaczysz ją z jakąś niecodzienną fryzurą, raczej nie jest to skutkiem jakiejś specjalnej okazji- lubi po prostu eksperymentować.  
Panna Roseau jest raczej szczupłą i zgrabną dziewczyną- może nie bardzo bujnie obdarzoną przez naturę, ale nie jest też płaska jak deska, a sama zainteresowana wie, że pod koniec okresu dojrzewania który teraz przechodzi, i tak wszystko ulegnie zmianie. Inna sprawa, że nie bardzo obchodzi ją jak wygląda. Nie dba też bardzo o ubiór- cały czas nosi stary, znoszony już płaszcz, brązowe spodnie i białą koszulę z żabotem, który czasami ozdabia kameą. Momentami, coby wkurzyć Arthura, albo bardziej sobie włosów nie stargać niż są, ubiera typowo piracki kapelusz, podobny do tego Kapitana, przyozdobiony złotą nitką i kulką futra. Do tego wysokie, wiązane kozaki na niskim obcasie, by już nie dodawać sobie wzrostu.
Nie należy do kobiet, które chętnie ubiorą sukienkę, ale jeśli już musi to ma dwie, na różne okazje. Jedna to zwykła, letnia, biała sukienka, a druga to bardzo oficjalna, czerwono-czarna suknia w stylu wiktoriańskim, bez ramiączek ani rękawów, z ozdobnym, czarnym gorsetem. Ale nie licz się z tym że ją w tym kiedyś zobaczysz.

Charakter: To, że jest radosna, i często się uśmiecha, wiemy. Idąc tym tropem można powiedzieć, że jest wieczną optymistką, że jest roztrzęsiona, czy nawet naiwna i głupia. Co z tego jest prawdą? To zależy od samej Dominici. I od tego jaką maskę przybierze.
Tak, maskę. Pierwsza i jedna z ważniejszych spraw: Roseau była, i momentami jest nadal, zmuszona ukrywać swoje prawdziwe emocje przed innymi. Powiem więcej- czasami ukrywa je bo sama chce. W zależności od tego, jaka musi być, co ma ukryć, i co jej się bardziej opłaca. Więc to za jaką ją weźmiesz, zależy od niej. I w pewnym sensie od ciebie. Czemu? Dopiero gdy ją lepiej poznasz, sama ściąga maskę, i ukazuje swoją prawdziwą twarz.
Dlatego, gdy pierwszy raz ją spotykasz, a wyczuwa że masz złe zamiary, będzie raczej oschła, choć tylko wtedy, gdy po pewnym czasie się to nie potwierdzi. Gdy natomiast nie podejrzewa cię o złe zamiary, jest miłą, uprzejmą, ale czujną dziewczyną. A jeśli wyczuje, że serio nie masz złych zamiarów, może po chwili przestanie grać.
Przestanie grać...czyli jaka będzie?  Cóż...
To co będzie się zgadzać, to to że się będzie często uśmiechać. Ona sama woli żyć z uśmiechem nawet w pochmurne dni, niż wiecznie się smucić. Dlatego potrafi czerpać radość z codziennych rzeczy, które innych nie obchodzą.
Ale to nie znaczy, że nie ma smutków, czy trosk. Wtedy wracamy do punktu wyjścia- czemu zawsze się śmieje? Maska. I ubierze ją czy będziesz ją znał bardziej czy mniej. Bo ,,nie chce martwić swoimi problemami innych''
Może wzięło to się od jej przekonania, że nikt się nią nie interesuje, i że jej problemy powinny zostać jej.  Ale to można jej wybaczyć, znając jej historię.
Problem jest wtedy, gdy ,,maska się stłucze''. Albo, jak ona to ma w zwyczaju nazywać ,,kielich się przeleje''. No bo ile można w sobie trzymać? Smutek, radość, wściekłość, cokolwiek. Tym bardziej, gdy się dojrzewa i ma się ekstremalne wahania nastrojów? Gdy się uśmiecha- uśmiecha się aż w oczy razi. A gdy zacznie płakać- wypłacze się kilka miesięcy wstecz i w przód. Jak wulkan- nie możesz się spodziewać, co się zaraz stanie.
Tego, co zrobi w danym momencie Dominica też nie można się spodziewać. Jest porywcza, działa impulsywnie, ale tylko w momencie zagrożenia życia swojego i przyjaciół- często posądzana o bezmyślność kiwa głową, zgadzając się, bo wie, że nie jest to mądre. Połowę życia spędziła w dżungli, gdzie nie było czasu na zastanawianie się- masz biec już. Masz walczyć teraz. Sekunda myślenia mogła kosztować cię życiem.
Ale nie-myślenie też może, no nie? Nie według panny Roseau- ona jest ryzykantem. Ona pójdzie, ona sprawdzi, ona złapie, pokona, zabije- a co jej szkodzi spróbować? Raz się żyje! Jeśli nie narazi to zbytnio reszty, a przy odrobinie szczęścia pomoże, to może się nawet na wroga bez broni rzucić.
Chyba że kapitan zabroni, albo obiecała. Wtedy nie, nie może. Jest lojalna. Albo inaczej- w granicach norm, które sobie sama wyznaczy. Albo chociaż się stara. No bo po jej odzywkach w stronę Kwatermistrza czy Kapitana tego nie widać. No po tym, że ucieka z kajuty, a nie powinna ze względu zdrowotnych, też nie.
Tak naprawdę  szanuje do swoich przełożonych, tylko jest strasznie narwana, mówi co myśli....albo co nie myśli, bo mówi coś, zanim pomyśli, zazwyczaj.
Kolejną jej cechą jest to, że ma duszę artysty. Bycie  momentami roztrzepanym idzie swoją drogą- tu chodzi o czułość na sztukę. Chyba zostało jej to po drugim, a pierwszym żyjącym opiekunie, Francisie. Najwyraźniej zaszczepił w niej miłość do sztuki- tak jak on uwielbia, i co ciekawe- nawet umie, rysować, oraz grać na instrumentach. Choć jeśli chodzi o to ostatnie, Dominica nie ma pojęcia że ten, tak jak ona gra na skrzypcach.
W tym momencie mogę jeszcze krótko wspomnieć o ciastach. Panienka ta uwielbia piec, jak i jeść ciasta. Ale na statku to się nie przydaje, więc mało kto o tym wie.
To pewnie też po Francisie. Bo na pewno nie po Arthurze.
Jest jeszcze jedna, ostatnia rzecz, o której warto wspomnieć mówiąc o tej młodej piratce. Wspomniałam o byciu wrednym, oraz o impulsywnym działaniu. Dominica czasami dobija do ,,punktu krytycznego'', czyli momentu, w którym przestaje się myśleć racjonalnie, a myśli zaprząta tylko czysta złość, furia wręcz. Gdy ją wkurzysz -a o to łatwo teraz- jest duża możliwość, że się.... mocno wkurzy. Chyba że jesteś dla niej ważny, to tu już spodziewaj się niespodziewanego.
Podczas walki też się to uaktywnia-  jej wściekłość połączona z impulsywnością i niemal zwierzęcym instynktem daje wybuchową mieszankę podczas walki. Będzie walczyć póki starczy jej sił, i będzie walczyć wszystkim-  od własnych pazurów, przez broń białą, aż po kij od szczotki. I będzie miała w dupie to czy będzie to bezpieczne, mądre, czy takie tam...

Relacje:
Skoro tylko historyczne, no to z tych wcześniejszych zostaje tylko UK i FR. Ale jak mówiłam, zmieniam, więc na razie tylko tyle.

Anglia:  Wspaniały Kapitan Zemsty Królowej Wiktorii. Kiedyś w stosunku do niego miała resztki jakiejś nadziei, że okaże się być jednak dobrym opiekunem. Jednak z upływem czasu zdała sobie sprawy, że raczej nie ma na co liczyć. Te kilka kar za powiedzenie ,,tato'' dalej  dała sobie z tym całkowicie spokój. Czasami dopada ją zwątpienie, że może jednak...ale potem wszystko szlak trafia. On bardzo się denerwuje gdy mówi się na niego ,,ojcze'', ,,tato''... dlatego dla Dominici on od pewnego czasu jest  już tylko kapitanem. Ha, ale to nie znaczy, że na niego tak nie mówi! Mówi po to by mości kapitana wkurzyć! Uwielbia się z nim droczyć, czerpie z tego dziwną przyjemność. A to że potem ją za to kara ją nie zniechęca.
Ale mimo tego, że często go denerwuje, nie słucha, i tym podobne, ma do niego naprawdę wielki szacunek, i uznaje go za autorytet. No, poza pewnymi, małymi szczegółami...

Francja: Jej drugi opiekun, z którym ma dużo ciepłych wspomnień. Wiele ją nauczył, oraz uformował jej obecny charakter. To dzięki niemu teraz kocha rysować, i jest tak czuła na sztukę. Dzięki niemu uwielbia też piec ciasta. Może też dzięki niemu nie boi się eksperymentować, oraz lubi grać? Najważniejsze jednak jest to, że dzięki niemu jest tu, i żyje. Gdyby nie on, prawdopodobnie nadal żyłaby jako dzikus z dżungli, jeśli wcześniej nie pożarłoby ją jakieś dzikie zwierzę.  Ma do niego wiele szacunku, i ciekawa jest, jak temu się teraz powodzi. Choć w głębi duszy boi się że...o niej zapomniał. W końcu nie tylko była znajdą, ale jedną z wielu znajd, którymi się opiekował. Ta myśl co jakiś czas zaprząta jej głowę, ale mówi sobie, że nie trzeba się martwić, bo i tak wcześniej nie rozwieje wątpliwości, jak tylko przy spotkaniu z nim. A bardzo liczy na to, że kiedyś znów się z nim zobaczy.


Historia:
Wszystko zaczęło się pewnego słonecznego poranka, gdy mieszkańcy małej, biednej wysepki znaleźli na brzegu nieprzytomną, młodziutką dziewczynkę. Wyglądała inaczej niż jej mieszkańcy- jej kolor skóry był o wiele tonów jaśniejszy, choć nie taki jak ,,białych ludzi'', a jej oczy nie były ciemne, a wręcz rażąco zielone.
Nikt nie chciał przyjąć dziewczynki. Bali się. Byli mocno wierzący w zabobony, więc bali się że dziewczę przybyło z odmętów morza, i że symbolizuje nieszczęście. Niektórzy mówili nawet, że to może być syrena, ale brak ogona w wodzie czy nie od razu odrzucił tę tezę.
Jednak i tak nikt nie chciał przyjąć młodej dziewczynki. Tylko para sędziwych staruszków postanowiła się nią zająć, co oczywiście oznaczało oburzenie i odrzucenie ze strony starszych współmieszkańców.
Dziewczynce nadano imię Dominica, ponieważ dziadkowie nie wiedzieli, jakie imię bardziej by do niej pasowało. Wszystko działo się na wyspie Dominice, a dziewczyna została po raz pierwszy zauważona w niedzielę.
Staruszkowie, mimo że nie musieli, przyjęli ją jak rodzoną córkę, opiekowali się nią, kochali, i robili wszystko by była szczęśliwa, mimo przytłaczającej biedy. Bo Dominica to malutka, niewielka, i bardzo biedna wysepka. Dlatego sama Dominiczka często głodowała, chodziła w podartych ciuchach, ale mimo to nie traciła wiary i uśmiechu.
Ale końcu i na nich przyszedł czas, i młodziutka znajda została sama. To bardzo ją przytłoczyło. Dlatego po śmierci opiekunów, wręcz tracąc zmysły z tego co się stało, uciekła w głąb wyspy, i tam spędziła długi okres czasu. Sama nie pamięta, ile. Miała tylko mały nożyk i kilka monetami, które uzbierali dla niej staruszkowie, gdy ci jeszcze żyli. Z takim asortymentem nie była w stanie przeżyć, więc musiała polować.
To właśnie przez to wykształcił się u niej przedziwny instynkt przetrwania, i dlatego nie boi się ryzykować. Dżungla na wyspie nie należała do bezpiecznych miejsc, w każdej chwili mogła stracić życie. Cały czas musiała więc być maksymalnie skupiona, i gotowa na wszystko.
Ale często się załamywała. Była w końcu malutka, nie miała nawet dziesięciu lat. Dlatego często płakała, na przemian ze śpiewem, którym dodawała sobie otuchy. Nawet swego czasu ludzie bali się tam polować, wierząc że to dusze zmarłych, śpiewają pełne bólu i żałości pieśni.
Dziwnym trafem tylko jeden człowiek nie bał się zbadać tej legendy. Do dzisiaj sama Dominiczka nie ma pojęcia, jak on się tam znalazł.
Ale gdy pierwszy raz go zauważyła, sama wierzyła, że jest magiczną istotą. Miał niesamowicie jasne włosy, alabastrową skórę i oczy koloru nieba. Dziewczę nigdy nie widziała nikogo takiego, dlatego pomyślała, że to dobry duch z opowieści staruszków, który zabiera ludzi gdy już przyszedł ich czas. Pamięta jakby to było wczoraj, że się rozpłakała, bo...się bała. I nie wiedziała co robić. Z jednej strony chciała żyć, ale to życie było ciężkie, a tam mogli być jej opiekunowie... dlatego przestała śpiewać i zwinęła się w kuleczkę, czekając na jego ruch.
A ten kucnął, pogłaskał ją po głowie, i swoim spokojnym, melodyjnym głosem powiedział że się nią zajmie.
Następnie zabrał to siedem nieszczęść na swój statek, i zabrał ją do swojego domu.
Dziewczyna przeżyła nie mały szok, gdy zobaczyła więcej białych ludzi. Mało kto miał ciemne włosy, co czyniło z Dominici nie tylko coś egzotycznego, ale momentami obiekt śmiechu. Najczęściej rówieśników.
Ale ona się tym nie przejmowała. Na wyspie i tak mało kto z nią rozmawiał, zza czasów staruszków.
Na dodatek, z początku było trochę problemów, w końcu dziewczyna nie rozumiała tutejszego języka, ale pod opieką niebieskookiego opanowała go do perfekcji.
A nazywał się Francis Bonnefoy.
Nakarmił, napoił i ubrał Dominiczkę. Czuła się z nim dobrze, i bezpiecznie. Nauczył ją wielu przydatnych rzeczy, takich jak władanie szablą, gotowanie, malowanie... to wtedy odktyła, że na prawdę lubi to robić, i że wychodzi jej to lepiej niż inne czynności.
Dzięki niemu po prostu, lepiej się jej żyło. Choć na prawdę w ogóle żyło, bo do dziś nie jest pewna tego, co mogło się jej stać, gdyby wtedy nie przyszedł...
Ale pewien dzień nie zaczął się tak jak zwykle. Francis obudził ją wcześnie rano i lekko przybitym głosem powiedział że teraz kto inny będzie się nią zajmować. Pamięta jak była strasznie zaspana, i mało co rozumiała. A to, co się wtedy stało zrozumiała kilka godzin po, gdy płynęła na statku. W drodze do ,,nowego domu''
Przez całą drogę siedziała schowana za beczkami. Jechała w końcu w nieznane, sama. Na dodatek nie miała pojęcia, jaki może być ten jej opiekun... a w takich chwilach zawsze zwijała się w kłębek, jakby myśląc że pomoże.
Opiekunem okazał się Anglik, niejaki Arthur Kirkland. Tak jak francuz miał blond włosy, ale ten miał tak jak ona zielone oczy. Tylko brwi miał grube, co czyniło z niego często obiekt drwin jego znajomych i innych wychowanków, ale samej Dominici to nie przeszkadzało. Choć prawda, bawiło.
Właśnie, inni wychowankowie. Tak jak Francuz, ten miał ich wiele. Ciekawa jest, ile tak jak ona zostało ,,przejętych'' od francuza, i dlaczego i ją oddał w jego ręce.
Ręce, które nie koniecznie chciały się nimi opiekować.
Jej ,,obecność'' przypadła na fascynację Kirklanda morzem. Wielokrotnie ten wypływał, by podbijać krainy jako pirat. Dlatego często nie było go w domu, a na dodatek, ponieważ była jedną z wielu znajd, ich spotkania ograniczały się go jednego na kilka miesięcy dnia.
Ale zazwyczaj wtedy opowiadał on o swoich podróżach, o ludziach których spotkał...Dominica marzyła o zwiedzeniu innych części świata, dlatego jego opowieści chłonęła niczym gąbka wodę. Tak pięknie o nich opowiadał... to musiała mu przyznać, miał dar do opowiadania takich rzeczy. Skoro obudził w niej chęć poznania reszty świata. Postanowiła, że uzbiera pieniądze, i tak jak on będzie podróżowała.
Nawet nie spostrzegła jak była w załodze pirackiej.
Jego załodze.

Pytania od MG :
Spoiler:
 
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Chile

avatar

Orientacja : Sekret to sekret |:
Ekwipunek : NIC
Wątki i powiązania : Latynosi.
Po jakiego czorta jesteś na statku? : NIE JESTEM NA STATKU, TY CHOLERNY PIRACIE
Liczba postów : 389
Join date : 04/04/2012

PisanieTemat: Re: Dominica~~    Pią Sie 29, 2014 2:40 pm

Muzyku~
AKCEPT
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 
Dominica~~
Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Pirate Hetalia :: 
L i s t y G o ń c z e
-
Skocz do: