IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 13 sierpnia 2013

Go down 
AutorWiadomość
Admin

avatar

Orientacja :
Ekwipunek : -
Wątki i powiązania : -
Po jakiego czorta jesteś na statku? : -
Liczba postów : 444
Join date : 18/02/2012

PisanieTemat: 13 sierpnia 2013   Wto Sie 13, 2013 8:43 pm

[17:46:52 13/08/13] Dominica : // *powiedziałaby ,, A angol niby miał? '' ale przemilczy // *została zrzucona, i tu w oczach widać furię. otworzyła usta i powiedziała* Jesteś niemożliwy, brewko. Źle traktujesz dzieci. I nie umiesz gotować.
[17:47:49 13/08/13] Ameryka : //QoQ *zaczął biegać jak pojeb i..skitrał się przerażony za Japońcem* a-ałi qnq
[17:48:21 13/08/13] Chile : //._.'
[17:49:13 13/08/13] Ameryka : o-ochoooo, to mu pysknęła o,o
[17:49:34 13/08/13] @ Anglia : // ...Kiku, przywiąż ją do grotmasztu na całą noc. *A potem nachyla się nad nią, łapiąc jej podbródek w uścisku* Na statku nawet nie jestem waszym ojcem. Powinnaś się nauczyć.
[17:49:43 13/08/13] Ameryka : //*
[17:50:58 13/08/13] Dominica : //(zw)
[17:52:44 13/08/13] Dominica : // * i teraz cios ostateczny, chyba* Francis était mieux que vous. *tak. Francuski. I na dodatek to... myślę, że to już koniec Dominici*
[17:53:46 13/08/13] Ameryka : //*jedyny z rodzeństwa, który nie zna francuskiego* łodefooooook? : O
[17:54:03 13/08/13] @ Japonia : // ... *Zerka na Alfreda i spogląda na niego wzrokiem pod tytułem: "I po co ci to było...?"*
[17:54:43 13/08/13] Chile : //...? *też nie zrozumiał* Ej, czy my jesteśmy w zawiasach na waszym statku...? D:
[17:54:56 13/08/13] Dominica : // (*szepcze ,,Francis był lepszy od ciebie.'')
[17:55:25 13/08/13] Dominica : // (/// Google translate <3)
[17:55:48 13/08/13] @ Anglia : // *Wykrzywił twarz w nieprzyjemnym uśmiechu* Niespecjalnie mnie to poruszyło. Ale to nie on jest tutaj kapitanem. *Popchnął je w stronę Kiku.* Zajmij się nią.
[17:56:01 13/08/13] Ameryka : //*gap na niego* Nie wiem, ale kapitan zaczyna mnie przerażaaaaać... *szept*
[17:56:12 13/08/13] @ Anglia : // W zawiasach, to chyba nie liczy sie do fabuły I': Chyba, że możemy z tym przejść na fabułę.
[17:56:41 13/08/13] Chile : //Wtedy nie mogłabym brać czynnego udziału... Chociaż i tak nic nie robię o':
[17:56:51 13/08/13] Dominica : // Jeezu, ale drama wyszła z tego, xD
[17:57:49 13/08/13] @ Japonia : // ... *Łapie więc tak Alfreda jak i Dom za poły ich koszul* Aye, aye, kapitanie...
[17:58:19 13/08/13] Ameryka : //to wyjdźmy z tym za nawiasy xd
[17:58:32 13/08/13] @ Japonia : // ... *dlaczego niby ma się zajmować jego problemami rodzinnymi...?* -.____-. '' ...
[17:58:37 13/08/13] @ Anglia : // NIe, twój czynny udział jest bardzo widoczny~
[17:58:50 13/08/13] @ Anglia : // *Ponieważ to problemy załogi, NIE rodzinne.*
[17:59:05 13/08/13] Ameryka : *macha rękami* A ja co znowu zrobiłeeeeem?!
[17:59:33 13/08/13] Dominica : // No nieposłuszeństwo, więc można to odbierać jako rodzinne i załogi
[17:59:55 13/08/13] @ Japonia : // *...tylko ty tak uważasz~*
[18:00:05 13/08/13] Ameryka : //*
[18:00:10 13/08/13] Chile : //Tylko dlatego, że jestem niebieski |':
[18:00:35 13/08/13] @ Anglia : // Jesteś INNY. / *Już nie tylko ja~*
[18:01:11 13/08/13] Chile : //... A właśnie, moglibyście się, cholera, wreszcie uspokoić! *krzyk. Jak udział czynny, to czynny >C*
[18:01:23 13/08/13] @ Japonia : // ...z pretensjami do kapitana. Ja tylko wykonuje swoje obowiązki. *Ciągnie ich w stronę schodów pod pokład... Tony kurzu już dawno powinny zostac zmiecione, beczki z rumem poprzestawiane w jedno miejsce-... etc. Oh, tak. tam było wystarczająco duzo pracy. *
[18:02:30 13/08/13] Ameryka : //*czy ja wystarczająco dużo czasu nie spędzam pod pokładem? qnq* ... *idzie grzecznie. CUD*
[18:02:53 13/08/13] @ Japonia : // (Przydałoby się powstawiać bannery for które się zaoferowały)
[18:03:10 13/08/13] Chile : //... zwwww
[18:03:34 13/08/13] Dominica : // *jest ciągnięta.And not a single fuck was given*
[18:05:47 13/08/13] @ Japonia : // ... *Słyszał jakiś nienawistny, NIEBISKI krzyk* Magazym ma błyszczeć. Później możecie zająć się działami. Sprawdzałem stan na magazynie, wiec nie próbujcie niczego stamtąd "rekwirować". *Wzdycha do swoich myśli i puszcza ich na schodach, popychając nieznacznie przodem* ...
[18:08:03 13/08/13] Ameryka : //...*nie! nie zamierza się ruszyć! Usiadł, krzyżujac ręce na torsie i mamroczac cos pod nosem*
[18:09:58 13/08/13] Dominica : //*zjechała dupą po schodach i siedzi, i rozgląda się. Następnie wstała, wzięła mopa i myje podłogę z uśmiechem*
[18:13:25 13/08/13] @ Japonia : // ... *Chwile spogląda na Alfreda, stojąc nad nim jak ten kat. Ostatecznie sięgnął leniwie i niechętnie do pasa* ... nie jestem tak sentymentalny jak kapitan. *Przyłożył koniec ostrza do jego ucha* ...I nie toleruję niesubordynacji. Mam wyrazić się jaśniej odcinając ci uszy, skoro najwidocznej nie sprawiają wrażenia do niczego ci potrzebnych? *Naprawdę wolałby skręcać liny na powietrzu niż ślęczeć tu i pilnować ich pracy...*
[18:15:30 13/08/13] Chile : //*rozgląda się po miejscu swojego pobytu* ... W cholerę? Statek niebieskich? Upiłem się czy jak? *burknięcie*
[18:15:36 13/08/13] Chile : *białych
[18:16:26 13/08/13] Ameryka : //*brew mu drgnęła. Spojrzał na niego udając, że się nie wystraszył.Prychnął* Sobie odcinaj. *mruży oczy* I tak nic nie zrobie! *zbuntowany nastolatek, który potrzebuje czasu*
[18:19:02 13/08/13] Dominica : // *już zmyła 1/3 podłogi. Ale nasłuchuje...*
[18:23:05 13/08/13] @ Japonia : // *Gdyby Chilijczyk znajdował się pod pokładem, byłoby to dla niego wygodniejsze... A tak niestety, nie spotka swojego "ulubionego" kolegi ze skośnego kraju-... A przynajmniej dopóki jeden gnojek nie raczy zabrać się do roboty. Trzeba liczyć na to, że zauważy go kapitaj i ... szczegółowo wypyta co tez chłopina robi na ICH statku. Tymczasem do Alfreda wracając... Azjata nie rzucał słów na wiatr i bez zbędnych szczegółów naciął lekko górnącz część małzowiny z miną człowieka mającego wszystko gdzieś lub co najmniej znudzonego. Naprawdę wolałby być przy linach-...*
[18:24:38 13/08/13] Ameryka : //zw, obiadek xd
[18:26:51 13/08/13] Chile : //*cóż, chociaż rozglądał się na boki jak kretyn, zamiast zwiewać gdy jeszcze miał okazję, nie był AŻ tak głupi, żeby pchać się pod pokład wrogiego statku. Nie pamiętał momentu, w którym wszedł na statek. Nie, nie, był pewien, że na niego nie wchodził. Jakim cudem więc się tutaj znalazł? Niesamowite. Być może brak odpowiedzi spowodował chwilowe ogłupienie, które przytrzymało go w miejscu*
[18:31:05 13/08/13] Dominica : //kurczę, zw
[18:33:36 13/08/13] @ Anglia : // *NA całe szczęście tuż za nim zjawił się Anglik, aby wytłumaczyć to niporozumienie! Zlustrował go nieprzyjaznym spojrzeniem, a jego dłoń bezwiednie powędrowała na rękojeść kordelasa* Szukasz czegoś? *Bynajmniej nie miał dzisiaj humoru na przyjazne pogawędki z kimkolwiek.*
[18:34:03 13/08/13] @ Anglia : // ...! zw
[18:35:13 13/08/13] Ameryka : //*drgnął. Odkoczył łapiąc się za ucho. Patrzy na niego przerażony* O-odbiło Ci?! *pisk. Zaczął dygotać*
[18:38:20 13/08/13] Dominica : // *już umyła 2/3 podłogi. Podeszła do brata* Buntując się trzeba liczyć się z karą. *westchnęła* Jak odetnę sobie ucho będzie ci raźniej, czy jak?
[18:39:03 13/08/13] Chile : //*no tak. Oczywiście. Odwrócił się w stronę Anglika, pełen najgorszych przeczuć* … Nie, raczej nie. Nie wiem, co ja tu robię. Nie przyszedłem tutaj. Mierda. W cholerę. *cóż, całkiem prawdopodobne, że był po prostu pijany. W głowie dziwnie mu się kręciło. Ale przecież nie pił ostatnio rumu…*
[18:40:14 13/08/13] @ Japonia : // ... *Uniósł broń równie niewzruszony co uprzednio i przerzucił lekkim ruchem przez ramie, drugą rękę układając nonszalancko na biodrze* Naprawdę sądziłeś, że raczę żartować? Przejrzyj wreszcie na oczy, młodziku. Nie jestem pod banderą handlarzy ni żołnierskiej kompanii.
[18:40:59 13/08/13] @ Japonia : // ... *Uniósł brew ku górze, zastanawiając sięczy to pytanie skierowane było do niego czy w dalszym ciagu narwanego blondyna*
[18:41:37 13/08/13] Chile : //(... A ja dalej nie jestem chyba w nastroju do odgrywania Chile o':)
[18:42:11 13/08/13] Dominica : // *do narwanego blondyna. Zanim odpowiedział jednak oderwała trochę koszuli, i przyłożyła do ucha brata, by zatamować krwawienie*
[18:42:36 13/08/13] Dominica : //( Chociaż nie. Pytanie do obydwu)
[18:43:25 13/08/13] Ameryka : //*spojrzał na siostre* idź sprzątaj. *burknął tylko. Wbił spojrzenie w Japończyka* A podobno ludzie Twojego pokroju są milsi. *skrzywił się, trzymając za ucho* może jeszcze oko mi wydłubiesz? a ot tak, dla zabawy, huh?
[18:44:14 13/08/13] @ Japonia : // (Gorszy dzień?)
[18:46:00 13/08/13] Chile : //(Głupawka ; ; *o ile to o gorszy dzień było do niej*
[18:50:18 13/08/13] @ Japonia : // Moim zadaniem jest dopilnowanie abyście rozładowali nieco, widocznie zbyt duże pokłady energii w pożysteczny dla wszystkich sposób. *Powoli przemieścił wzrok z jednego na drugie i z powrotem* Nie ma to nic wspólnego z przynoszeniem mi satysfakcji czy też rozrywki. Im szybciej skończycie, tym szybciej stąd wyjdziecie. Jeszcze jakieś nad wyraz głupie pytania? *O ile to możliwe, przyjął jeszcze bardziej chłodną postawe niż na co dzień. Nie. Nie bawiło go to wszystko, Był zmęczony, bo sam ostatnio miał pracy po łokcie*
[18:50:47 13/08/13] @ Japonia : ( Głupawki są fajne : D *tak~*)
[18:53:13 13/08/13] Chile : (Si, si, fajne, ale popychają do zachowywania się zupełnie nie w charakterze xD Przynajmniej mnie)
[18:55:14 13/08/13] Ameryka : //Idź Ty na jakiś urlop, praca Ci nie służy. *burknął. Poszedł w tą ciemność i wziął się za przenoszenie beczek. Siły miał za dziesięciu więc nie sprawiało mu to zbytniej trudności*
[18:55:45 13/08/13] Dominica : // *podniosła pytanie* Jak się czujesz z rolą sadysty? *zapytała, opierając się o miotłę.*
[18:56:01 13/08/13] @ Japonia : (Wierz mi, nie tylko ty tak miewasz >D)
[18:56:12 13/08/13] Dominica : // (...podniosła pytanie xD Rękę*)
[18:58:05 13/08/13] Ameryka : //(dzieci Angola to jednak są chamskie xd)
[18:58:52 13/08/13] Dominica : // (to chyba się ma we krwi xD)
[18:59:02 13/08/13] Chile : (Wierzę C: | ... Wszyscy są chamscy na tym świecie)
[19:00:05 13/08/13] @ Japonia : // Dziękuję za troskę. Miałem go aż nadto. *Odrzucił spokojnie, chowając broń i opierając bokiem o drewnianą ściankę jedynie ponaglał dwójkę wzrokiem.* Nie jestem sadystą. *Wzruszył ramionami* Robię to, co do mnie należy.
[19:00:36 13/08/13] @ Japonia : // (Beczelne. I arognackie. Po OJCU...)
[19:01:03 13/08/13] Ameryka : //(dosłownie xd)
[19:01:34 13/08/13] Dominica : // Ja nie mówię że pan jest *uśmiechnęła się.* Ja się pytam, jak się pan czuje w tej roli. Choć nie powiem, ma pan do tej roli wrodzony talent.
[19:02:07 13/08/13] Ameryka : //*zaśmiał się* Widać ran Ci nie wystarczy! *złośliwy uśmiech. Przenosi beczki w jedno miejsce* Fajna praca...
[19:06:01 13/08/13] @ Japonia : //(Chile, przyznaję się do bycia chamem c:)
[19:07:14 13/08/13] Chile : //(C: ... Biel, zewsząd biel)
[19:10:49 13/08/13] @ Japonia : ... *Gdyby to był JEGO statek, biedna dziewczyna pewnie już nie miałaby języka. Zresztą... Nie tylko ona.* Byłbym skory twierdzić, że na tym okręcie panuje i tak zbyt łagodna hierarchia kar. Tam skąd pochodzę, nie bez powodu odczuwało się szacunek do wyższych stopniem.To co robicie, to nie robota wyznaczona przez sadystę. To robota wyznaczona przez diabelnie dobrego i sprzyjającego wam ducha. *Skrzyżował ręce na ramionach* Dobrze, że ci się podoba. *Zignorował złośliwą uwagę. Miał na to inne metody...* Mam nadzieję, że podobną frajdę sprawi ci czyszczenie i polerowanie armat oraz kul.
[19:11:21 13/08/13] @ Japonia : //(...jesli tak dalej pójdzie, będzie trzeba połączyć biel z błękitem-...)
[19:13:29 13/08/13] Chile : //(... O': O': O':)
[19:13:55 13/08/13] @ Japonia : (Stety lub NIESTETY-... :"I)
[19:14:29 13/08/13] Ameryka : To jest moją pracą, Kiku. Jestem odpowiedzialny za artylerie, a tym samym ją czyszczę, więc nie mam z tym problemó...w... *postawił beczke na beczke. Złapał się za plecy* uch... Tak więc czy mi każesz, czy też nie - i tak będę musiał to zrobić...
[19:14:57 13/08/13] @ Japonia : // Wywalamy to z nawiasów, nie? Bo chyba nie ma sensu jak idzie fabularnie całkiem :x
[19:15:09 13/08/13] Chile : (Ale niebieski... To niebieski ; ;)
[19:15:39 13/08/13] Ameryka : //taaa, nie ma sensu pisać w nawiasach xox
[19:16:13 13/08/13] @ Japonia : (przykro mi :"x Ale brak kapitana to... brak kapitana : x )
[19:17:01 13/08/13] Chile : (... D':)
[19:17:15 13/08/13] Chile : (ja nie chcę być biała ; ;)
[19:18:20 13/08/13] @ Anglia : // Moje zw zawsze trwa dłużej, niż zakładam... ; ;
[19:19:16 13/08/13] @ Japonia : // Nie bądźmy rasistami...! >D Kolor się przecież nie liczy! >D
[19:19:20 13/08/13] Dominica : Czekaj... kto jest diabelnie dobrym duchem, bo się pogubiłam? *zapytała, rozglądając się po podłodze. Fakt, zostało jej bardzo mało, i to w miejscu gdzie stoi, więc może rozmawiać i machać mopem w tym samym czasie*
[19:19:27 13/08/13] @ Japonia : // Bo się szlajasz, a na mnie krzyczysz >:c
[19:21:34 13/08/13] Chile : //... *nie wie, co powiedzieć* D:
[19:21:42 13/08/13] @ Japonia : Mam więc nadzieję, że TYM RAZEM zrobisz to chociaż raz dobrze. Po wczorajszych oględzinach możnaby dojść do wniosków, że odpowiedzialne za nie osoby mają w rzyci swoją pracę, bo ich stan jest godny pożałowania.*Powiedziałby to niezależnie od stanu rzeczywistego*
[19:22:40 13/08/13] @ Anglia : ...? *No cóż, trzeźwy, nietrzeźwy, był na jego pokładzie. Skrzywił sie, przechylając głowę do boku. Powinien go zabić czy pozostawić jako zakładnika.* Będziesz stawiał opór, kiedy spróbuję cię zatrzymać? *Jeżeli nie, to wiele ułatwi. Jego dłoń powędrowała do pasa i wyjęła z niego garłacza. Chilijczyk może okazać się wyjątkowo przydatnym... zakładnikiem*
[19:24:12 13/08/13] Chile : //... to też jest na fabule? Ja nie chce umierać D:
[19:24:12 13/08/13] @ Japonia : ... czy kobiety w tej części świata zawsze są tak rozgadane? *Odpowiedział pytaniem na pytanie.*
[19:26:02 13/08/13] Dominica : Dookładnie *powiedziała, przeciągając literę ,,o'' gdy zauważyła, że skończyła zmywać podłogę* Choć uważam że to raczej wy jesteście po prostu mniej rozgadani.
[19:26:26 13/08/13] @ Anglia : // Nie umrzesz, będziesz biały. Ale fakt, to powinno być za zawiasem, zapomniałam o nim >:
[19:26:32 13/08/13] @ Japonia : *Tymczasem wtrące się jako MG i zaznaczę, że reszta randomowej, lecz z pewnością obecnej dookoła załogi, przyuważyła działania kapitana i kilku, co pewniejszych siebie, zaśmiało się na widok bezradnego Jose. Swojądorga... może kiedyś kapitan raczy im przypomnieć, że także są oni odpowiedzialni za to, kogo wpuszczają na ten okręt. Jeszcze trzech innych, wyższych, zagrodziło na wszelki wypadek drogę ucieczki w stronę kładki.*
[19:26:38 13/08/13] @ Anglia : // I ja się nie szlajam, mamusia wołała >:
[19:28:53 13/08/13] Chile : //... Nie, nie, ja chcę być niebieska ; ;
[19:29:36 13/08/13] @ Anglia : // w askhfjkwgb
[19:29:41 13/08/13] @ Anglia : // *zw
[19:29:49 13/08/13] @ Japonia : // >:c
[19:30:00 13/08/13] @ Japonia : // Jeszcze jesteś~ c:
[19:30:25 13/08/13] Portugalia : // Hej
[19:30:41 13/08/13] Dominica : // O, hej Port xD
[19:32:16 13/08/13] @ Japonia : // No hej
[19:32:54 13/08/13] Chile : //Hola.
[19:33:29 13/08/13] Dominica : // Choć, dołącz do Japonii i pomóż mu w odcinaniu uszu!
[19:33:49 13/08/13] @ Japonia : ...po prostu nie mówimy niczego, co nie jest warte wypowiedzenia. *To nie do końca prawda... A przynajmniej nie wśród azjatyckich kupców i piratów*
[19:34:08 13/08/13] Chile : *dobra. Nie wiedział, jak się tam znalazł, ale musiał się stamtąd jakoś wydostać. Nie był pijany, ale… Mógł grać *… Chyba. Nie wiem. *przyłożył rękę do swojego czoła i syknął cicho, niby to z bólem* Mój kapitan wsiąkł w ziemię *oznajmił dziwnie melancholijnym tonem. Ogarniał sytuację. Załoganci blokowali drogę do kładki. Ale mógł wyskoczyć przez burtę. Ewentualnie palnąć sobie w łeb.*
[19:34:13 13/08/13] @ Japonia : // ... nikomu nic nie odciąłem. JESZCZE.
[19:35:03 13/08/13] Dominica : // JESZCZE jeszcze nigdy nie było tak złowrogie
[19:35:50 13/08/13] @ Japonia : // Dziękuję~ *Prawdziwie trafiony komplement*
[19:37:51 13/08/13] Ameryka : Robię to dobrze. Po prostu przez dłuższy czas nikt mnie tam nie dopuszczał. *burknął podenerwowany. Przełożył wszystkie beczki*
[19:41:39 13/08/13] Portugalia : // Czo robicie? :')
[19:42:15 13/08/13] Dominica : // Japonia bawi się w sadystę, Alfred jest hero i nosi beczki a Domi pyskuje skośnookiemu
[19:42:46 13/08/13] Portugalia : // Wow, czyli zabawa na całego. XD
[19:44:26 13/08/13] Dominica : //zw
[19:45:33 13/08/13] Chile : //A ja magicznym sposobem dostałam się na wasz statek i teraz zginę lub zbieleje, nie wiem co gorsze D:
[19:47:47 13/08/13] @ Japonia : I to również nie było z twojej winy, czyz nie? *Rzucił ironicznie i prychnął cicho* Bierzcie się do pracy. Armaty potrzebują sporo czyszczenia.
[19:47:55 13/08/13] Portugalia : // Moge sie dołączyć? :3
[19:48:27 13/08/13] Chile : //zwww
[19:48:57 13/08/13] @ Japonia : // ... nie bawi się w sadystę. JEST nim w głębi ducha, aczkolwiek teraz tylko pilnuje ich.
[19:49:57 13/08/13] @ Japonia : // Pewnie.
[19:50:34 13/08/13] Ameryka : Gr... Odczep się. Chciałem całkiem odejść - nie dano mi. *mruknięcie. Odetchnął i wytarł czoło*
[19:52:41 13/08/13] @ Japonia : // Dom, czy mój odpis ci się zagubił? : D *z doświadczenia wie, że to się często zdarza...*
[19:54:14 13/08/13] Dominica : // Niee, zw miałam
[19:54:35 13/08/13] @ Japonia : O samotną wyspę oraz broń z jedną kula zawsze możesz poprosić. *przypomniał mu z pozoru jakże łagodnym tonem*
[19:56:07 13/08/13] Dominica : Hm...nie koniecznie się zgodę, ale who cares?! *rzuciła mop w kąt, bo skończyła*
[19:56:49 13/08/13] Portugalia : *przechadzała się po statku ze swoim notatnikiem ciągle coś obliczając w głowie i mrucząc co chwila czy coś będzie potrzebowało naprawy czy nie. Poprawiła sobie dymiącą fajke w ustach. Miała do załatwienia kilka spraw z kwatermistrzem. Podniosła głowę znad notatnika i od razu zobaczyła czarne włosy. Podeszła szybko do niego i już miała się odezwać gdy zauważyła Chilijczyka. Spojrzała na niego groźnie* A ten tu czego szuka? *wycedziła*
[19:57:15 13/08/13] Ameryka : Och, cóż za miłosierdzie... *burknął, idąc do artylerii. Zdjął huste z głowy i zaczął czyścić kule*
[19:59:46 13/08/13] Chile : //... *jest. Mruczy coś pod nosem*
[20:01:49 13/08/13] @ Japonia : No one. *Odrzekł jej ze swoim, komicznie dziwnym akcentem. Nadal ciężko było mu przyswoić sobie ten język... Lecz rozumiał go o wiele lepiej niż potrafił w nim mówić. Ruchem reki, zaprosił i ją w stronę części podpokłądu, która zawalona było altylerią* Należy też sprawdzić, czy zagrabiona przez ostatnie miesiace broń w skrzyniach nadaje się w ogóle do użycia.
[20:02:28 13/08/13] @ Japonia : // Port, port! Nie sprostowaliśmy ci! Japan znęca się nad pozostałą dwójką pod pokładem, Nad Chile stoi zas Angol NA pokładzie! D:
[20:03:06 13/08/13] Dominica : //Nee, a może by to połączyć? Że na przykład ktoś usłyszy inny głos i pójdziemy na górę?
[20:03:34 13/08/13] Portugalia : // Dziengi. :)
[20:05:14 13/08/13] Ameryka : *Amerykanin olał wszystko naokoło. Zajął się bronią. Uwielbiał te sprawy, lecz dłuższy czas nie miał okazji się w tym bawić. Odetchnął odcinając się od reszty. Poleruje kule*
[20:05:27 13/08/13] Portugalia : // Hmm, to zmieńmy ostatni kawałek. / *spojrzała na Dominicę i Alfreda* Kiku, Roseau, Jones. *powitała ich z dziwną satysfakcją wypowiadając nazwisko Alfreda*
[20:05:39 13/08/13] Portugalia : // Ole. :'3
[20:06:15 13/08/13] Dominica : // Nee, to łączymy, czy nie, bo nie wiem czy mam słyszeć kłótnię czy nie?
[20:07:09 13/08/13] Chile : //Jak połączymy, to Chile nie będzie już miał w ogóle szansy się obronić. Nie fair xD
[20:07:40 13/08/13] @ Japonia : // Popieram z jednej strony Chile-... Aczkoelwiek, nie nudzi ci się? >D Angol udaje że go nie ma
[20:07:53 13/08/13] Dominica : // Zapominasz o tym że z Domi się znają. Będzie chciała mu pomóc jakoś
[20:09:04 13/08/13] @ Japonia : // jeśli otwarcie stanełaby po jego stronie, zostałaby potraktowana jak zwykły zdrajca c:
[20:09:32 13/08/13] Dominica : //Nie powiedziałam, że otwarcie xD To byłoby za łatwe
[20:09:35 13/08/13] Chile : //No nie wiem xD Mogę poczekać~ | Muszę się zgodzić z Japonią~ Bo to byłaby zdrada, w końcu są formalnie wrogami.
[20:09:55 13/08/13] Dominica : // Targowałaby się o zakładnika, a nie o zabicie
[20:10:04 13/08/13] Dominica : //.. Czy jakoś tak
[20:10:31 13/08/13] Chile : //... Jose jako Jose by raczej wolał, żeby go zabili. Tak myślę. Chociaż ja mam odmienne zdanie xD
[20:10:56 13/08/13] Dominica : // Ale przecież jest pijany?
[20:11:22 13/08/13] Chile : //Nie jest.
[20:11:42 13/08/13] Chile : //Jego pojawienie się na statku dalej jest... Niewytłumaczalne. Muszę nad tym pomyśleć.
[20:11:51 13/08/13] Dominica : // No dobra, nie to nie
[20:12:02 13/08/13] Dominica : Ja ją bardzo chętnie wypróbuję *powiedziała, idąc do skrzyń. Otworzyła jedną i wzięła pierwszą lepszą broń* Tylko potrzeba mi jakiegoś celu... *wycelowała w Japończyka, dla żartu, gdy weszła Portugalga* O, witaj. Przyłączysz się? Mamy broń do przetestowania i bardzo dużo ruchomych celów! Dla entuzjastów pozbawiania kończyn też znajdzie się atrakcja!
[20:12:16 13/08/13] Ameryka : //Ame też by stanął po jego stronie, zazdrajce i tak jest uznawany xd
[20:12:23 13/08/13] Portugalia : // Może chciał pożyczyć sól?
[20:12:52 13/08/13] Dominica : //choć w sumie argument że ,,będzie nie fair'' jest inwalidą, w końcu jest na wrogim statku, nie?
[20:13:44 13/08/13] @ Japonia : // Ma jeszcze przed sobą całą resztę, randomowej, wrogiej załogi, więc cóż... xD Już jest i tak źle
[20:14:21 13/08/13] Dominica : //Załoga kierowana przez MG xD To nie jest takie fajne jak interaktywna załoga xD
[20:14:41 13/08/13] Chile : //Si, sól to odpowiedź na wszystko C:
[20:15:06 13/08/13] Chile : //Jakby tak dużo osób stanęło po jego stronie, to odczułby to jako skazę na honorze o':
[20:15:26 13/08/13] Chile : //On nie jest słaby o':
[20:15:47 13/08/13] Chile : //Jak już bielić, to z honorem ._.
[20:15:58 13/08/13] Dominica : // Ale on nie wie, że staną xD To będą takie przyczajone pomoce, wiesz
[20:16:13 13/08/13] Ameryka : Uważajcie na tą broń! *pierwszy raz podniósł głos całkowicie poważny. Posłał Domi chłodne spojrzenie. Jakby był bardziej podobny do Angola - w 100% wyglądałby teraz jak on. Co jak co, ale broń na tym statku bywała...niebezpieczna. Czyści* I nie nazywaj mnie po nazwisku, powtarzam po raz kolejny! *mruży oczy, wpatrując się w kule*
[20:16:39 13/08/13] Dominica : // Domi pewnie by go trochę sponiewierała, by realistycznie wyglądało
[20:17:04 13/08/13] @ Japonia : ... *Leniwie przekręcił głowę i skinał dziewczynie głową* Ahoj... Co cię tu sprowadza? *Dostrzegając gest wyprowadzenia broni przeciwko niemu, przymrużył oczy. Nie było to mądre, bo przypomnijmy-... Kiku nie ma zbyt dużego poczucia humoru. I lepiej aby zbyt długo w niego nie celować. Dla niego jest to jawna prowokacja.*
[20:17:14 13/08/13] Dominica : //ale ciul, potem się coś wymyśli
[20:17:56 13/08/13] Chile : //... Hahahaha, a jak weźmiecie Jose na zakładnika, to jestem prawie pewna, że pewien Argentyńczyk się zemści >D
[20:18:00 13/08/13] @ Japonia : // No co ty, mnie to całkiem nieźle bawi xD
[20:18:03 13/08/13] @ Anglia : // WRÓCIŁEM <3
[20:18:21 13/08/13] @ Japonia : // Argentyńczyk ma już na pieńku-... xD
[20:19:13 13/08/13] Dominica : // No i nareszcie by była jakaś otwarta walka a nie ... i byłaby drama, bo się kurcze każdy kumpluje
[20:20:24 13/08/13] Chile : //Kropek :'D Odpisuj, nie mogę znieść napięcia *chyba8
[20:20:39 13/08/13] Ameryka : //Arg qwq niech wpada i się mści =w=
[20:21:05 13/08/13] @ Anglia : // Wszyscy wiemy, że wezmę cię na zakładnika, bo przecież nie puszczę wolno D': A zabić mi cię szkoda
[20:21:31 13/08/13] @ Japonia : // Kiku się nie kumpluje... xDD Jest po prostu oschłym, mściwym sukinsynem... xD Chociaż nie, z Waliąsię kumplował.
[20:21:43 13/08/13] Chile : //Arg to mój rycerz na białym koniu :'D ... Znaczy się, ykhm, w końcu jesteśmy w jednej zalodze.
[20:22:13 13/08/13] Dominica : // ahahaa jaasne *opłaciło jej się szpiegować wszystkie tematy na forum*
[20:22:39 13/08/13] @ Japonia : // O matko... BiednyChile będzie jako zakąłdnik D":
[20:22:50 13/08/13] @ Japonia : // Bo Kiku go odwiedzi... D: D: D: D:
[20:23:11 13/08/13] Ameryka : //Powiedzmy se szczerze Chili... ten poczatek był bardziej prawdziwy xd
[20:23:42 13/08/13] Chile : //... ;_; | Nie D<
[20:25:00 13/08/13] Ameryka : //piszcie qoq
[20:25:39 13/08/13] Chile : //jifhdighuifghuhgi
[20:25:51 13/08/13] Dominica : // *zaczyna grać na skrzypcach ,,Czy ten Pan i Pan(i) ''*
[20:26:27 13/08/13] @ Anglia : Oh, doprawdy? *Wyglądał na szczerze zainteresowanego zniknięciem Prusa, co jednocześnie go zaniepokoiło. Oczywiście wątpił, ze ten kretyn zginął, co byłoby najgorszym wyjściem dla niech wszystkich...* Porozmawiamy o tym, co ty na to? *Machnął dłonią na jakiegoś człowieka, a zam przyłożył mu broń do czoła, gdyby próbował uciekać.* Zwiąż go. *Mruknął na Marie, mrużąc oczy. a może to ustawione...? Odwracają ich uwagę? Wszak brzmiało to tak strasznie... komicznie.*
[20:27:39 13/08/13] Portugalia : Och, cała Roseau, jak zwykle taka zabawna i pełna masochizmu. *rzuciła bezbarwnym tonem i spojrzała na Japończyka* Nic takiego, kilka informacji o zapasach. *zgasiła fajkę, bo to troche niebezpieczne palić w takim miejscu z takimi ludźmi. Zaśmiała się pod nosem, co zabrzmiało dość strasznie, na myśl o tym jak ta załoga się trzyma skoro przy pierwszej lepszej okazji każdy każdemu władowałby kulkę w łeb*
[20:27:41 13/08/13] @ Anglia : // O co chodzi? D': I idę pod prysznic, jak nie wrócę, to się utopiłem ; ;
[20:27:58 13/08/13] @ Anglia : // LOLz, port D:
[20:28:01 13/08/13] Chile : //... Ale gdzie prawo do obrony? D:
[20:28:57 13/08/13] @ Anglia : // Na co ty liczysz? może ci jeszcze zaproponować herbatki?
[20:29:08 13/08/13] @ Anglia : // Ale możesz sie bronić, wtedy nie będę miły >:
[20:30:06 13/08/13] @ Anglia : ( Ale tak serio to nie chcę cię w białych, więc na pewno oppuścisz tę załogę. Jakbym nie był adminem, nie zastanawiałbym się, ale... PO prostu fabuła u niebieskich nie gra,a ty jesteś najaktywniejszy tam I': )
[20:31:43 13/08/13] Portugalia : // LOL, Anglio, ja jestem pod pokładem, LOL
[20:32:25 13/08/13] @ Japonia : *Przyzwany mężczyzna od razu kiwnął potulnie głową i wyciągając ręke po sznur, który rzucił mu inny z pirackiej kompanii, zaszedł Jose od tyłu aby dośc brutalnie zacząć go krępować*
[20:32:41 13/08/13] @ Anglia : // LOLz, Port, spieprzyłaś To niech będzie, ze jakiś randomowy załogant, no.
[20:32:54 13/08/13] @ Japonia : // Dlatego cię zastąpiłam randomowym piratem >D
[20:33:08 13/08/13] @ Anglia : // Jak to dobrze, że jest Lash!
[20:33:24 13/08/13] @ Anglia : // *Podlizuje się, bo dalej nie odpisała* i":
[20:33:25 13/08/13] Dominica : *wzruszyła ramionami, a niech sobie wyższe sfery pogadają. Dokładnie zaczęła sprawdzać broń. * A tak serio. Nie lepiej takie rzeczy sprawdzać na górze? *zapytała, i kiwnęła głową, pokazując jakby sufit* Chyba nie myśleliście że będę was szpicować nabojami? *po czym dodała szeptem* Szkoda naboi
[20:33:53 13/08/13] @ Japonia : // SZYBKO SIĘ MYJ! c:<
[20:34:01 13/08/13] @ Japonia : // *...tak własnie przypuszczała-...*
[20:34:01 13/08/13] Dominica : // I nee, Port: http://kwejk.pl/obrazek/1877887/ready-to-party.html
[20:34:14 13/08/13] Chile : //... |':
[20:35:00 13/08/13] Portugalia : // O boże..I nawet wygląda troszke jak Annie... O boże...
[20:35:07 13/08/13] @ Anglia : // Idę się mylę, a potem będę regularnie odpisywać, jak nie ja ; ;
[20:36:07 13/08/13] Portugalia : // Uwielbiam Reinera. I tyłki. ;-;
[20:37:17 13/08/13] Chile : … * Zerknął na człowieka z bronią… Zastrzeliłby go, gdyby czegoś próbował? Pewnie tak, chociaż być może to właśnie było dobre rozwiązanie w tej sytuacji. Zginąłby, zanim cokolwiek by im powiedział. Dlatego też, gdy ktoś podszedł do niego od tyłu, gwałtownie się obrócił i rzucił się na niego niczym zaszczute zwierzę. Podrapać go, uderzyć, przewrócić, chciał zrobić cokolwiek, żeby tylko ich sprowokować. Niech strzelają. Jose rozpaczliwie chciał, żeby strzelili*
[20:37:50 13/08/13] Dominica : // Attack on Rum kurcze. Skąd oni mają takie butle?
[20:37:57 13/08/13] Ameryka : *Zerknął po wszystkich. Zawsze bywał tu sam, ie przywykł do takich...tłumów. Odetchnął i pomachał do siostry* Chodź do mnie, sis...
[20:37:59 13/08/13] @ Japonia : Ten pokład jest ich pełen, jak zdązyłem zauważyć. *Przytaknął jej i staksował Ros raz wtóry* Kul ani armat przenosić nie będziemy. Ale jeśli chce wam się to żelastwo przenosić, nie mam zastrzeżeń. Nie ważne gdzie, ważne abyście z tym skończyli przed końcem dnia. ... *Ponownie zwrócił spojrzenie na Port* Jakieświeksze braki? Miałem to dzisiaj sprawdzić...
[20:38:35 13/08/13] @ Japonia : // Trzymam cię za słowo :"I
[20:41:40 13/08/13] Dominica : Chodziło mi o te skonfiskowane bronie. *powiedziała, i zerknęła na skrzynię z nimi* Dałoby radę. *a wtedy zawołał ją brat. Podeszłą do niego i zapytała* Co jest?
[20:42:34 13/08/13] @ Japonia : #%$^%! *Zaklął siarczyście dryblas, którego skóra naszprycowana była licznymi tatuażami oraz kolczykami w uszach i... skórze ramion. Jose był od niego o wiele lżejszy, acz pod wpływem zaskoczenia, zdołał wyprowadzić wrogiego pirata z równowagi. Co nie znaczy, że został puszczony gdy tamten złapał jego ramie i zacisnał na nim potężne łapsko. Poczatkowo szamotał się z nim sam, jednak gdy śmiechy kompanów ucichły, szybko dołączyło jeszcze trzech piratów, nei skorych do zabawy. Jeden z nich odwinął Jose w twarz na odlew, drugi złapał za drugie ramie, trzeci złapał za sznur. Po dłuższej szarpaninie, zwalili go z pierwszego pirata i przygnietli do pokładu, nie traktując przy tym zbyt delikatnie a i kopiąc lub uderzająć pięściami*
[20:44:05 13/08/13] Portugalia : *schowała notatnik i fajkę i skrzyżowała ręce na piersi. Jej mocno podkrążone oczy jeszcze bardziej rzucały się w oczy przy świetle lampy* Chodzi o prowiant. Ile zamierzasz go zgromadzić?
[20:44:06 13/08/13] Ameryka : Daj broń. Pokaże Ci jak się sprawdza, czy jest do użycia. *wyciągnął do niej dłoń. Delikatny uśmiech*
[20:45:25 13/08/13] Dominica : *obróciła oczami* Nie lepiej strzelić? Wtedy choć na chwilę wyszlibyśmy z tego zakurzonego miejsca i... A PSIK! *kichnęła* Shit happens. Wiedziałam.
[20:45:41 13/08/13] Portugalia : // Wiesz że w Peru jest 4000 odmian ziemniaków? *Sasha face*
[20:46:11 13/08/13] Dominica : // LOL. Jadłabym (=._.=)
[20:46:48 13/08/13] @ Japonia : // Wybacz mi, Chile...! q__q
[20:47:17 13/08/13] Ameryka : Wyobraź sobie, że ja siedze tutaj ciągle. I uwierz - nie lepiej. Chyba nie chcesz problemów u Arthura...nie? *macha dłonią*
[20:48:07 13/08/13] Portugalia : // Ale Christa wygląda jak...dziecko. XD
[20:48:37 13/08/13] Portugalia : // Np na początku wygląda jakby miała 9-10, a w tych najnowszych odcinkach na 12 XD
[20:49:44 13/08/13] Chile : //Spoko D:
[20:50:10 13/08/13] Dominica : Wyobraź sobie że zaraz wykicham wnętrzności...* powiedziała, i dała mu broń* A ty coś się taki nagle potulny? I ciul, mogę już schodzić nad no...
[20:50:34 13/08/13] Dominica : //Dno*
[20:51:57 13/08/13] @ Japonia : Dziwne pytanie... *Zmarszczył minimalnie brwi* Moim zdaniem,należałoby zmniejszyć nieco rację dla co po niektórych. Nie będziemy musieli więc wydawać całego złota i tm razem... Aczkolwiek... *Tu przez jego twarz przeszedł szybki cień* ...Największym naszym problemem są nie zapasy prowiantu w tej chwili, a potrzeba znalezienia statku do złupienia. Inaczej, nie bęziemy mogli więcej zapuścić się do żadnego portu, nie licząc wypłacania załogi... *To dodał już o wiele ciszej. Ostatnio nie szło im na szlakach morskich, do diabła...*
[20:52:02 13/08/13] Argentyna : // Ludziów jak mrówków.
[20:52:02 13/08/13] Ameryka : *wziął broń. Zaczął coś przy niej grzebać. Odłożył na bok* Jest dobra... Wiesz, mam wystarczająco dużo problemów, iesze się, że jeszcze żyje.
[20:52:51 13/08/13] Chile : //Arg ; ;
[20:53:07 13/08/13] Chile : *Z jego ust również poleciało parę przekleństw, głównie hiszpańskich- chociaż tak naprawdę już nie wiedział. Tak naprawdę myślenie i normalne odbieranie świata na chwilę przestało funkcjonować normalnie. Po prostu szarpał się, szarpał się nawet wtedy, gdy było ich już trzech i kiedy nie miał najmniejszej szansy wygrać. Starał się ignorować ból. Nawet przygnieciony do pokładu nie przestał się szamotać, niczym w jakimś amoku. Dopiero parę co brutalniejszych kopniaków w pewnym stopniu go uspokoiło.*
[20:53:08 13/08/13] Dominica : //Agr, bijom :D
[20:53:15 13/08/13] Ameryka : //Arg qwq
[20:53:26 13/08/13] Argentyna : // Kto kogo, relacja plz? o':
[20:53:34 13/08/13] Chile : //Mnie!
[20:53:41 13/08/13] Argentyna : // Kto...?
[20:53:42 13/08/13] @ Japonia : // w końcu~
[20:53:55 13/08/13] Chile : //Dryblasy.
[20:54:05 13/08/13] @ Japonia : // Załoga. :"I *nie że robi za całą resztę załogi...*
[20:54:26 13/08/13] Chile : //Ratuuuuj. D:
[20:54:30 13/08/13] Dominica : // Kuurcze, bijom się i mnie nie ma ;_;
[20:54:35 13/08/13] Chile : //Ale sobie radzę!
[20:54:49 13/08/13] Argentyna : // GDZIE. MUSZĘ WIEDZIEĆ JAK TM DOJŚĆ.
[20:55:01 13/08/13] Dominica : //Nasz statek
[20:55:03 13/08/13] Argentyna : // Zeby nie było, że spadam z nieba :c
[20:55:14 13/08/13] Ameryka : //na naszym statku xd
[20:55:42 13/08/13] Chile : //Ale ja sobie poradzę D: *łże jak pies*
[20:55:56 13/08/13] @ Japonia : // Na naszym pokładzie~ Nie martw się, zrobimy z niego zakładnika.
[20:56:04 13/08/13] @ Japonia : // W sensie... kapitan zrobi kiedy już wróci...
[20:56:47 13/08/13] Chile : //Najlepsze jest to, że zaczęło się od wygłupów w zawiasach |':
[20:56:55 13/08/13] Portugalia : *przytaknęła mu głową* Masz racje. *zmarszczyła mocno brwi i spojrzała na niego bardzo poważnym wzrokiem. Tak, to był problem. Poważny problem* A ile jeszcze złota nam zostało? *spytała niemal szeptem*
[20:57:14 13/08/13] @ Japonia : // Mniej wimęcej >D
[20:57:48 13/08/13] Dominica : *westchnęła cicho, i siedziała przez chwilę w milczeniu* . . . nie, jednak nie. Mnie już to obojętne *podrapała się po głowie, wzięła broń, i odłożyła trochę dalej, a podała następną*
[20:58:02 13/08/13] Argentyna : // ...Na waszym statku. Huh, muszę wymyślić sensowną bajeczkę, po co takiego mógłby pójść tam Martin, hahah- *PISZE POSTA, COŚ WYMYŚLI*
[20:58:34 13/08/13] Chile : //...
[20:59:23 13/08/13] @ Japonia : *Żaden pirat nie chciał mieć z obserwującym ich kapitanem na pieńku, dlatego uwijali się jak mrówki aby kopniakami nieco załagodzić sytuację. Kopali głownie po bokach i plecach, unikając zbytniego siniaczenia twarzy Chilijczyka. Nie dostali rozkazu aby go katować, więc też woleli się nie narażać. Dopiero zmęczywszy chłopaka, posadzili go, trzymając mocno i zaczęto związywać.*
[20:59:41 13/08/13] Ameryka : *zawiazal brudną huste na swojej głowie. złapał za broń i sprawdza* Wierz mi, nie chciałabyś być zakładnikiem. Ani nic...
[21:03:05 13/08/13] @ Japonia : ... *Układając dłonie na pasie z przodu, jak to miał w nawyku kiedy zaczynał szybko kalkulować, sposępniał chyba jeszcze bardziej.* Dwa miesiące... *Oszacował wreszcie i odwzajemnił jej spojrzenie.* Wystarczy na nie więcej jak dwa miesiące życia... O ile nie przyjmiemy więcej gnojków do załogi i nie trafi się żadna, przeklęta epodemia.
[21:03:32 13/08/13] @ Japonia : // ... :>
[21:04:01 13/08/13] Dominica : Nie mówię o byciu zakładnikiem *patrzy jak on sprawdza broń. A nuż się czegoś nauczy* Chyba tęsknię za swego rodzaju wolnością, albo coś. Ale nie za domem, ani Anglika ani Francuza. Połowę życia spędziłam w lesie. Może dlatego jestem taka poje.bana *uśmiechnęła się kwaśno*
[21:04:19 13/08/13] Chile : *każdemu kopniakowi towarzyszyło siarczyste przekleństwo. Klął na całą załogę i każdego pirata z osobna. W jego głosie nie było bólu, które odczuwało całe jego ciało- chociaż tak naprawdę miał ochotę po prostu zwinąć się w kłębek i zacząć cicho jęczeć. Został posadzony, a potem związany. Nie spuszczał z nich morderczego, niemalże zwierzęcego wzroku- ale nie mógł znaleźć już więcej siły, żeby się opierać*
[21:04:36 13/08/13] Argentyna : // Jesteście pod czy na pokładzie?
[21:05:10 13/08/13] Chile : //Na >:
[21:05:10 13/08/13] Argentyna : // *Istotne szczegóły*
[21:05:12 13/08/13] @ Japonia : // Japończyk i Port jeszcze pod. Być może zaraz wylezą. Podobnie może być z Dom i Ame. : >
[21:05:17 13/08/13] Argentyna : // ...Lepiej!
[21:05:28 13/08/13] @ Japonia : // Chile, Anglik i pojmująca Chole załoga NA c:
[21:05:39 13/08/13] @ Japonia : Chile *
[21:06:13 13/08/13] Chile : //... Poczułam się dziwnie bezużyteczna |:
[21:06:55 13/08/13] Ameryka : *spojrzał na nią i skrzywił się. Był wyrodnym synem Arthura, zawsze robił coś, czego nie powinien... Był złośliwy, nieposłuszny, a to jedynie dlatego, że nigdy nie było Anglika w domu. Odłożył broń na drugi bok* Ta się nie nadaje... W lesie?
[21:09:02 13/08/13] @ Japonia : // :"x Gdzie ten Angol kiedy jest porzebny... D:
[21:09:32 13/08/13] @ Japonia : // TA-DAA! Jak na zawołanie! :D
[21:09:42 13/08/13] @ Japonia : // Nie wiedziałam, że moja magia jest aż tak potężna ._-.
[21:09:47 13/08/13] @ Anglia : // Co się dzieje? D': / Dobry wieczór, Arg!
[21:09:51 13/08/13] Ameryka : //xddd to było dobre xd
[21:10:09 13/08/13] Portugalia : Jednym słowem nie jest za dobrze. Na pewno nikogo nie przyjmiemy. A co do epidemii może być różnie... Trzeba coś wymyślić i to szybko. *węstchnęła ciężko. W tej chwili wyglądała na kilkanaście lat starszą. A jeśli pozbędą się kilku niepotrzebnych członków załogi... odwróciła się na pięcie i spojrzała na niego* Chodź na pokład. *rzuciła przez ramie i ruszyła cały czas rozmyślając jakiś plan*
[21:10:11 13/08/13] Portugalia : //zw
[21:10:19 13/08/13] @ Japonia : // Czytoj c: I odwalaj swoje na pokładzie c:
[21:11:09 13/08/13] Chile : //... A ja muszę wreszcie wymyślić logiczne wytłumaczenie, co on tam w ogóle robił xD
[21:11:28 13/08/13] Argentyna : *Wiedział jedno - kończyły się fundusze. Martin juz od dłuższego czasu zasilał swoją sakiewkę w tawernach, w tłumie handlarzy w porcie, rzecz jasna, za każdym razem nie zdobywając pieniędzy legalnie. Życie pirata polegało na wymyślaniu różnego rodzaju przekrętów, jak również na sprycie. Argentyczyk za najsilniejszego się nigdy nie uważał, jednak nie potrafił sobie odmówić wrodzonego cwaniactwa. Dziś przechadzał się po molo, znów myśląc nad tym, jak by się tu zasilić, aż wreszcie jego oczom ukazała się burta statku wroga. Ściągnał brwi. A gdyby tak powęszyć tam co-nieco? Nie wiedział, jak są bogaci, aczkolwiek gdyby ich obrabował, mógłby zarówno zdobyć fundusze, jak i osłabić wroga. Dwie pieczenie na jednym ogniu! W związku z powyższym, jak najciszej, za pomocą sztyletów, począł wślizgiwać się na pokład. Nie spodziewał się takiego widoku, gdy tylko wyłonił oczy za krawędź.* ...!
[21:12:34 13/08/13] Dominica : No, precyzując to w sumie w dżungli, ale wiesz, podobne. *wzięła kolejną, i podała ją Alfredowi* Agnol jest... 3 z kolei ojcem. Porwał mnie Francisowi.... *ale wtedy dobiegł ją dziwny dźwięk, jakby się ktoś po pokładzie rzucał* Hej.... słyszycie to? *krzyknęła, tak by Japończyk i Portugalka usłyszeli. Szybko wstała* Coś się dzieje na pokładzie...
[21:13:44 13/08/13] Chile : //Niedługo będzie pięciu plus załoga na dwóch, z czego jeden związany i bezużyteczny xD
[21:14:29 13/08/13] Ameryka : //Ame nic Wam nie zrobi xd
[21:15:41 13/08/13] Argentyna : // *za krawedź burty, lolol
[21:15:54 13/08/13] Ameryka : *pokiwał głową i sprawdza kolejną. Położył obok tej działającej. Już miał odpowiedzieć, kiedy sam usłyszał hałas* ...mam złe przeczucia... *wstał i patrzy w góre*
[21:16:11 13/08/13] @ Anglia : // OK, ogarnęłam sytuację. Świetnie się spisałeś Japonio-Reszto-Załogo D':
[21:16:45 13/08/13] @ Anglia : // Zmień sobie nick, może prędzej awansujesz. Znaczy, khm... odpisuję
[21:19:32 13/08/13] Portugalia : gyh
[21:20:03 13/08/13] @ Anglia : // Port, pohamuj swoje zwierzęce instynkty D':
[21:20:03 13/08/13] Portugalia : // C:
[21:20:05 13/08/13] Chile : //*wtula w Arga* |':
[21:20:17 13/08/13] @ Japonia : Nie jest. *Przyznał bez cienia ogródek. Nie oszukujmy się... Jemu także nie marzyło się ograniczanie racji, chociaż nie był z tych, co specjalnie obżerają spiżarnie, Inna sprawa jednak, że lubił zrobić osobne, bardziej wykwintne zakupy, zwłaszcza, gdy w porcie znalazło się handlarzy zza morza żółtego. Czyste kobiety też nie należały w tych czasach do najtańszych...* Musimy pospieszyć się i opuścić ten port. *Samemu też zasłyszawszy jakieś zamieszk na górze, skwasił się z niesmakiem* ...same problemy. Porozmawiamy o tym jeszcze. Najpierw trzeba to zakomunikować kapitanowi, a ten nie jest w najlepszym nastroju tego dnia. *Ruszył za niąku górze*
[21:20:56 13/08/13] @ Japonia : // c: Dzięuję~ *Merda mentalnym ogonem*
[21:22:26 13/08/13] @ Anglia : *I w rzeczy samej - nie strzelił. Chilijczyk był mu bardziej potrzebny żywy, aniżeli martwy. Posiadał on informacje, które bez wątpienia zaspokoiłyby ciekawość Anglika. Doczekał sie momentu, kiedy jego załoganci związali Jose, aby ten mógł z nim na spokojnie porozmawiać. O ile ten będzie chciał mówić...* Kiedy? *Padło lakoniczne pytanie, a sam Anglik nie poskąpił wyciągnięcia kordelasa i przyłożenia mu go do szyi, tuż nad jego jabłkiem Adama. Wbił w niego swe ślepia, mrużąc je ostrożnie. Zaprawdę wszystcy musieli być dzisiaj wyjątkowo upierdliwi...*
[21:24:57 13/08/13] Dominica : *chwilę jeszcze nasłuchiwała. Usłyszała przekleństwa, dźwięk bójki... i obcy głos. Skądś do znała, ale wiedziała, że nie jest z ich załogi. Po chwili jednak krzyknęła* Kur.wa! Obca załoga na pokładzie! *chwyciła szybko jedną z działających broni i pobiegła w stronę schodów* Co tak stoicie? Szybko, chodźcie!
[21:25:51 13/08/13] @ Japonia : *Poza dwójką przytrzymującą Jose - jeden za ramiona, drugi za włosy, unosząc jego głowe na siłę aby musiał patrzeć wprost w oczy Arthura, pozostała część załogi cofnęła się rozważnie. Wszyscy byli nad wyraz podekscytowani sytuacją*
[21:27:11 13/08/13] Chile : *nie udało mu się opanować przyśpieszonego oddechu. Bolało go całe ciało, poza tym był związany, a jego sytuacja była po prostu… Bez wyjścia. Przynajmniej on takowego nie widział. Mimo to zmusił się do przybrania zupełnie kamiennej miny* Kiedy co?
[21:27:15 13/08/13] Portugalia : *kiwnęła tylko głową na znak że się z nim zgadza* Tak, trzeba później powrócić do tego tematu gdy...Artur będzie miał lepszy humor. *gdy już wyszła stanęła i spojrzała na reszte załogi. Zupełnie jak kotki bawiące się myszką przed jej pożarciem. Zmrużyła brwi jeszcze bardziej podchodząc szybko do Anglika, ale zatrzymała się 2 metry za nim*
[21:28:13 13/08/13] Ameryka : *uniósł brew i spojrzał na Domi. Słysząc o obcej załodze - pobladł. Sam również złapał za broń i szybko się podniósł* SHIT! *pobiegł na pokład i drgnął* What the...?
[21:28:43 13/08/13] Chile : //... Nie no, mam za dużą głupawkę na to |D
[21:29:32 13/08/13] Argentyna : // Jose jest związny? A przywiązany do czegoś?
[21:31:26 13/08/13] Chile : //Z tego, co zrozumiałam, związany i przytrzymanę przez dwójkę przypadkowych załogantów o:
[21:31:44 13/08/13] Portugalia : // O, Arg, kiedy?
[21:31:50 13/08/13] Portugalia : // O:
[21:32:14 13/08/13] @ Japonia : *Sam zapobiegawczo wyszarpnął kordelas z miną opanowanego skurwy-... przedstawiającą chłodne opanowanie. Gdy już dotarł na górę i zlustrował sytuację-... Ah, czy mogło być lepiej?* Oh...? *Rzucił cicho i sam ruszył bliżej skrępowanego, uprzednio rozglądając sie, czy aby faktycznie po pokładzie nie kręciło się więcej członków załogi Prusa. Fałszywy alarm...* Kto by pomyślał... *mruknął, gdy już stanął u boku Port, wbijając lodowaty wzrok w Jose. Przez tego chłopaka... miał sporo problemów.*
[21:32:17 13/08/13] Chile : //... *taki bezużyteczny* jgiofjgdjf
[21:32:23 13/08/13] @ Japonia : // Dokładnie tak c:
[21:32:25 13/08/13] @ Anglia : *Chilijczyk okazał się byc główną atrakcją turystyczną na tym statku! Niezupełnie przejął się resztą, a skupił jedynie na Jose.* Nie udawaj głupiego! Kiedy Gilbert opuścił statek? *Bo nie wierzył, by Prusak był na tyle głupi, by ujawnić mu swoje plany. O ile nie była to ustawka. Rozejrzał się dookoła... Tak w porcie?* Może być tutaj reszta jego załogi, zachowajcie czujność. *Tak... NA pewno to spisek Prusaka. Wszystko zdawało się być tak absurdalnie naciągane... Ze skupieniem wrócił do osoby, którą zamierzał przesłuchać.* A teraz... Powiedz całą prawdę. Po co tu przyszedłeś?
[21:33:23 13/08/13] Dominica : *gdy weszła na pokład stała jak wryta. Tak, tego jeszcze nie widziała* ...ej, najlepsza zabawa nas ominęła widzę. *powiedziałą cicho,ale nie za cicho. Rozglądnęła się- załoga rzeczywiście była podniecona. A na środku stał Anglik i... no właśnie. Znała tę twarz. To przecież Jose, trzymany przez załogantów. Co on tu robił? Rozglądnęła się jeszcze raz, gdy nagle zauważyła rękę chwytającą za burtę i parę oczu. Pociągnęła brata za rękaw* Alfred, na 3. Kolejny. Przygotuj się.
[21:34:03 13/08/13] Argentyna : // Kh. Piszcie wolniej, błagam, albo ustalmy kolejkę?
[21:34:29 13/08/13] @ Anglia : // Jestem za kolejką.
[21:34:38 13/08/13] Dominica : //ja też
[21:34:42 13/08/13] Argentyna : // Bo właśnie muszę przeprawiać całego posta, bo mnie zauważono D|
[21:35:08 13/08/13] Dominica : // ...sorry ;_;
[21:35:16 13/08/13] Argentyna : //
[21:35:20 13/08/13] Portugalia : // Kolejka.
[21:35:34 13/08/13] Chile : //To może cofnąć ten jeden post i ustalić kolejkę...?
[21:36:02 13/08/13] Chile : //... A ja tylko mówię, ale o 22 *jak zwykle* znikam |':
[21:36:44 13/08/13] Ameryka : *uniósł brwi patrząc na Jose'a. Zaniemówił. Opuścił broń, wpatrując się w niego* J-Jose? What the fuck?! *Rozejrzał się niepewnie, jakby dla pewności. Sam? Zwykle widywał go z Martinem. Miał jednak nadzieje, że ten za nim nie przyszedł. Skrzywił się* Rozejrze się... *zaczął chodzić po pokladzie, rozglądając się*
[21:36:49 13/08/13] Argentyna : // Nie żebym sobie ustalał grę dla włąsnej wygody, ale byłbym za. Bo mój post jest cholernie długi i przepisywanie go od nowa niekoniecznie mi się uśmiecha.
[21:36:51 13/08/13] @ Anglia : // Oh, to ja to zapiszę, będzie na "Rozgrywkach" o':
[21:37:48 13/08/13] Dominica : // Oj tam, mogłeś nie wiedzieć, że cię widzę. Jeśli na przykład wybiegłeś potem na pokład, to mogło to być po naszym zobaczeniu, ale nie zdążyliśmy zareagować, o. Albo fakt, ja napiszę innego
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Admin

avatar

Orientacja :
Ekwipunek : -
Wątki i powiązania : -
Po jakiego czorta jesteś na statku? : -
Liczba postów : 444
Join date : 18/02/2012

PisanieTemat: Re: 13 sierpnia 2013   Wto Sie 13, 2013 9:47 pm

[21:41:22 13/08/13] Argentyna : *Było źle. Bardzo, bardzo źle. Argentyńczyk najchetniej chciałby rzucić sie i wyciąć pół tej załogi w pień, ale choćby był posiadaczem znakomitych umiejętności szermierskich, wiedział, że nie da rady. Zbyt duża liczba ludzi uniemożliwiała mu jakikolwiek, otwarty atak ostrzem. Nie mógł też zostawić Jose. Po prostu nie mógł.* ... *Podjął więc szybką decyzję. Jakkolwiek było to głupie, w tym momencie nic innego nie rodziło się w jego głowie. Jak najszybiej i przy tym jak najciszej, przesunał się w bok, w cień, by móc wejść całkiem na pokład statku i skryć się za stojącymi tam beczkami/skrzynaimi/cokolwiek tam było i przy tym skorzystać z rumoru, jaki wówczas panował. Schował się. Miał tylko jedną szansę. Wyciągnął pistolet i przeładował.* ...Mierda. *Syknął beźdźwięcznie pod nosem, aż wreszcie ruszył. Ile miał sił w nogach. Chciał skorzystać z momentu zaskoczenia, zanim grupa zorientuje się, że mają gościa i ów gość właśnie pedzi w ich stronę z niekoniecznie przyjaznymi zamiarami. Wystrzelił w stronę osób, które
[21:41:24 13/08/13] Argentyna : Wystrzelił w stronę osób, które ptrzytrzymywały Jose, jak również w stronę Anglika, zanim skończyły mu się skałki. Teraz musiał zrobić wszystko, by dobiec do Chilijczyka!*
[21:44:48 13/08/13] @ Anglia : // ~
[21:46:50 13/08/13] Ameryka : //~
[21:46:57 13/08/13] Argentyna : // ~
[21:47:17 13/08/13] Chile : //~
[21:47:45 13/08/13] @ Japonia : //~
[21:47:52 13/08/13] Dominica : // Coś bym nie zniknęła~~
[21:48:55 13/08/13] Chile : //... 12 minut mi zostało |':
[21:49:09 13/08/13] Portugalia : *odruchowo zacisnęła dłoń na swoim garłaczu. Rozglądnęła się po statku i usłyszała ten zanjomy dźwięk towarzyszący przy przeładowywaniu pistoletu. Spojrzała w tę strone i zauważyła sylwetkę mężczyzny. Nim się zorientowała Arg już strzelał. Kopnęła mocno Anglika w bok by szybko zmienił miejsce położenie i coby go kula nie trafiła i sama schyliła się szybko*
[21:49:30 13/08/13] Portugalia : //Nawet nie chce wiedzieć co napisałam XD
[21:50:37 13/08/13] Ameryka : //to weźcie może Chile ustapcie miejsca w pisaniu...? xox
[21:51:00 13/08/13] Chile : /To i tak nic nie zmieni. Jeden opis w tą, jeden w tamtą. xD
[21:51:02 13/08/13] Dominica : // No w sumie, skoro idze...
[21:51:08 13/08/13] @ Anglia : // ... Byłaś ostatnią osobą, o której bym pomyślał, że mnie uratuje .... i:
[21:51:43 13/08/13] @ Anglia : // popieram Chile - to nic nie zmieni xD
[21:51:49 13/08/13] Ameryka : //eh, no cóż x,x
[21:52:44 13/08/13] Chile : //... Muszę jakoś stracić przytomność, żeby was nie blokować. Ale chcę przeczytać jak Martin mnie ra- Jak się rozwija akcja >:
[21:52:51 13/08/13] Chile : //Więc niech ktoś zapisuje!
[21:53:16 13/08/13] Ameryka : //Chili! zemdlej : o *sytuacja na wszystko xd*
[21:53:32 13/08/13] @ Japonia : ...!!! *Zasłyszawszy szybkie kroki, odruchowo skierował wzrok w tamtym kierunku i tak jak Maria kopnęła Arthura, tak on w tej samej chwili pociągnął go gwałtownie od tyłu za poły płaszcza.*
[21:53:41 13/08/13] Ameryka : //wyjście ze wszystkiego*
[21:54:19 13/08/13] Chile : *uśmiechnął się. Jose zazwyczaj się nie uśmiechał i tym razem nie był to radosny grymas. Bardziej skrzywienie twarzy. Mógł odpyskować czy odpowiedzieć nieprawdę, ale nie chciał się z nim wdawać w dialog. * … *zwłaszcza, że, do cholery, nie miał zielonego pojęcia co tam robił. Jak bardzo nielogicznie by to nie brzmiało. Zerknął przelotnie na Japończyka i w głębi duszy coś zwinęło mu się ze strachu. Tylko nie on* … *potem zaś do jego uszu dotarły odgłosy strzałów.* …! *Martin?! Co on tam robił?! Nie, nie, nie. A POTEM ZEMDLAŁ NA ZAWOŁANIE, BO JEGO OBECNOŚĆ I TAK NIE MA SENSU*
[21:54:25 13/08/13] @ Anglia : // zapisałem~
[21:54:39 13/08/13] @ Japonia : INTRUZ NA POKŁADZIE! *Krzyknął ktoś gdy najpierw jeden z mężczyzn przytrzymujących Jose padł jak długo, zaś drugi kwiknąwszy w głos, upadł ciężko na kolana, trzymając się za szyję, przez którą przeleciał pocisk*
[21:55:41 13/08/13] @ Japonia : // Majstersztyk, Chile ... xD
[21:56:02 13/08/13] Chile : //Dziękuję. Szczyt mojej kreatywności i pomysłowości~
[21:56:18 13/08/13] Dominica : // Czy mogę wykonać głupią akcję w akcie desperacji i rzucić się na Arga na plecy? xD Albo może potraktuję go serią... hmm
[21:56:48 13/08/13] Chile : //Ale on mnie ma uratować >:
[21:57:21 13/08/13] Ameryka : //serią? bez przesaaaady xd
[21:59:51 13/08/13] Dominica : // Cichoo! To się na niego rzucę, o. Proszę, bez serii
[22:00:50 13/08/13] @ Anglia : *Poczuł się rozrywany i w rzeczy samej, gdyby nie to, zapewne zostałby postrzelony. Nawet potem pocisk przeleciał tuż obok jego ramienia, rozpruwając materiał jego płaszcza i zahaczając o skórę. Nie była to jednakże znacząca rana, zatem nawet nie zauważył jej, chociażby na wzgląd przypływu adrenaliny.* BRAĆ GO! *Reszta załogi zaraz wytrzeźwiała i przygotowała się do ataku, podczas, gdy sam Anglik wyrwał się ze wszystkich uścisków i sam poderwał się w jego stronę. Niestety Chilijczyk wcześniej wzbudził zbyt wielkie zainteresowanie, toteż część załogi zebrała się wokół. Teraz zbiegali sie kolejni ludzie, którzy mieli nie dopuścić do ucieczki Argentyńczyka z Chile.*
[22:00:51 13/08/13] Chile : //... *przeczytała jeszcze raz swój odpis * |'D
[22:01:58 13/08/13] Portugalia : +-
[22:02:01 13/08/13] Portugalia : ++++++++++++++++++++++++++++++
[22:04:21 13/08/13] Ameryka : //~
[22:04:26 13/08/13] Chile : //Dobra, muszę iść >: Boję się tego, w jakim stanie będziemy jutro z Argiem |': Nie zasnę. Dobranoc.
[22:04:42 13/08/13] Chile : //Miłego grania D:
[22:04:50 13/08/13] @ Japonia : // Nie martw się, nie skatujemy was... Chyba... :"D Branoc!
[22:06:16 13/08/13] @ Anglia : // Trzeba zwazyć na fakt, ze jeżeli złapiemy też Arga, to najbardziej aktywni użytkownicy z tamtej załogi zostaną pojmani. Będziecie musili wtedy czekać na ratunek ze strony... mniej aktywnych userów.
[22:06:32 13/08/13] @ Anglia : // Nie martwcie się, spodoba wam sie na naszym statku >:
[22:06:41 13/08/13] @ Anglia : *>:')
[22:07:45 13/08/13] Chile : //... *odejście jest trudne w takiej sytuacji* |': ARG, JOSE CIĘ KOCHA. NIECH TO DODA CI SIŁ *jdiogjiosdghiohdg*
[22:09:29 13/08/13] Dominica : Szlak *krzyknęła, widząc, jak wróg celuje w kapitana i resztę. Na szczęście Japończyk i Portugalka zareagowali szybciej, i teraz był względnie bezpieczny. Nie myśląc długo, rzuciła się na wroga, niczym jakiś większy kot i wbijając się paznokciami w jego plecy, usadowiła się na jego plecach. Ah, te kocie ruchy wyćwiczone w dżungli. Następnie mocno wbiła paznokcie w żyły ręki, w której trzymał pistolet. Miało to spowodować upuszczenie broni, a trwało to kilka sekund. Nawet jeśli nie puścił trudniej będzie mu biec- z Dominiką na plecach*
[22:09:35 13/08/13] Argentyna : // DAM Z SIEBIE WSZYSTKO. D':
[22:10:13 13/08/13] Dominica : // ... jpdl. z tej ekscytacji plecy mi się z brzuchem pomyliły xD
[22:10:50 13/08/13] @ Anglia : // TAKIEJ AKCJI TO MYŚMY DAWNO NIE MIELI
[22:11:57 13/08/13] @ Japonia : // ... xDDD Witajcie na "Królowej"~ ^ ^
[22:12:17 13/08/13] @ Japonia : // Brakowało mi tego~
[22:12:37 13/08/13] @ Anglia : // Nie mogę się doczekać, żeby wam kolorki pozmieniać, będzie wam ładnie w bieli!
[22:13:15 13/08/13] @ Japonia : // ...to takie okrutne. :">
[22:13:18 13/08/13] Dominica : // I ten Zonk, gdy taki Litwa czy Polska wbiją....xD
[22:13:55 13/08/13] @ Anglia : // ...Chociażby Łotwa.
[22:14:27 13/08/13] Dominica : // Fuck. Fakt, mylą mi się
[22:14:37 13/08/13] Ameryka : *Amerykanin drgnął patrząc blady na Anglika. Poczuł sie dziwnie ze śiadomością, że ojciec...kapitan mógł zostać postrzelony, a w najgorszej sytuacji - zginąć. Podszedł do Martina i wycelował bronią w jego głwę* Martin... To nie było mądre... Wybacz... *szepnął do Argetyńczyka. Nie zamierzał zabrać broni. Krzywi się, widocznie rozdarty, jednak pistolet i tak trzymał tak, jak przed chwilą. Spodziewał się mężczyzny na pokładzie, ale nie sądził, że będzie tak głupi by wyskoczyć na taką liczbę ludzi*
[22:15:31 13/08/13] @ Anglia : // To się nazywa "miłość", a nie "głupota"! >: *Takie słowa z TYCH ust*
[22:16:22 13/08/13] Dominica : // TO JEST KURCZE CZYSTA MIŁOŚĆ. TERAZ JEDEN POWINIEN ZGINĄĆ BY BYŁO DRAMATYCZNIE I ROMANTYCZNIE
[22:16:28 13/08/13] Ameryka : //o matko, nie wierze ouo
[22:16:38 13/08/13] @ Japonia : // ...
[22:17:10 13/08/13] Argentyna : // Domi... jesteś na brzuchu Martina?
[22:17:23 13/08/13] Dominica : // Na plecach
[22:17:39 13/08/13] Dominica : //Chodziło o to że wbiłam paznokcie w brzuch*
[22:18:24 13/08/13] @ Anglia : // Przez material jego ubrań mogło ci to słabo wyjść o":
[22:20:50 13/08/13] Dominica : //Chodziło o to, że po prostu mocno się trzymała, pewnie trochę za mocno. Wiecie, można się trzymać, i wbijać paznokcie, Ja tak umiem. A w ogóle w co on jest ubrany?
[22:22:40 13/08/13] @ Anglia : // Wiem... Port też umie... *Znaczące spojznie na-* Zaraz, gdzie ona... D':
[22:26:01 13/08/13] @ Japonia : // Port uciekła...?
[22:26:39 13/08/13] @ Anglia : // Już wraca~
[22:27:02 13/08/13] Argentyna : *Biegł jak najszybiej tylko potrafił. Miał tylko jeden cel - znaleźć się blisko Chilijczyka, chwycić go i zwiać. Wiedział jednak, że bedzie to piekielnie trudne, a może nawet... niemoż- Nie. Tej myśli nie mógł przyjąć do swojej świadomości. W pewnym momencie poczuł, jak ktoś niemalże się na niego rzuca, a zaraz potem, coś nieco kłującego w podbrzuszu. Wypiścił pistolet z rąk. Cóż, był to z jej strony nieco nierozważny ruch, bowiem w takiej sytuacji Argentyńczyk mógł dość łatwo pochylić się i przerzucić ją sobie przez ramię. Bardzo prosty chwyt, zwłaszcza, że także na jego korzyść działał fakt, że był facetem i naturalnie był nieco silniejszy. Gdy tylko Dominica znalazła się przed nim, Martin nie szczędził siły i brutalności, by ją skopać. W innej stuacji pewnie hamowałby się z racji płci, ale fakt tył taki, że nie traktował jej teraz jak kobietę, a jak wroga. Ktoś, kto w tym momencie mu i przeszkadza i zagraża.* ... *Dopiero potem zerknął z wściekłością na Amerykanina i zatrzymał się. *
[22:27:03 13/08/13] Ameryka : //~
[22:27:59 13/08/13] @ Japonia : // A ty dalej mi wisisz wiesz co ~
[22:28:22 13/08/13] @ Anglia : // Wiem I: No dobra, już! Piszę ; ;
[22:29:55 13/08/13] @ Japonia : // Czekać na Port czy odpisywać więc przed nią? :"o
[22:29:56 13/08/13] Ameryka : //Nie patrz tak Arg na biednego Ame qnq
[22:30:06 13/08/13] @ Anglia : // port juz jest o':
[22:30:32 13/08/13] @ Anglia : // Kto w tej sytuacji jest biedny? I':
[22:31:15 13/08/13] Dominica : // Ha! Może zrzucił mnie, ale zrobiłam to co miałam- upuścił broń. I nie podniósł. Do pracy, panowie i Port! :D
[22:32:06 13/08/13] Argentyna : // I tak pistolet był rozładowany. Akurat zdążyłby załadować, jaaasne. D|
[22:32:36 13/08/13] Argentyna : // Akurat Argowi daliby załadować, przede wszystkim P: Prędzej sam by dostał w łeb z kulki
[22:32:38 13/08/13] @ Anglia : // Arg, uszy do góry! Przez pierwsze dni będziemy cię nawet karmić!
[22:32:51 13/08/13] Ameryka : //ja w niego celuje xdd Bo jam rozdarty! qnq *uwielbia zwłaszcza Arga*
[22:33:30 13/08/13] Dominica : // Cii, nikt o tym nie wie xD
[22:34:12 13/08/13] Ameryka : //oj tam! JA SIĘ TOBĄ ZAOPIEKUJE QWQ XD
[22:34:33 13/08/13] Argentyna : // *Marny jego koniec. Ale to Arg. Głupie i narwane* :c
[22:35:30 13/08/13] @ Anglia : // Będziesz siedział przywiązany obok Alfreda, przynajmniej nie będziesz sie nudził!
[22:36:09 13/08/13] @ Japonia : // Dont worry Arg c: Dam Martinowi świetny powód aby bardziej znienawidził Kiku jak obaj trafią na chwilkę chociazby do niewoli c:
[22:37:09 13/08/13] Argentyna : // Więcej hejtu? c': To mi się podoba.
[22:37:09 13/08/13] Ameryka : //czemu przywiazany obok mnie? ouo
[22:37:47 13/08/13] @ Anglia : // Bo to będzie twoja kolejna kara, a znając życie, zanim oni się wydostaną, znowu coś nabroisz
[22:37:48 13/08/13] @ Japonia : // Oczywiście ^ ^ A Chile więcej powodu do strachu c':
[22:37:58 13/08/13] @ Japonia : // ...Nie zwalisz na mnie pilnowania ich...
[22:38:17 13/08/13] @ Anglia : // odbierz to w inny sposób... To UMOCNI wasze więzi z Chile!
[22:38:21 13/08/13] Portugalia : *otrzepała się z niewidzialnego kurzu, schowała garłacz i odwróciła na pięcie. Cała ta sytuacja według niej była troche śmieszna, ale nie dala tego po sobie poznać za znudzonym wyrazem twarzy. Odwróciła się na pięcie i rzuciła Japończykowi spojrzenie* Chyba nie jestem tu potrzebna, powinni sobie poradzić z jednym, pieprzonym gnojkiem. *rzuciła bezbarwym tonem i ruszyła przed siebie* // Żegnam kochani ;-;
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Admin

avatar

Orientacja :
Ekwipunek : -
Wątki i powiązania : -
Po jakiego czorta jesteś na statku? : -
Liczba postów : 444
Join date : 18/02/2012

PisanieTemat: Re: 13 sierpnia 2013   Wto Sie 13, 2013 11:58 pm

[22:48:35 13/08/13] @ Japonia : Nie krępuj się. *Nagle w jakimś podejrzanie dobrym nastroju, kłonił się jej z... czymś na kształt małej dozy szacunku(oho!) i przepuścił, porpawiając swoje ubranie i chowając miecz. Kolejno w zgiełku który zdawał się narastać... Zaczął klaskać. Stopniowo krzyki aprobaty dla zachowania Alfreda ucichły i przeszły w poszeptywania gdy on niespiesznie podszedł do nieprzytomnego Chile i patrząc na Martina, ułożył jedną nogę na jego plecach. Ktoś próbował pomóc tamować krotok jęczącego z boku pirata, jeszcze inni z wrogimi burkotami i zgrzytami zębów szykowali liny* Radziłbym nie wykonywac żadnych, gwałtownych ruchów. *Rzucił do Martina paskudnie sztucznym, przyjaznym tonem którego nieczesto miał okazję używać i sam spojrzał na Arthura, szybko taksując wzrokiem jego stan*

22:58:25 13/08/13] @ Anglia : *Sytuacja została opanowana już w momencie, kiedy Dominika skoczyła na plecy wroga. Wtedy było oczywistym, że wszelkie jego szanse na ucieczkę zostały zmarnowane. Czyli ostatnia deska ratunku dla naszego bohatera, omijając szerokim łukiem walkę. Przewaga liczebna była wyjątkowo wymowna. Sam znalazł się przy Argentyńczyku i przyłożywszy ostrze swego kordelasa do jego szyi, obrzucił szybkim spojrzeniem Japończyka, a potem uśmiechnął się złośliwie do niego.* ... *Skinął też na Alfreda, któremu nakazał złapać z sznur i związać jego ręce w pierwszej kolejności. Kolejno miał go przeszukać, a na sam konie zabrać dziewczynę i sprawdzić jej stan. Możliwe, że miała połamane żebra...* To by było na tyle. *A przy tym docisnął swoją broń mocniej go jego szyi, rozcinając odrobinę skórę na niej. Niema groźba miała przemówić do Martina, że za jakikolwiek ruch zostanie zgładzony*

[23:03:01 13/08/13] Dominica : *syknęła tylko, gdy Argentyjczyk ją uderzył. Następnie doszła krew z ust, i nieprzyjemne dzwięki łamanych kości. Ale zrobiła to co miała zrobić- upuścił broń, więc teraz tylko szybko wzięła ją, zanim ten wyciągnął po nią rękę. Ciul, czy był rozładowany czy nie. Ciul, że ją wszystko bolało. Teraz zmierzyła zwrokiem wroga, w poszukiwaniu jakiejś broni. Nic nie widziała. Następnie zauważyła że wróg się gdzieś patrzy, i że przestał ją bić. Spojrzała w kierunku w którym patrzył- i zobaczyła że patrzy na brata. Musieli się znać, i mieć dobre relacje. Wiedziałą, jak ten się czuje, więc nie krzyczała czegoś w typu ,,Kur.wa strzelaj!'' tylko wzięła sprawy w swoje ręce. Sięgnęła dłonią do cholewy buta, i wyciągnęła sztylet, po czym z impetem i całą mocą, jaką miałą teraz w rękach, wbiła go w stopę przeciwnika. Po czym poruszała sztyletem, wyciągnęła, i poturlała się poza zasięg drugiej nogi wroga. Teraz ni jak wróg nie ucieknie. Dopiero teraz, gdy leżała trochę dalej zobaczyła kapitana, który stał za nim. Jakie szcz[23:04:39 13/08/13] Dominica : Jakie szczęście ją ogarnęło, że panuje nad sytuacją. Wzięła głęboki oddech, i już chciała wstać, gdy dotarło do niej, jak bardzo sponiewierana jest. Ledwo podniosła się do pozycji siedzącej, by razem z kaszlem wypluć dużą porcję krwi*

[23:09:41 13/08/13] Ameryka : *Alfred nie potrafił znieść tego wzroku. Martin wiele mu pomógł, ale on sam nie mogł zrobić tego teraz. Nagle po prostu przybrał bezuczuciową maskę, aby nikt nie zarzucił mu niczego. Przynajmniej na razie. Skinął glową do kapitana i schował broń, zwłaszcza że siostra wbiła Argentyńczykowi sztylet w stopę. Podszedł po linę i wrócił, wiążąc ręcę mężczyzny. Rzucił mu pełne bólu spojrzenie. Był dobry w supłach, więc uwolnienie się było praktycznie niemożliwe. Przeszukał go, jednak mimo iż wyczuł scyzoryk - nic z tym nie zrobił. Poszedł do siostry* Wszystko gra, sis? Gdzie Cię boli...?

23:41:19] Argentyna : Noga, do cholery! *Warknał wściekle, kiedy tylko Japonia docisnął swój but do pleców Chilijczyka.* Zabieraj ją! *Najgorsze była w tym wszystkim bezradność. Martin mógł teraz, co najwyżej, szczekać niczym pies za płotem, który chciał pogryźć, a nie miał możliwości. W jego oczach malowała się zarówno wściekłość, jak i czysta desperacja. Wreszcie dostrzegł zbliżającego się Amerykanina, na co ściągnął brwi, nie wiedząc, co ten zamierza. Skończyło się na związaniu i przeszukiwaniu, aczkolwiek i ten gest nieco Argentyńczyka zaskoczył. Był pewien, że zaraz zostanie pozbawiony także swojego sztyletu, a tymczasem... Nic. Nagle poczuł, jak coś próbuje wbić się w jego stopę. Trzeba przyznać - obuwie stało się w tym momencie jego najlepszym przyjacielem, bowiem skóra nie dała przeciąć się byle ostrzu tak łatwo. Zwłaszcza, że jego właścicielka była ranna i zapewne nie miała tyle siły. Być może dlatego rana nie okazała się być na tyle głęboka, aby zrobić z niego kalekę a w momencie przewrócenia, uciąć mu głowę kordelasem A
[23:41:22] Argentyna : głowę kordelasem Anglika.* ... *Trzeba przyznać, serce zabiło mu mocniej, gdy Brytyjczyk zbliżył się do niego z ostrzem. Jego szyja była na wyciągnięcie ramienia i chyba nie tylko Martin to zauważył. Nim się obejrzał, dodatkowo poczuł tępy pól przecinanej skóry. Syknął pod nosem.* No hola. *Zmrużył oczy, a kącik ust prześmiewczo drgnął.*

[00:05:49] @ Anglia : *Arthur nigdy nie wspominał o tym pomiędzy wyzwiskami swej załogi, ale tak naprawdę to właśnie tego od nie oczekiwał i wierzył, że doskonale wykonają swą powinność, ponieważ byli oni członkami jego załogi i w rzeczywistości działali razem w obliczu niebezpieczeństwa. Życie każdego z nich po części przynajmniej należało do współzałoganta...* ... *Uważnie śledził ruchy Alfreda, wciąż go pilnując. Ze wszystkich na statku to on jedyny ośmielił się go zdradzić,a do tego uszedł z życiem! Nie mógł mieć do niego pełnego zaufania, acz tym samym nie wierzył, że byłby na tyle głupi, aby w tym momencie ponownie dokonać aktu zdrady przeciwko niemu. Kiedy Argentyńczyk został związany, popchnął go na ziemię, by wylądował kilka metrów obok Chilijczyka. Kicnął nad nim, wciąż z wyciągniętym kordelasem i podniósł jego głowę do góry.* Czego tutaj szukaliście?

00:09:24] Dominica : Kur.wa. Czyli tylko ja mam byle jakie buty *powiedziała widząc, że jej desperacki atak mało co dał. No cóż, jej buty były słabe, bieda w domu, nędza. Dlatego przez jej but przeszedłby bez problemu. Takie życie. Za chwilę jednak znowu kaszlnęła, wypluwając krew. Spojrzała na kapitana, na wroga, a potem na brata. Potem na wroga, kapitana, i znów na brata, który teraz podszedł do niej i zapytał się jak się czuje. Wytarła dłonią krew z twarzy, zacisnęła zęby, i zaciskając powieki, zmieniła pozycję na stojącą* Nie czas się tym teraz interesować *powiedziała przez zaciśnięte zęby* Teraz mamy inne sprawy na głowie * i skinęła głową na Argentyjczyka. Bolało ją. Bardzo. No ale są rzeczy ważne i ważniejsze. Gdy Argentyjczyk wylądował na ziemi stanęła koło reszty załogi, koło kapitana i patrzyła na niego. Co co do jasnej cholery w ogóle tu przyleźli?

00:17:15] Ameryka : Idiot..*skwitował zachowanie Domi. Nie zamierzał się cackać. Miał jedynie sprawdzić co z nią. Nie zamierzał zostać tu ani chwili dłuzej. Przyjdzie jutro...jak nikogo nie będzie, pogada z Martinem i Jose. Przymknął powieki i wstał* Proszę o możliwość odejścia skoro sytuacja została opanowana, Captain! Do swojej pracy! *zasalutował. Mimo tego - nie poczekał na odpowiedź. Poszedł pod pokła. Uprzednio w ręce wziął Domi i zabrał ją do jej kajuty, czując się dziwnie odpowiedzialny za młodszą siostrę*

[00:23:35] Argentyna : *Z ust Argentyńczyka wydobyło się przeciągłe kaszlnięcie, gdy tylko zaliczył tak niedelikatną integrację z pokładowymi deskami. Przetoczył się nieco, sycząc pod nosem. Było to wyjątkowo bolesne, zwłaszcza, że związanymi rękoma nijak dało się amortyzować upadek.* ... *Dopiero w momencie uniesienia jego podbródka, mógł dokłądniej spojrzeć na Anglika. Posłał mu wyjątkowo ogniste spojrzenie. Cóż, Martin wiedział, w jak beznadziejnej sytuacji się znajduje, aczkolwiek zwykł robić dobrą minę do złej gry. Milczał, a uwagę Japończyka zapewne na razie zignorował. Myślał. Musiał coś wymyśleć.* ...Co powiesz na układ? *Zapytał w końcu.*

[00:27:32] @ Japonia : ... *"Układ"? Cóż za głupota...* ... *Przyglądając się temu wszystkiemu z typowym, stoickim opanowaniem. Kątem oka odprowadzil jedynie Alfreda i jego siostrę. Alfred... Będzie trzeba na niego uważać.*

[00:32:14] @ Anglia : *Spojrzał tylko na Amerykanina, a następnie skinął głową. Po chwili jednak dotarło do niego, że pozwolił zakładnikowi zająć się załogantem i pospiesznie wysłał za nimi jakiegoś innego człowieka, do upilnowania go. Powinien być stale pod czyimś nadzorem , zawsze o tym zapominał! Zaraz po tym wrócił do Martina rozłożonego na deskach jego pokładu. Zakładał, ze musi mu być wygodnie.* Najpierw odpowiedz na pytanie; po jaką cholerę właziliście na ten pokład? *Zacisnął palce mocniej na jego włosach, wyrywając mu zapewne przy tym ich porządną garść. Oczywiście nie oznaczało to, że nie ma nawet zamiaru wysłuchać jego propozycji umowy - wręcz przeciwnie! Zakładał, że musi być to coś naprawdę zdatnego, kiedy w grę wchodziły losy Argentyńczyka i jego... kompana? brata? Mniejsza z tym, na pewno nie łatwo mu będzie znaleźć sposób na uwolnienie się.*

[00:39:00] Argentyna : *Nie potrafił utrzymać za zębami nieco żałosnego syknięcia. Fakt, faktem, skóra na głowie była dość wrażliwa. Mimo wszystko, kącik jego ust drgał kpiąco. Martin bardzo nie lubił, jak się go poniżało. Nie ważne, na jak beznadziejnej pozycji się wówczas znajdował.* Co do Jose, to sam bym chciał go o to zapytać. *Spojrzał na niego wyzywająco. * ...A co do mnie, nie muszę ci sie spowiadać. *Zamilkł na moment.* I jeśli chcesz mi grozić śmiercią, to proszę. Tyle, że zabijając mnie, już się nigdy tego nie dowiesz. Mogę ci tylko powiedzieć, że działałem sam. Więc generalnie stracisz.

[00:42:48] @ Japonia : Kapitanie...? *Zwrócił się łagodnie do Anglika, nie spuszczając na chwile obecną twarzy Martina z oczu* O ile mi wiadomo... Tych dwoje łącza naprawdę mocne więzy... Czyż nie szkoda by było, gdyby jeden z nich musiał patrzeć na cierpienie drugiego aby rozwiązać mu język? *A powiedział to wszystko tak luźnym tonem, jakby mówił co najmniej o mało obchodzacym go stanie szczura, topiącego się w beczce rumu.*

[00:51:08] @ Anglia : *Przestudiował jego słowa w milczeniu i w międzyczasie spojrzał ku Chilijczykowi. Czyli jednak nie kłamał? Po co w takim razie by to zrobił i czym miał przy tym w zamiarach stracić głowę? To absurdalne.* Skoro działasz w pojedynkę nic nie stracę, zabijając cie. *I tym samym położył mu swój kordelas na ramieniu w wymownym geście. Pozbycie się szkodnika, który działa na ich niekorzyść jedynie ze względów własnych wyglądało na tyle ciekawie, co pozbycie się członka pruskiej załogi.* Przybiegłeś tutaj za nim. To był twój cel? *Ta załoga była bardziej pokręcona od jakiejkolwiek innej. Miał uznać to za ich głupotę czy wyjątkowo przebiegły plan? * To dobry pomysł, niech nam opowie jak było naprawdę. *Tym samym przekręcił jego głowę w bok, by dać mu lepszy widok na Chilijczyka, na którym, wedle słów Kiku i czynów Argentyńczyka, wybitnie mu zależało.* ...

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Admin

avatar

Orientacja :
Ekwipunek : -
Wątki i powiązania : -
Po jakiego czorta jesteś na statku? : -
Liczba postów : 444
Join date : 18/02/2012

PisanieTemat: Re: 13 sierpnia 2013   Sro Sie 14, 2013 8:06 pm

17:52:01] Argentyna : *Już uchylił usta, coby kolejny raz, samozwańczo mu odszczeknąć, gdy wreszcie dotarły do niego słowa Japończyka. Umilkł na moment, posyłając Azjacie spojrzenie pełne wściekłości. Zaczął żałować, że owego, pamiętnego dnia, gdy stoczyli walkę, nie trzymał jezyka za zębami. Nie znaczyło to, że przekazał mu zbyt dużo. Właściwie odpowiedzi Argentyńczyka były nieco wymijające, jednakże Kiku zdołał zapamiętać istotny fakt, który teraz sprytnie próbował odwrócić przeciwko niemu. Chilijczyk był mu bardzo bliski. Martin nie mógł narażać go na jeszcze większe niebezpieczeństwo i zapewne dlatego, powoli i wyjątkowo niechętnie zaczął dukać.* To przypadek, że go tu spotkałem. Nie mam pojęcia, co on tu robił. Ja miałem inny cel.

[18:00:55] @ Japonia : *Az trudno opisać jak potężne uczucie satysfakcji odczuł, gdy jego oczom ukazał się wyraz wściekłości na tej aroganckiej, latynoskiej twarzy. Kto by pomyślał, że tak szybko zdoła osiągnąć swój mały odwet. A i to dopiero początek... W zanadrzu miał znacznie więcej niż wypadało się teraz dzielić. Być na tyle głupim aby pojawiać się na tym statku, opłacą o wiele wyższą stawką niż mogliby sami sądzić. Nie odwracając oczu od Argentyńczyka, na moment naparł bardziej na plecy Jose aby zaraz znowu poluzować nacisk. Przez cały czas... Nie przestawał się delikatnie uśmiechać.* To może być problem... Wychodzi więc na to, że to jego będzie trzeba przesłuchać w pierwszej kolejności.

[18:08:43] @ Anglia : *Nie tylko Japończyka zadowolił ten widok; również Anglik był usatysfakcjonowany. Martin niekoniecznie przypadł mu do gustu, toteż dręczenie go przychodziłoby mu z jeszcze większą łatwością. Sam powód, że był na przeciwnym statku był wystarczający, by w tym momencie ściąć mu głowę.Najwidoczniej szantaż Kiku poskutkował i nim się obejrzał, Argentyńczyk zaczął mówić. Jednak nie o tym chciał usłyszeć.* Jaki inny cel cel? *Zignorował słowa Japończyka, ponieważ drugim Latynosem równie dobrze będą mogli zająć się, kiedy ten się ocknie. Jeżeli nie okażą cierpliwości, dopomogą mu w tym.*

[18:09:56] Chile : *przebudzenie nie należało do najprzyjemniejszych. Bolało go całe ciało, w szczególności ramiona, boki i plecy. I głowa. Głowę coś wręcz rozsadzało mu od środka. Słyszał jakieś głosy, jednakże docierały one do niego dziwnie zniekształcone, nie mógł ich zrozumieć. Z trudem otworzył oczy. Dalej był na wrogim statku, chyba związany. Czuł na swoich plecach czyjąś nogą, która przyciskała go do ziemi. Syknął boleśnie i spróbował się podnieść, chociaż w jego stanie pewnie byłoby to trudne nawet bez dodatkowego balastu. Chciał zrobić to gwałtownie i szybko, żeby wliczyć element zaskoczenia, ale… Mięśnie nie chciały usłuchać. Upadł z powrotem zanim zdążył podnieść się chociaż trochę, bo napadł go atak kaszlu. Kaszlu…? Czemu kasłał? I czemu było mu tak gorąco? Bardzo, bardzo gorąco*

[18:24:09] @ Portugalia : Wyszła ze swojej kajuty, gdzie aktualnie przebywała Dominica, zostawiając barmance notatnik i ołówek coby się nie nudziła. Zamknęła cicho drzwi i weszła po drewnianych schodach na pokład. Zarzuciła niedbale niebieski płaszcz na ramiona. Rozglądnęła się po statku aż zobaczyła (fantastyczną) czwórkę piratów. Gdyby nie wyszła tyle by ją ominęło! Wrzaski, błagania o życie i ta sadystyczna strona Japończyka. Mruknęła coś pod nosem i podeszła spokojnie i powoli do Kiku i Artura. Stanęła obok kwatermistrza i rzuciła swoim bratankom chłodne, pełne pogardy spojrzenie. Aż nie mogła się doczekać przesłuchania!* *oczywiście na jej twarzy nadal gościł znudzony grymas*

[18:47:04] Argentyna : Cóż... *Kątem oka spojrzał na Jose, gdy tylko ten zaczał się przebudzać. Martwił się, bowiem ów kaszel zdawał się być niepokojący. Miał jednak nadzieje, że nie doznał żadnych poważniejszych obrażeń, a taka rekacja organizmu to tylko odpowiedź na chwilowe przyduszenie butem. Lecz w tym momencie nie mógł do niego zagadać.* Osobiście chciałem trochę tu powęszyć, to wszystko. Tudzież skasować kilku twoich podwładnych. *Wycedził w końcu.* ...Ale, jak widzisz, to teraz nie ważne. Nadal nie wysłuchałeś mojej propozycji.


18:55:19 14/08/13] @ Japonia : *Czując lekkie poruszenie pod nogą, zerknął kątem oka na przebudzającego się więźnia. A ponieważ wydawał się on dość niespokojny, raz kolejny docisnął go do podłogi mocniej, dając tym samym do zrozumienia, że każde, bezpodstawne szarpnięcie czy akt agresji z jego strony, traktowane będą znacznie surowiej. Dopiero później raczył łaskawie zdąć z niego nogę by sprawdzić czy jest właściwie i mocno skrępowanyt. Tak też w istocie było, nawet jeśli sam pokusiłby się o znacznie grubszą linę. Słuchając dalej słów Martina, obkręcił koniec liny dookoła nadgarstka i "pomógł" Jose podnieść się do siadu, po uprzednim przewróceniu go butem na plecy. Nie musiał się przecież z nim cackać.* ...

[19:04:00 14/08/13] @ Anglia : *W miarę, jak Argentyńczyk mówił dalej, jego twarz przyjmowała ostrzejszych rys. Tak jak się spodziewał, którykolwiek z nich musiał być tutaj dla informacji i, jak się okazało, również zasobów materialnych statku.* Potem. *Prychnął lekceważąco, a nieusłyszana jeszcze propozycja ugody Martina została ponownie zignorowana. Wyglądało na to, że Chilijczyk sam zechciał się obudzić, zanim jeszcze jego załoganci mu w tym pomogli. Jego uwaga skupiła się teraz na Chilijczyku i jego zamiarach.* Teraz ty. Po coś tu przylazł? *Tym samym nie obdarzył Marii choćby spojrzeniem, miał na głowie o wiele ciekawsze rzeczy. Choć nie wątpił w to, że mogła być teraz ogromnie przydatna.*

[19:12:33 14/08/13] Chile : *jedynym skutkiem jego działania było to, że został przyciśnięty mocniej do ziemi. Nagłe szarpnięcie i w przeciągu chwili znalazł się w pozycji siedzącej. Jakoś udało mu się w niej utrzymać, chociaż zachwiał się przy tym niebezpiecznie. Przynajmniej przestał kasłać.* … *chwilę zajęło mu załapanie czego ten człowiek- czy to był Arthur czy nie?- od niego chciał. Czemu tam przylazł? Dobre pytanie. Co zrobić, jeśli nie przypominał sobie momentu, w którym wszedł na wrogi statek. Tak samo jak swoich motywów. To musiało być coś głupiego… Co miał powiedzieć? Zmyślić coś w stylu „na przeszpiegi”, co nie byłoby prawdą, ale przynajmniej brzmiałoby jak prawda* Gorączka *powiedział w końcu, a właściwie wychrypiał* Mam… Gorączkę. *nawet mówienie przychodziło mu z trudem.* Możliwe… Że majaczyłem. I… Pomyliłem- *”statki”, chciał powiedzieć, ale w tamtym momencie kaszel powrócił ze zdwojoną siłą. Miał wrażenie, że zaraz wypluje swoje płuca*

19:22:21 14/08/13] @ Portugalia : *stała sobie prosto przenosząc wzrok to na Argentyńczyka, to na Chilijczyka. Skrzyżowała ręce na piersiach i nie przeszkadzała. Miała nadzieję że Japończyk zostawi ich na chwile by mogła podpytać ich o „rodzinne” sprawy. Jako że Maria wykazuje popędy sadystyczne na jej twarzy zagościł grymas w postaci lekkiego uśmiechu gdy Japonia kopał i przyciskał Chilijczyka butem. Slowa Argentyńczyka nie były za bardzo satysfakcjonujące. A to co mówił Jose to według niej bujdy* Wygodnie pomylić statki, które znajdują się prawie kilometr od siebie. skomentowała chłodnym tonem*

[19:33:54 14/08/13] Argentyna : *Ściągnął brwi, słysząc o gorączce. Miał nadzieję, że Jose wymyśla właśnie dobrą, wiarygodną bajeczkę, a stan jego zdrowia nie jest tak zły, jakby sobie Argentyńczyk wyobrażał.* Wiesz, majaczącemu człowiekowi z wysoką temperaturą, dużo rzeczy się miesza. Ból głowy może skutecznie pokręcić kierunki i wystarczy, że skręci w nie tę stronę, co trzeba i już może znaleść się nawet kilometr dalej od miejsca, w którym powinien być... *Syknął w stronę Portugalii, coby nie myślała sobie zbyt dużo.*

[19:43:00 14/08/13] @ Japonia : *Naprężając linę by utrzymać chłopaka jako tako w pionie, zmarszczył brwi. Bajeczka czy też nie... Bez odródek wyciągnał drugą rękę by przyłożyć ją do czoła Jose, równie szybko ją cofająć.* ... *Szybko wymienił spojrzenie z Anglikiem, a następnie również i Marią. Wspominał wcześniej o problemie jakim byłaby dla nich ewentualna zaraza...* Nie sądzę aby to było coś aż tak poważnego. Jednak lepiej dla nas, jeśli zostaną zamknięci w zamkniętej celi. Tą, którą przeznaczamy na ewentualne naprawy sprzętu. *Znajdywało się tam też stare kowadło i osesek do ostrzenia broni.* Jest najdalej magazynów. Lepiej nie ryzykować.

[19:54:40 14/08/13] @ Anglia : *Tym samym podniósł się na nogi ciężko, spoglądając na Marię. Zastanawiało go, czy także była na przeszpiegach na wrogim statku. Bardzo możliwe, że tak. Kopnął za to Argentyńczyka w głowę, by również nie myślał sobie zbyt dużo. Zważywszy chociaż na sytuację, w jakiej się znalazł, powinien bardziej zadbać o swój język. Nigdy nie wiadomo, komu przypadnie opieka nad nim, kiedy już ostatecznie stanie się ich zakładnikiem. Sam podszedł do tego drugiego i spojrzał na niego z góry. Możliwe, że w ogóle nie kłamał, nie wyglądał dobrze. Aczkolwiek wcale nie znaczyło to, że zostanie ułaskawiony i zrozumiany tylko dlatego, że popełnił kategoryczny błąd w stanie choroby. Wciąż wszak pozostawał członkiem załogi Gilberta, którą należało wcześniej czy później wyeliminować. * Tak też zrobimy. Potem dam znać, co do tego, jaką nauczkę im damy... *Spojrzał jeszcze po tej dwójce z dzikim zadowoleniem w oczach. Zawiesił spojrzenie na Martinie, wciąż pamiętając o jego słowach.* Co mówiłeś o tej... "umowie", hm?

19:58:08] Chile : *chciał coś odpowiedzieć dziewczynie, ale Martin go uprzedził. Z resztą, powiedział coś znacznie bardziej sensownego niż to, co Jose mógłby w takim stanie… Chyba* … *akurat czoło paliło. Przynajmniej tak to odbierał on sam, jednak był pewien, że, mimo wszystko, na pewno było nienaturalnie gorące. Syknął cicho, jako iż ból głowy powoli stawał się nie do zniesienia. Tak naprawdę czuł się na tyle źle, że już nawet przestał myśleć o tym, że jest na wrogim statku. I że Martin był z nim, chociaż nie powinno go tu być. Jedyne, na czym mógł się skupić, to to pulsowanie w czaszce. Ostatecznie wyszło na to, że po prostu siedział, dziwnie otępiały, i w ogóle się nie odzywał*

[20:06:51 14/08/13] @ Portugalia : *spojrzała na Argentyńczyka spokojnym wzrokiem* Stul pysk. powiedziała chłodnym tonem i już miała mu mocno przywalić gdy Artur zrobił to za nią. Spojrzała na Japonie i zmarszczyła brwi. A co jeśli Jose przyniesie na ich statek zaraze?* przytaknęła na słowa Japończyka. Doskonale wiedziała co znajduje się w pomieszczeniu, do którego zamierzają wsadzić Chilijczyka i Argentyńczyka. Prawy kącik jej warg podniósł się do góry na słowa i spojrzenie Anglika. Już nie mogła się doczekać. A jak któreś z nich za daleko się posunie zawsze ta dwójka może zostać narzędziem do badań medycznych Marii*

[20:32:00] Argentyna : *W pewnym momencie dostał dosć mocnego kopniaka prosto w głowę. Trzeba przyznać, że aż go zamroczyło i na dość długą chwilę zamilkł, próbując dojsć do siebie. Syknął pod nosem, po czym również zaklął w swoim rodzimym, hiszpańskim jezyku. Wreszcie zerknął na Anglika.* Si, prawda, w tej chwili robimy za twoich zakładników. *Zaczął w końcu.* Udało ci się, Arthur, można by rzec, że złapałeś szczęście za nogi. Ale jakby się też zastanowić, tylko połowicznie. *Chrząknął pod nosem.* Bo wiesz, możesz nas trzymać i torturować, ale podejrzewam, że zarówno on nie piśnie ci czegoś więcej o naszym statku, a tym bardziej ja. Poza tym, będziemy wykorzystywać każdą, nadarzającą się okazję, by zwiać. Możesz nas też zabić, ale wtedy korzyścią będzie tylko chwilowe osłabienie szeregów, bo wiedz, mamy całkiem sprytnego kapitana i on szybko znajdzie kogoś na nasze miejsce. *Powział głęboki wdech.* Nie będę uciekał. Nie będę nawet próbował. Mogę wam się przysłużyć, okradając marynarzy w tawernach czy gdziekolwiek, a w tym jestem całkiem dobry. Znam się na broni, bo i kiedyś byłem kanonierem. Czy nie będzie ci się to bardziej opłacało, aniżeli miałbyś nas trzymać w klatce i tylko nam grozić? ...Tylko Jose pozwól odejść. Drobna wymiana. *Martin znał swoją rangę i wiedział, że stoi nią niżej od Chilijczyka. On bardziej przyda się kapitanowi. Być może nie dadzą rady oboje się stąd wydostać, więc może chociażby jeden z nich. Poza tym od początku chciał go wyciągnąć go z tego bagna. I zamierzał to zrobić za wszelką cenę.*

[20:41:35] @ Japonia : Jeśli wolno mi się wtrącić... *Przeniósł wzrok na nowo z twarzy Martina na twarz Marii i kolejno zatrzymując na Arthurowej.* Doradzałbym nie podejmowanie zbyt szybkiej decyzji. Nie sądze aby którykolwiek z nich był torturowany przez innego... Pirata. Kiedy jeden napatrzy się wystarczająco na zabiegi przeprowadzane na drugim... Jestem pewien, że prędzej czy później ich języki zechcą z nami współpracować. Jednak to tylko moje zdanie... *Wolną ręką poklepał Jose po głowie niczym psa.*

[20:56:11] @ Anglia : *Po pierwsze Chilijczyk zdawał się być dla Arthura bardziej chory, niż określił go Japończyk. Wręcz mógłby się założyć, że nie była to zwykła gorączka. A jeżeli to coś, na co nie odnajdą leku...? Epidemia na pokładzie była najgorszą z możliwych klęsk, w szczególności, że została sprowadzona tutaj pośrednio przez Prusaka. A może się mylił...?* ... *Przypatrywał się ostrożnie Argentyńczykowi, świdrując go spojrzeniem. Nie mógł zarzucić mu braku sprytu, wyjątkowo szybko wymyślił sobie wyjście z opresji.* Sugerujesz, że zaufałbym ci na tyle, by wypuścić ciebie i twojego towarzysza bez żadnego słowa sprzeciwu? Skąd będę mieć pewność, że nie uciekniecie w bezpieczne miejsce - na wasz statek? To byłoby doskonałe rozwiązanie dla was, a zważywszy na to, że ja również mam w swych szeregach sprawnych złodziei, *Tutaj kątem oka spojrzał na Marię, nie przestając mówić. Jak nic innego należał jej się ten tytuł* zupełnie nie opłaca mi sie tak bardzo ryzykować. Znacznie więcej będę miał z torturowania was, nie uważasz? * A zaraz potem wsłuchał się w słowa swojego kwatermistrza. Kopnął odrobinę Argentyńczyka w bok, kiedy dumał nad jego propozycją. Wyglądało na to, że byli sobie wystarczająco bliscy, by jeden nie mógł znieść cierpienia drugiego. Na pewno to wykorzystają.* I jestem przekonany, że na pewno chcecie mi coś powiedzieć o Gilbercie i jego statku. *Ponownie kucnął przy swoim zakładniku i złapał go za podbródek, by szarpnąć nim w górę.*

[21:05:35] Chile : …! *słowa Argentyńczyka dotarły do niego stosunkowo szybko, przynajmniej jak na stan, w którym się znajdował. Ta egoistyczna część jego duszy chciała, żeby na to przystali. Jednakże… W tamtym momencie zdał sobie sprawę, że za bardzo mu zależało na Martinie, żeby tak po prostu go zostawić. Ta część niemalże ucieszyła się na słowa Japończyka, chociaż, z drugiej strony, poczuł również lęk. Prawie że nie zarejestrował tego poklepania po głowie. Gdyby tylko mógł zebrać myśli. Chociaż, w sumie, i to pewnie nic by nie dało* … *nagle znowu się rozkasłał. I tym razem kaszel wcale nie chciał ucichnąć. Zgiął się w pół, przynajmniej na tyle, na ile pozwoliły mu więzy*
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Admin

avatar

Orientacja :
Ekwipunek : -
Wątki i powiązania : -
Po jakiego czorta jesteś na statku? : -
Liczba postów : 444
Join date : 18/02/2012

PisanieTemat: Re: 13 sierpnia 2013   Sro Sie 14, 2013 9:28 pm

[21:06:56] @ Portugalia : *wciąż stała sztywno z uniesionym kącikem warg. Tyle radości sprawiało jej patrzenie na takich bezbronnych słabych ludzi. Wszystkie słowa, które chciała wypowiedzieć, wydobywały się z ust Japończyka. Argentyńczyk chyba pomyślał że na tym statku nikt nie umie kraść. Artyleria? Alfred radzi sobie z tym bardzo dobrze więc Martin na Queen Victoria Revange był zupełnie niepotrzebny. Potraktowała spojrzenie Anglika jako jakiś sposób pochwały. A co do Chilijczyka-podczas tortur będzie raczej nieobecny i będą mieli z tego mało zabawy, a Argentńczyk był wprost wspaniałym materiałem do tortur-posiadał osobę, na której mu zależy, był pełny werwy i bardzo pewny tego, że nie piśnie ani słówka. W głowie już słyszała wrzaski i rozmyślała jakich tortur by użyć*


[21:07:47] Dominica : *Dziewczyna powoli, po cichutku weszła na pokład...choć w sumie tylko wychyliła się zza drzwi. Jeszcze by brakowało gdyby ją Maria zobaczyła. Pewnie by ją udusiła, że łazi w takim stanie. Ale słyszała hałasy, nie mogła się skupić. Na dodatek chciała sprawdzić, jak czuje się Jose. Jego znała, i jakoś nie uśmiechało jej się to, że ona sobie tu siedzi, a on się męczy. Zerknęła zza drzwi na pokład. Czyli jednak się obudził. O czymś rozmawiają... hm, gdyby mogła podejść bliżej... wyszła delikatnie i cichutko zza drzwi i czmychnęła za stojące niedaleko drzwi, a bliżej nich beczki i skrzynie. Następnie usiadła za nimi, i przez szczelinę między beczkami patrzyła i przysłuchiwała się. Wszyscy stali tyłem go niej więc gów.no widziała, cholera. Ale wszystko dokładnie słyszała*

[21:26:46] Argentyna : Nie kwestionuję tego, że posiadasz na swoim statku kompetentnych ludzi. Chciałem tylko zaznaczyć, co możesz zyskać przystając na moją propozycję. Jestem piratem, znam się na tym fachu, przyda się wam dodatkowa osoba. *Zamilkł i syknął pod nosem, czując kopnięcie w bok.* ...Hm, tortury... ale nie sądzę, byś dowiedział się czegoś ciekawego. Jak widzisz, też stoimy w porcie od bardzo długiego czasu. Nie mamy świeżych informacji ani czegoś, co mogłoby się wam jakkolwiek przydać. *Gdy jego podbródek został uniesiony, Martin spojrzał na niego wilkiem.* To mnie zakuj łańcuchem do nogi dla pewności, rozbrój albo postaw przy mnie kogoś do pilnowania, rób, co ci się podoba. Przyrzekam, do cholery, że nie ucieknę, tylko go wypuść.


[21:38:26] @ Japonia : ... *Nowym obiektem jego zainteresowań juz wkrótce miał stać się chyrlający zaciekle Jose. O ile sama gorączka aż tak go nie martwiła, o tyle ten paskudny charchot przyprawiał o wspomnienie epidemii, z którą już raz mieli do czynienia. Będzie musiał dokładnie mu się przyjrzeć. Zapędy zapędami - dobro załogi oraz złota było dla niego o niebo ważniejsze. Jeśli więc będzie trzeba, nie poskąpi z propozycjami pozbycia się źródła ewentualnej zarazy. Tymczasem sądził, że nie ma jeszcze podstaw do porzucania któreś ze zdobyczy.* Jesli to zapalenie płuc, pewnie i tak jest już martwy. *Rzucił głośną uwagą, ponownie napinając linę gdy tamten raczył się wykasłać* Nie musimy od razu decydować o szczegółach tego, jak z nimi postąpić.

[21:47:28] @ Anglia : *Po pierwsze: Alfred dobrze sobie z tym RADZIŁ. Rangą jest teraz gdzieś pomiędzy zakładnikiem a majtkiem i to tylko ze względu na łaskawość (sentymentalność?) Arthura. Lepiej, zęby nigdy nie dowiedział się, jak bardzo został oszukany tego dnia, w którym miał przeszukać wroga. Amerykanin ginąłby bez żadnego "ale", nie należało optymistycznie przyjmować, ze Anglik da mu kolejną szansę.* Nie porzucisz tamtej załogi, nie mylę się? *Kolejna cześć niebywale go zainteresowała; Japonia mówił prawdę odnośnie relacji zachodzącej pomiędzy tą dwójką Latynosów. *Kaszel, gorączka... Bardzo możliwe, że było to zapalenie płuc. Równie dobrze Jose mógł teraz umierać na coś zupełnie innego, nie obchodziło go, na co konkretnie. Musiał wziąć w swojej decyzji pod uwagę możliwość zarażenia się od Chilijczyka innych członków jego załogi. Miejsce, które wybrał Kiku było wręcz idealne. Puścił podbródek Argentyńczyka i spojrzał na Japonię.* Dzisiaj nie dam ci odpowiedzi. Możliwe, że w ogóle jej nie usłyszysz. *Trzeba ocenić, jak bardzo Argentyńczyk może okazać się przydatny. W tym celu najlepszym informatorem będzie Japończyk, który odbył z nim wyczerpujący pojedynek. Sam fakt, że wyszedł z niego cało chwalił Martina.*

[21:52:37] Chile : … *w pewnym momencie kaszel ucichł, ale Jose, którego organizm już był wymęczony gorączką, poczuł, że traci przytomność*

[22:04:39] @ Portugalia : *zmarszczyła brwi gdy usłyszała kaszel Jose. Już go gdzieś słyszała, ten sam dźwięk rozchodził się chórem po statku Zemsty Królowej Wiktorii kilka miesięcy temu. Złapała Japończyka za ramie i nachyliła się do jego twarzy* Wiesz na co mi to brzmi? szepnęła do niego lekko zaniepokojonym glosem. Albo będą musieli dać Chile specjalny pokój z kwarantanną, lub puszczą go na statek Prusaka i niech tam se rozsiewa zarazu. I trzecie wyjście- od razu zacząć go zabijać na oczach Argentyńczyka. Marii najabrdziej do gustu przypadły dwie ostatnie wersje. Spojrzała znacząco na Anglika*

[22:05:46] Dominica : Shit, nic nie widzę! *powiedziała, by po chwili uświadomić sobie, czy czasami nie powiedziała tego za głośno. Znów zerknęła przez szparkę...nie wie, czy ją zauważyli. Modliła się, by nie...chociaż modlitwa nic nie da, usiadła za beczkami i wsztrzymała oddech, by być najciszej jak się da. Jak ninja! Chociaż nie, musi być lepsza! Jeśli byłaby jak ninja, Kwatermist na bank by ją znalazł. Po nim to się można wszystkiego spodziewać, taki diabelski ananas. W sumie po każdym tu należy spodziewać się niespodziewanego. Teraz musi zachowywać się maksymalnie cicho, i jeszcze wymyślić jakiś dobry bajer, tak! Tylko co takiego? Hm, myśl Domi, myśl! O, dobra, już ma! Teraz tylko czekać*

[22:14:34] Argentyna : Byłem z tymi ludźmi, to prawda. Łączą mnie z nimi takie same relacje, jak w waszej załodze. Ale jeślibyś przystał na moją propozycję, wtedy skupiłbym się na pracy. *Wycedził. Nareszcie został puszczony, a jego głowa ciężko opadła na pokładowe deski. Kątem oka zerknał na Chilijczyka. Widział, w jak bardzo złym jest stanie. Musiał przekonywać kapitana z całych sił, bowiem tylko poza pokładem tego statku, Jose bedzie miał szansę dojść do siebie. I być może, nie umrze. Martin w to wierzył.*

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Admin

avatar

Orientacja :
Ekwipunek : -
Wątki i powiązania : -
Po jakiego czorta jesteś na statku? : -
Liczba postów : 444
Join date : 18/02/2012

PisanieTemat: Re: 13 sierpnia 2013   Sro Sie 14, 2013 11:51 pm

[22:39:46] @ Japonia : *Przytrzymał chłopaka by ten kompletnie nie runął mu na deski, zatem mimo kolejnego, pokazowego omdlenia, nadal pozostał o tyle o ile w siadzie. Przynajmniej chwilowo.* ... *Przekręcając głowę w stronę dziewczyny, kiwnął niechętnie głową. Tak... Trzeba przyznać, że nie kojarzy się to z niczym przyjemnym.* Ryzyko nie byłoby opłacalne. Odizolujemy chwilowo tę część ładowni najbliżej cel. Nie powinno sprawić to większego problemu... Najlepiej od razu po umieszczeniu ich tam we dwójkę, upewnię się czy to coś poważnego. *Mruknął nie do końca chętnie, jednak wiedział, że KTOŚ musi. Inaczej albo niemądrze stracą dobrego zakładnika albo jeszcze bardziej niemądrze pozwolą rozłazić się, licho jedno wie jakiej zarazie po pokładzie.*

[23:15:39] @ Anglia : *Jak się okazało, Chilijczyk stał się obiektem targów, a był w takim lichym stanie. Anglik tak naprawę wziął pod uwagę ofertę Argentyńczyka, mimo tego, ze przez dłuższą chwilę milczał. W końcu odchrząknął w dłoń, prostując się.* Zabierzcie ich zatem w to miejsce i szczególnie pilnujcie tego drugiego. Ma być żywy do końca tego tygodnia. *Tutaj szturchnął czubkiem buta Chilijczyka. Sam Martin nie wydawał się być mu aż tak potrzebny. Bardziej potrzebował faktu, że odebrał coś prusakowi i to w tak łatwy sposób. Z drugiej zaś strony nie miał za grosz zaufania do blondwłosego Latynosa. Czy byłby w stanie przypilnować go na swoim statku? I czy w razie ataku Prusaka, nie zdradziłby go?*

[23:21:39] @ Portugalia : *wyprostowała się i przybrała swój ulubiony wyraz twarzy niewyrażający żadnych emocji* Nie powinniśmy ich trzymać na pokładzie... *mruknęła i rozglądnęła się. Równie doborze mógł teraz patrzyć na nich ktos z wrogiej załogi. Wyciągnęła swojego garłacza na wszelki wypadek*

[23:26:15] Dominica : Dobra, teraz się tylko wyc.... *powiedziała, gdy wstawała, i wtedy nagle trąciła beczkę. Nie zdążyła jej złapać, więc chociaż szczęście, że była pusta. Zamarła w bezruchu patrząc na zebranych. Zanim się odwrócili, ustawiła się w takiej pozie, jakby do nich szła, i tak ją zastali. Teraz łatwiej będzie jej coś wymyślić*

[23:33:25] Argentyna : *Było źle. Zależało mu bowiem, by Chilijczyk został wypuszczony z tego statku. Tymczasem wszystko wskazywało na to, że wraz oboje trafią do jednej celi. Myślał. Stan Jose nie był najlepszy, a tutaj, zapewne, nijak uda mu się dojsć do zdrowia. Musiał szybko na coś wpaść, jeśli chciał go ochronić. Albo liczyć na to, że Arthur się zgodzi. Nienawidził być zdany na czyjąś łaskę, a już w szczególności godził w jego dumę fakt, iż był to wróg. Nie tylko wróg, jeśli patrząc na wszystko pod kątem fachu. Prywatne porachunki też miały tu swoją rolę.*

[23:45:00] @ Japonia : Aye, aye, kapitanie. *Przyzwał do siebie krótkim ruchem ręki trzech piratów którzy mieli "zaopiekować" się Martinem i jednego, który pociągnie i Jose. Choroba nie przeszkadza w mniej delikatnym fizycznie traktowaniu. Zgadzał się oczywiście ze wszelkimi obawami związanych z jego chorobą...* Jeszcze dzisiaj upewnię się co do jego stanu zdrowia. *Zapewnił ją spokojnie, acz zaraz był wyszarpnął broń zza pasa i obrócił się w kierunku, z którego doszedł nagłu raban. Ta dziewczyna...* ...Mario? Czy ona przypadkiem... Nie miała odpoczywać? *Zapytał, wbijając chłodny wzrok w młódkę*


[23:58:20] @ Anglia : *Odprowadził ich spojrzeniem, chowając w końcu swój kordelas. Wciąż nie był pewien co do tego, jak powinien postąpić z Martinem. Zważając na sprawy czysto osobiste, nie za bardzo za nim przepadał. Dochodził tego także sam fakt, ze jest we wrogiej załodze i proszę - powód do pozbycia się go gwarantowany! Jak się wcześniej okazało, Argentyńczyk był także świetnym wojownikiem.* ... *Jeżeli chodziło o Chilijczyka... On również mógłby być przydatny. Bardziej przydatny niż teraz nie będzie, ale... Na pewno musiał być rozgarnięty, skoro odgrywał rolę bosmana. Arthur będzie starał się utrzymywać go przy życiu, póki będzie miał ku temu sposobność. I chęci. *

[00:06:36] @ Portugalia : To dobrze. *przytaknęła mu głową. Odprowadziła wzrokiem dryblasów niosących Czilijczyka marszcząc brwi i ciągle zaciskając dłoń na garłaczu. Gdy tylko usłyszała dźwięk wymierzyła w cel. Dominika. Czy ta dziewczyna ma nierówno we łbie* Powinna. *wycedziła do Japończyka przez zaciśnięte zęby. Wystrzeliła 10 centymetrów od twarzy Dominici* *podeszła do niej szybko, wzięła ją ostrożnie na ręce uważając na żebra, mocno i zdecydowanie, ale łagodnie* Roseau. *powiedziała tonem przesiąkniętym złością*

[00:09:52] Dominica : P-przyszłam się tylko zapytać, czy mogę dostać swoją dzisiejszą rację żywnościową! *powiedziała, i jakby na potwierdzenie całości jej brzuch zaburczał. Spowodowało to ból, ale dało dźwięk. * N-nie musi być duża! Wystarczy mi połowa, ćwiartka...! *powiedziała słabo* N-nie można brać jedzenia bez pozwolenia, więc chciałam przyjść się zapyta...*zacisnęła zęby, fala bólu*...ć. Zapytać.

00:23:29] Argentyna : *Kątem oka zerknął na ludzi, który podeszli całkiem blisko niego. Zrozumiał, że być może teraz przejdzie pod ich chwilową opiekę. Miał dziwne wrażenie, iż jest coraz gorzej, ale mimo to nie dał po sobie poznać, że jest nieco rozdarty. Na twarzy Argentyńczyka wciąż malowała się pewność.*

[00:29:53] @ Japonia : Niech tam lepiej wróci... Dla własnego dobra. *Syknął złowróżebnie, przez dłuższą chwilę nie spuszczając kolejnego dziecka ich rozpuszczonego i rozlatanego kapitana z oka. Dopiero wówczas skierował je najpierw na samego winowajcę spłodzenia jej oraz zapewne wielu innych-...* Chciałbym z tobą pomówić, kiedy odesortuję więźniów... Czy mam zjawić się dopiero jutro? *Rzucił pytaniem, ruchem ręki zaganiając piratów robiących za tragaży. Pierwszy ruszył ten, który ciągnął pod ramie nieprzytomnego Chile. A dokładniej... Wlekł go, zapewne nieskory do znoszenia go także po schodach... Pozostała trójka ustawiła się dość zwarcie. jeden trzymał Argentyńczyka z tyłu za sznur więzów i popychał przed sobą, drugi stał z boki i pewnie jeszcze przyjdzie mu do głowy podstawić nogę biedakowi kiedy ci znajdą się przy zejściu w dół, zaś trzeci z przodu miał oświetlać im drogę. Pod pokładem ciemno jak w grobie kiedy pogasną pochodnie...*

[00:50:58] @ Anglia : *Właśnie zmierzał z powrotem do swojej kajuty, by przemyśleć dokładnie całą tę sytuację przy butelce rumu. Na całe nieszczęście Dominiki, zdołał ją zauważyć. Skarcił ją zaraz spojrzeniem i nakazał krótko, by wróciła do kajuty, gdzie zaraz pośle jakiegoś medyka. I kogoś z jedzeniem. Ten rozkaz powinien być wystarczająco treściwy.* Możesz przyjść zaraz po tym. *Zwrócił się do Japonii, by potem móc oddalić się w stronę kapitańskiej kajuty.*
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Admin

avatar

Orientacja :
Ekwipunek : -
Wątki i powiązania : -
Po jakiego czorta jesteś na statku? : -
Liczba postów : 444
Join date : 18/02/2012

PisanieTemat: Re: 13 sierpnia 2013   Czw Sie 15, 2013 12:21 am

[00:54:44] @ Portugalia : Było wcześniej powiedzieć że jesteś głodna! *zmarszczyła brwi* Nie tłumacz się. *westchnęła ciężko* Za chwilę ci coś przyniose. *zapewniła ją i ruszyła do kajuty Marii gdzie położyła ją wygodnie na łóżku i zapaliła lampę* Zaraz przyjde. Nie ruszaj się stąd. *poweidziała ostrym tonem i wyszła z kajuty w poszukiwaniu jedzenia*


[01:04:41] @ Japonia : Hai. *Skinął głową krótko, po czym czym prędzej udał się w ślad za załogą, która odpowiadała za zatachanie ich drogich gości do wyznaczonych im "komnat" - a dokładnie jednej, wilgotnej i ciemnej komanty zawalonej masą żelastwa różnego rodzaju. Doganiając ich, klnął na kolejną, zasłyszaną salwę kaszli i gdy tylko przykuli i tak skrępowanych już łańcuchami do bali podporowych szlieletu tej zacnej łajby, Kiku czym bez pardonu zabrał się za podstawowe oględziny Jose. Sprawdził przede wszystkim czy wina nie leży po stronie szkorbutu, który słynny był pośród marynarzy. Dalej, wziął pod włos kilka innych, częściej występujących. Najgorsza była ta paskudna gorączka i kaszel. Na ciele nie nosił żadnych, większych ran. Nie było to zatem również sprawką rozwijającej się gangreny. Nie komentując przy tym absolutnie niczeg przy Martinie, skierował się bez słowa do wyjścia zaraz po skończeniu. Piratom kazał zostać na miejscu i pilnować ich na zmianę. I lepiej aby nie posnęli.* ... *Rozmyślając poważnie i już nie z taką łag
[01:05:25] @ Japonia : łagodną miną jaką raczył przybrać podczas wstpęnego przesłuchiwania na pokładzie, ruszył w stronę kapitańskiej kajuty. Zapukał w ostateczności.*

[01:08:21] @ Portugalia : *gdy weszła i zobaczyła śpiącą Dominicę strasznie się zirytowała. Zabrała talerz z jedzeniem i położyła w kuchni, może kuk coś z tego jeszcze zmajstruje. Zauważyła Kiku pukającego do kajuty Artura. Zatrzymała się obok niego. *Nie zapomnij powiedzieć wszystkiego. *rzuciła tylko i odeszła*

[01:13:49] @ Anglia : *Upewniwszy się, że Dominika została w poniekąd nie tak złych rękach, wrócił do swego pierwotnego celu. Kiedy znalazł się już w środku, odnalazł butelkę rumu i opadł ciężko na krzesło przy biurku. Rozważał właśnie powody, dla których miałby nie ufać Martinowi i znalazł ich o wiele więcej, niż się spodziewał. Do tego czas miał ograniczony przez zdrowie Chilijczyka, który pewnego dnia mogło nie wytrzymać i zwyczajnie im kopnąć w kalendarz. Wtedy również musiałby zabić na nic nieprzydatnego Argentyńczyka. Albo sprzedać, prawdziwych wrogów nigdy zbyt wiele! Słysząc pukanie, mruknął, aby jego gość wszedł, kiedy sam był jeszcze zajęty otwieraniem butelki.*
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Chile

avatar

Orientacja : Sekret to sekret |:
Ekwipunek : NIC
Wątki i powiązania : Latynosi.
Po jakiego czorta jesteś na statku? : NIE JESTEM NA STATKU, TY CHOLERNY PIRACIE
Liczba postów : 389
Join date : 04/04/2012

PisanieTemat: Re: 13 sierpnia 2013   Sob Sie 17, 2013 7:16 pm

[16:19:30] Argentyna : *Choć jeszcze nie ocknął się do końca, wiedział jedno - wszystko go bolało. Leżał przez dłuższą chwilę z zamkniętymi oczami, próbując sobie przypomnieć okrutne fakty z ostatniego wieczoru. Cóż, ostatniego... ale nie wiedział, czy konkretnie wczorajszego. Bowiem jego wspomnienia kończyły się w momencie, gdy jeden z prowadzących go do celi załogantów, podstawił mu nogę przy pierwszym schodku. Nie wiedział, ile czasu był nieprzytomny. Uchylił wreszcie powieki, coby rozejrzeć się dookoła. Duszący zapach wilgoci, brak jakichkolwiek okien i obicia, które dopiero teraz, porządnie dały o sobie znać. A wraz z pierwszymi ruchami, mógł od razu stwierdzić, że krępujące go liny są tak samo prawdziwe, jak cała reszta. Wszystko prowadziło do jednego wniosku: razem z Jose byli teraz zakładnikami. Ale zaraz...!* Jose..! *Wycedził ochrypłym nieco głosem, próbując go odnaleźć wzrokiem. Niestety, ogólna ciemność panująca w pomieszczeniu, w ogóle nie uławtwiała mu sprawy. Miał nadzieję, że tu był. I, że z nim w porządku.*
[16:25:54] Chile : *Piekło. Czuł się tak beznadziejnie, że nie byłby nawet opisać tego słowami. Było nawet gorzej niż wtedy, gdy zachorował ostatnio- chociaż i wtedy nie było to błahe przeziębienie. Tyle że wtedy mógł sobie bezpiecznie odpocząć na własnym statku, a nie tak... Był cały poobijany. Rzeczywiście chyba nie szczędzili mu tych kopniaków. Poza tym piekły go płuca, głowa. I było mu, dla odmiany, zimno. Czyżby gorączka jeszcze się powiększała? Drżał lekko na całym ciele, ale ze względu na panujące ciemności nie było niczego widać. Nie wiedział, gdzie był i co właściwie się działo* ... *nagle usłyszał znajomy głos. Wstrzymał lekko oddech, w pierwszej chwili nie odpowiadając. Nie był pewien, czy będzie w stanie wydusić coś z siebie* ... Martin. *odpowiedział w końcu słabo*
[16:32:17] Ameryka : *Amerykanin znów zwiał bydlakowi, który go pilnował. Niektórych z tego statku mogłoby wykiwać nawet dziecko, doprawdy. Idioci wszędzie, na kazdym kroku, a Ty człowieku musisz z nimi przebywać. Eh... Żałosne. Wziął lampę olejną/świece(nie wiem, czy lampy olejne już były qnq) i poszedł cicho pod poklad. Rozejrzał się. Można było usłyszeć ciche chrapanie. Rozejrzał się ponownie. No proszę... Pilnują i śpią? Arthur będzie wściekły. Na niego również, ale przecież nikt mu nie mówił, że nie może do nich isć, nie ?Podszedł do wieźniów i kucnął przy nich* H-Hey, nic Wam nie jest? *szept. Spojrzał na chilijczyka. Oj, nie wyglądał dobrze...*
[16:38:50] Dominica : *Domi, jak na typowego idiotę przystało, miała w czterech literach nakazy Marii, Ananasa, Alfreda, dobrym leszczem pana Kapitana. Poszła do kuchni, wzięła swoją porcję jedzenia, i zeszła na dół, do pokoju z kwarantanną. Wcześniej tylko wzięła chustę i zawiązała ją, coby ograniczyć wdychanie bakterii. Weszła do pokoju, a tam Alfred* ... jezu, Alfie, przestraszyłeś mnie. ... a gdzie twój goryl? *następnie spojrzała na dwójkę związanych* Gadałeś już z nimi?
[16:45:08] Argentyna : *Niesamowicie się ucieszył i uspokoił, gdy usłyszał znajomy głos pośród tej niepokojącej, wszechobecnej ciszy. Żył! I Był przytomny!* Jose... Jose! *Cedził półgłosem, bowiem głośniejsze gadanie mogłoby być niebezpieczne. Zbierając w sobie resztki sił, spróbował się szarpnać, aczkolwiek wiązania w ogóle nie chciały puścić, na co przeklął w duchu. Już chciał spróbować się przetoczyć w stronę, z której dochodziły dźwięki, gdy nagle dosłyszał kroki. Zatrzymał się. Łuna światła, którą roztaczała świeca, trzymana przez wchodzącą osobę, dała mu wreszcie wzgląd na pomieszczenie. Chilijczyk faktycznie leżał obok i zdecydowanie nie było z nim najlepiej. Martin wbił spojrzenie w przybysza. Znał go.* ...Ty. *Wydukał.* Dlaczego nam pomagasz? *I to nie tylko teraz. Latynos doskonale pamiętał moment przeszukiwania i fakt, że Amerykanin zostawił sztylet przy jego pasie. Umilkł jednak, gdy dołączyła do nich dziewczyna.*

[16:50:05] Chile : *chciał, żeby Martin zamilkł... Własne imię, choć wypowiedziane szeptem, sprawiało ból. Ale jednocześnie chciał również, żeby mówił, mówił jak najwięcej, żeby Jose wiedział, że jest obok. Że nie jest zupełnie sam w tej ciemności* ... *Już nie odpowiedział. Gdy światło wdarło się do pomieszczenia, aż zamknął oczy. Trzymał je tak przez dłuższą chwilę, dopiero później rozchylił lekko powieki. Alfred. * ... Tym razem się nie wyliżę *powiedział cicho, po chwili milczenia, nie kierując swoich słów do nikogo konkretnego. Był na tyle wytrzymały, że zapewne mógłby wydobrzeć. Może. Gdyby tego chciał.* ... Może przynajmniej zdechnę szybko. *potem przyszła dziewczyna. Kojarzył ją. Ostatnio jej pomagał z... Czymś. Rozkasłał się*
16:55:42] Ameryka : *Alfred skrzywił się i zdjął huste z głowy. Mimo to, zamiast zawiazać ją sobie, by się nie zarazić - zawiązał ją Martinowi. By nie wdychał zarazków i tak pewnie było ich wiele w powietrzu* Czemu? Przypomnij sobie Waszą pomoc. Dużo dla mnie zrobiliście, ale nie mogłem nie zareagować, gdy strzeliłeś w arthura. Niech mi Pan wybaczy, Panie Martin. *zwiesił głowę. Spojrzał na Chilijczyka* Wyliżesz się, Jose, nie przesadzaj. *drgnął i spojrzał na Domi.* Ciszej sis! W ogóle...what are you doing?! Powinnaś leżeć! *szept*
:03:01] Dominica : Powinnam, ale nie leżę *powiedziała z uśmiechem* W końcu jestem idiotą, no nie? *zapytała, i spojrzała na pozostałą dwójkę. A konkretnie na Jose, bo tylko tego idiotę znała* Cholera. Poczekaj chwilkę *powiedziała, i położyła jedzenie na jakiejś beczce. Po chwili wróciła z drugą szmatą, namoczoną zimną wodą. Podeszła do Jose, i delikatnie położyła mu na głowie. Może chociaż trochę będzie się czuł lepiej. Potem zwróciła się do Alfreda* Maria powiedziała że mam leżeć jeden dzień, i jeden leżałam. Więcej nie zamierzam, bo zwariuję *po czym wzięła talerz* ... kurcze, jak to podzielić na ich dwoje...
17:19:01] Argentyna : *Nie oponował, gdy Alfred zawiązywał mu chustę na twarzy. Spojrzał się tylko na niego z wyraźnym niedowierzaniem i dość długo milczał. Zwłaszcza, kiedy Amerykanin zwrócił się do niego tak uprzejmie.* Gracias. *Ot, jedno słowo, ale w głosie Latynosa rozbrzmiało nagle tyle wdzięczności.* Martin wystarczy... ...Wiesz? Uważaj lepiej. Nie sądzę, by waz kapitan był zadowolony z twoich poczynań, jak się o tym dowie. *Uśmiechnął się blado, choć usta zasłaniał teraz materiał. Wreszcie zerknął na Chilijczyka i mimowolnie się wzdrygnął.* Nie żartuj! *Zwrócił się do niego.* Nie umrzesz tutaj, rozumiesz? *Zaraz potem wtrącił się.* Ja nie jestem głodny. Mam jeszcze siły. Oddaj to wszystko Jose, błagam. *Martin rzadko kogokolwiek prosił, ale teraz sytuacja była wręcz krytyczna.* ...On potrzebuje lekarstw.
17:21:32] Chile : *przesadzał? On przesadzał na temat swojego zdrowia? Mimo stanu w jakim się znajdował, całkiem go to rozbawiło. Zazwyczaj miał problemy z przyznaniem się do zwyczajnego bólu głowy czy rany na nodze. Mówił „nie boli”, kiedy tak naprawdę chciało mu się wrzeszczeć. To, że w ogóle wypowiedział takie słowa o czymś świadczyło... Ale nie powiedział mu tego. Martin pewnie wiedział i tylko to się liczyło* ... *mimowolnie westchnął cicho, gdy mokry, chłodny materiał znalazł się na jego głowie. Ulga była, choć chwilowa i niezbyt duża- ale i tak pomogła mu wytrzymać parę kolejnych sekund. Popatrzył na jedzenie i coś przewróciło mu się w żołądku. Był głodny. Ale... Śmierć głodowa podobno była bardzo bolesna, ale czy gorsza niż to, co mógł mu zgotować taki Japończyk? Czy nie lepiej było w ostatnim zrywie wykazać chociaż silną wolę- jestem głodny, ale nie zjem, nie zjem, prędzej zginę niż będę żyć w takich warunkach?* .... Nie będę niczego jadł. *wycharczał* Ani... Nic.
17:27:29] Ameryka : *drgnął i wzrok z siostry, przeniósł na Argentyńczyka. Zaczął się śmiać. Zdawał sie być rozbawiony, jednak tylko wydawał. Naprawdę mial ochotę wybuchnąć płaczem. Poprawił okulary* Byłem zamknięty, teraz jestem pilnowany... Co on mi może jeszcze zrobić? Nie zabije mnie, zresztą...nikt mi nie zabronił tu wchodzić. *uśmiechnął się przyjaźnie i spojrzał na chilijczyka. Skrzywił sie, zamyślony* Zjesz, czy Ci to będzie pasować, czy też nie, Jose. Nie damy Wam umrzeć. *na twarzy chłopaka wypisana była teraz troska.* Jose, powiedz...kaszlałeś krwią?
[17:34:51] Dominica : *skinęła głową, gdy Argentyńczyk poprosił ją o danie mu jedzenia i lekarstw* Poszłabym, ale nie mam jak *powiedziała, i żeby zademonstrować dlaczego, zacisnęła zęby, i tknęła żebro, które pod jej naciskiem jakby odchyliło się w drugą stronę* Jose *powiedziała spokojnie, patrząc na niego* Wepcham w ciebie to jedzenie, choćbym miała je wkładać ręką prosto je go gardła, jak gęsi. I gówno mnie obchodzi czy mi ją odgryziesz czy nie * Już miała do niego podchodzić, gdy usłyszała charakterystyczny dźwięk, jakby ktoś szedł* Holy shit, Maria... *powiedziała, i rozejrzała się po pokoju. Beczki. Szybko schowała się za nimi, a jedzenie schowała w beczce* Jakby co to mnie tu nigdy nie było!*wyszeptała, zacisnęła zęby i skuliła się*
[17:48:06] @ Portugalia : *przed chwilą weszła do swojej kajuty i zauważyła pewien brak-na łóżku nie leżała pewna osoba z połamanymi żebrami. Maria zacisnęła zęby i już zaczynała obmyślać co jej zrobi gdy tylko ją znajdzie-znaczy, gdy tylko Dominice "posklejają" się żebra* *postanowiła złożyć Czilijczykowi i Argentyńczykowi bardzo miłą wizyte, no wiecie coś typu TEA PARTY* *ze swoim wyrazem twarzy, która zawsze mówiła- "Jak sie kurwa nie zamkniesz to ci przypierdole". Weszła do pomieszczenia i omiotła zgromadzonych wzrokiem. Zatrzymała wzrok na Alfredzie, podeszła do niego szybko, złapała za kołnierz* Gdzie ona, psiakrew, jest? I nawet nie próbuj rżnąć głupa bo ostatnio mało się na statku przydajesz.
[17:53:06] Argentyna : Musisz jeść, Jose. *Powiedział nakazującym tonem, wciąż na niego spoglądając. Martwił się . Martin widział, że jest z nim źle i jeśli ktoś mu w najbliższym czasie nie pomoże, to na prawdę będzie można spodziewać się najgorszego. Ostatnią rzeczą, jaką by zrobił, to dopuszczenie do tego.* Błagam cię, trzymaj się. *Dodał o wiele ciszej i już chciał się do niego przysunąć, gdy nagle kolejna osoba znalazła się w pomieszczeniu. Latynos omiótł Portugalię nieprzychylnym spojrzeniem.*

[17:55:04] Chile : ... Nic nie muszę. *odparł spokojnie. Dlaczego tak bardzo się uwzięli, żeby trzymać go przy życiu? Czy nie widzieli, że już był trupem? Już nie żył. Po co bez sensu to przeciągać? Nad zadanym mu pytanie musiał się chwilę zastanowić. Prawda była taka, że... Nie wiedział. Skąd miał wiedzieć? Był w takim stanie, że kompletnie nie zwrócił uwagi na takie rzeczy. W ogóle nie przyszło mu to do głowy. Po raz kolejny zadrżał z zimna.* ... Nie wiem. Możliwe. *normalnie pewnie popatrzyłby jej w oczy spojrzeniem pełnym dumy i oporu. Powiedziałby, żeby nawet nie próbowała, bo nie zamierzał nic jeść. Ale... Nie był do końca w stanie, poza tym chciał oszczędzać te resztki energii. Maria...? Czyżby już szli, żeby się nimi „zająć”? Dość szybko, chociaż raczej nie mieliby po co zwlekać.*
[17:59:38] Ameryka : *Amerykanin już miał odpowiedzieć siostrze, gdy ta schowała się, ale weszła Maria. Cholera! Syknął, złapany za kołnierz i spojrzał na nią* Skąd ja mam wiedzieć?! Kazałem jej leżeć! *splunął jej pod nogi. Uśmiechnął się złośliwie* A co? Zwiała Ci? Phe...Zuch dziewczynka. *zmrużył oczy uśmiechając się jak typowy idiota*
18:08:24] Dominica : *patrzyła przez szparkę na wszystko co się dzieje za beczkami. Już czuła w połamanych kościach moc uderzeniową Portugalki, gdy ją tylko zobaczy. Zerknęła znów. O nie, wzięła Alfreda. Oby mu nic nie zrobiła... cholera, że też musiała teraz przyjść, no kur...!*
[18:13:48] @ Portugalia : przesunęła tylko nogę patrząc na niego znudzonym spojrzeniem. Maria nie była ani głupia ani naiwna żeby się na niego wkuirzyć i wdawać się z nim w jakieś słowne przepychanki. Wolała zrobić to szybko i bezwzględnie. Przesunęła stopę by ani kropelka jego śliny nie skaziła jej buta. Złapała go od tyłu za głowę, puściła kołnierz i pociągnęła jego głowę na dół tak, że twarzą uderzył o twardą podłogę, co każdemu człowiekowi zawsze rozkwaszało nos* Szacunku, Jones. *Odparła z pogardą i jadem w głosie. Postanowiła po prostu przeszukać pomieszczenie. Od razu zauważyła oczy Domi gdy tylko ta zerknęła* *podeszła do beczki i wyciągnęła Dominikankę*
8:30:14] Argentyna : *Spojrzał wreszcie na Alfreda. Gdyby tylko mógł, Martin z pewnością by mu pomógł, ale teraz... nie dośc, ze jego ranga spadła do bycia marnym zakładnikiem, to był związany i poraniony. Nie mógł zrobić nic, poza bezsensownym przyglądaniem się. Ulżyło mu, gdy Portugalia wreszcie raczyła puścić Amerykanina. Latynos wolał się do niego odzywać, by kobieta niczego nie podejrzewała. Ot, patrzył się nań przez chwilę z przejęciem, mając nadzieję, że wszystko z nim w porządku.* ...Pomyśl przez chwilę logicznie i schowaj dumę do kieszeni, si? *Warknał na Jose, wyraźnie zmartwiony. Argentynczyk miał wrażenie, iż berdził od rzeczy. Powinien skupić się na wydobrzeniu, kiedy miał cień możliwości.* Masz jeść, błagam cię.
[18:34:19] Chile : *zamknął oczy, nie mając szczególnej ochoty na patrzenie na całą tą scenę. Maria... Czy Maria była jego ciocią? Ta nagła myśl była absurdalna, przynajmniej jak na czas i miejsce, ale pojawiła się w jego głowie. Zakasłał, tym razem nieco ciszej niż poprzednim razem, chociaż równie gwałtownie* ... *dotarły do niego słowa Martina* ... Spieprzaj *odwarknął, czując nagły napływ dziwnej agresji. Normalnie również często zachowywał się napastliwie i był lekko narwany, ale... Naprawdę musieli się tak uprzeć, żeby żył i było go można chociażby torturować? Chcieli tego tak bardzo? Gorączka i choroba skutecznie odcięły go od zdolności logicznego myślenia. Być może po prostu chciał, żeby ten cholerny ból zniknął i żeby wreszcie nie czuł nic, zupełnie nic*
[18:41:10] Ameryka : *Chłopak drgnął czując jak Portugalka zaciska palce na jego włosach. Już miał nadzieje, że ta po prostu go puści, kiedy przekonał się, jak bardzo się mylił. Pobladł i uderzył o podłogę, czując okropny ból. Nosa... jak pisnął z bólu, bo nie chciał krzyknąć i broń Boże sprowadzić tu Kiku, albo Arthura. Roztrzęsionymi rękami zakrył twarz, leżąc tak. Czuł, że ta dosłownie rozkwasiła mu nos. Do tego pękły mu okulary. Na pół... Dosłownie. Krew była widoczna na podłodze, a Alfred jedynie dygotał. Poza tym - nie ruszył się. Nagle załkał cicho, praktycznie niedosłyszalnie. Cudownie... Pieprzona Maria! Szlaaaaag!*
[18:46:24] Dominica : *widząc, jak potraktowała jej brata, ta, mając wolne ręce, mocno odepchnęła ją,mówiąc głosem przenikniętym jadem* Miałam dobrzeć tylko jeden dzień! Jeden dzień minął, więc chyba mogę chodzić! I co ma do tego Alfred? *Domi nie była w stanie określić co teraz czuła. Spojrzała na brata. Krew na podłodze... potem na jego nos* Serio? Nos mu złamałaś?! Po cholerę?
[19:15:35] @ Portugalia : *puściła Dominicę i wyprostowała się* Skoro tak mało zależy ci na żebrach to może...Po prostu ci je wyrwe? Łamiąc w każdym możliwym miejscu, skoro tak bardzo lubisz mieć je połamane. *powiedziała chłodnym, obojętnym tonem, w którym czaiła się nutka szaleństwa. Wyobraziła sobie Dominicę wijącą się z bólu w konwulsjach z bólu i uśmiechnęłą się w duchu*
[19:19:38] Argentyna : *Syknął przeciągle, słysząc ton Chilijczyka. Wpatrywał się w niego przez dość długą chwilę, zanim zdołał się do niego odezwać.* Na prawdę chcesz umrzeć? *Ostatnie słowo z dziwnym trudem przecisneło się mu przez gardło. Nie potrafił sobie tego wyobrazić.* Jose, na litość... *Oderwał od niego spojrzenie, gdy usłyszał łkanie Alfreda. Martin był zły na siebie, nie mogąc mu pomóc ani nawet się do niego odezwać. Sytuacja była na prawdę beznadziejna.*
[19:24:57] Chile : *w tamtej chwili... Przestał myśleć. A jak nie myślał, działał instynktownie. A instynkt podpowiadał mu, żeby nie okazywać swoich uczuć względem kogoś gdy w pobliżu były inne osoby, zwłaszcza wrogie. I dlatego też w jego głosie ani spojrzeniu nie było nawet grama ciepła.* ... Si *odparł po prostu. Chciał umrzeć... Gdy odpowiedział na to twierdząco, coś w jego środku drgnęło. Coś było nie tak. Wcale nie chciał umierać! Chciał żyć! Taka była ludzka natura. Ale zdania zmieniać tak łatwo nie zamierzał* ... *wreszcie popatrzył najpierw na Alfreda, a potem na kobiety. Przymknął oczy. Wszyscy tak bardzo hałasowali.*
[19:31:19] Ameryka : *Chłopak wreszcie podniósł się lekko. Chciał porozmawiać z Argentyńczykiem i Chilijczykiem, do cholery! Jedynie porozmawiać. Łzy zmieszały się z krwią,która kapała teraz na ziemie. Do tego brak okularów...nic nie widział... Mimo to - postanowił się odezwać. Nie do zakładników. Słyszał ich rozmowe, jednak nie wtrącał się* D-Domi, idź z nią z powrotem do kajuty. Choć raz mnie posłuchaj, d-damn...! *podniósł głos, jednak ten był nieco piskliwy. Zasłonił nos dłonią*
[19:39:42] Dominica : * Świetnie. No kur.wa świetnie. Chciała dobrze, wyszło jak zwykle. Znacie to uczucie, gdy tak się dzieje? Mam nadzieję, że nie. W każdym razie to teraz czuła Dom. Rozglądnęła się po pokoju, spojrzała na Marię, Więźniów, potem na łkającego brata. Następnie spojrzała na Portugalkę.* Oczywiście. Mam też nadzieję, że wykażesz się inwencją twórczą, i gdy moje żebra będą wyrywane, ja nieprzytomna, a moje organy walać będą się po ziemi, raczysz chociaż podpisać się moją krwią na ścianie, jak to zazwyczaj ja mam w zwyczaju.*uśmiechnęła się uroczo* A tymczasem mogłybyśmy dokończyć rozmowę na zewnątrz? Nie sądzę by nasze porachunki były odpowiednią rozrywką dla reszty zebranych.
[19:31:19] Ameryka : *Chłopak wreszcie podniósł się lekko. Chciał porozmawiać z Argentyńczykiem i Chilijczykiem, do cholery! Jedynie porozmawiać. Łzy zmieszały się z krwią,która kapała teraz na ziemie. Do tego brak okularów...nic nie widział... Mimo to - postanowił się odezwać. Nie do zakładników. Słyszał ich rozmowe, jednak nie wtrącał się* D-Domi, idź z nią z powrotem do kajuty. Choć raz mnie posłuchaj, d-damn...! *podniósł głos, jednak ten był nieco piskliwy. Zasłonił nos dłonią*
[20:14:23] Argentyna : Jose. *Wycedził wyjątkowo żałosnym głosem. Czy on sobie żartował? Poddawać się już na samym początku? ...Poddawać się w ogóle? Martin wbił w niego spojrzenie pełne zaskoczenia i niedowierzania. Nie potrafił przyjąć do siebie wiadomości, że Chilijczyk mógł umrzeć.* Ty... *Zbierając w sobie trochę sił, spróbował się przesunąć bliżej niego.* Słuchaj, musisz robić wszystko, by żyć, słyszysz? Załoga cię potrzebuje jako bosmana. Wydostaniemy się stąd. *Te słowa mówił nieco ciszej.* Obiecuję ci. Wyciągnę cię, choćby nie wiem, co. Wytrzymaj jeszcze tylko trochę... *Kolejne słowa wycedził półgłosem.* ...nie możesz mnie zostawić.
[20:19:32] Chile : ... *nie mógł oderwać od niego wzroku. Mimo iż był otumaniony przez chorobę, słowa powoli do niego dotarły. Dotarło też do niego jak bardzo... Beznadziejnie musiało zabrzmieć to, co sam powiedział. Już nie wiedział, czy naprawdę tego czy chciał, czy może po prostu ból okazał się silniejszy? Ból go pokonał?* ... Przepraszam *szepnął, nagle zdając sobie ze wszystkiego sprawę. Zwłaszcza ostatnie słowa* ... Przepraszam *powtórzył po chwili* Masz... Rację.
[20:27:50] Ameryka : *Alfred drgnął. Spojrzał na siostrę mrużąc oczy. Nic nie widział... Cholera, a to on niby był idiotą.*D-Domi...! *mimo to, ta wyszła wraz z Marią. Skrzywił się, zasłaniając dłonią nos. Nie wiedział co ma zrobić, więc tkwił tak bez ruchu, zapłakany i cały we krwi*
[20:53:05] Argentyna : Bedzie dobrze, Jose. *Powiedział przyciszonym głosem.* Będzie, zobaczysz. *Teraz musiał wykazać się sprytem i pomysłowościa, jesli chciał ich wyciągnąć z tego całego bagna. Ale musi mu się udać. W końcu obiecał to Jose. * ... *Wreszcie spojrzał na Alfreda i jako, że obie kobiety wyszły, nareszcie mógł się do niego odezwać.* Wszystko w porządku? Hej? ...Krwawisz. Weź tę hustę, co mi dałeś.
[20:53:46] @ Portugalia : Roseau. To naprawdę nie są żarty. Albo będziesz uważać na swoje żebra, albo staniesz się bezużyteczna i wtedy naprawdę wyrwe twoje żebra. *powiedziała z przekonaniem. Poprawiła swój płaszcz, który założony był tylko na ramiona, a rękawy wisiały swobodnie* // Sory, nie wiem co pisze :C
[20:55:37] Dominica : *ona nadal uśmiechając się uroczo, choć może podchodziło to teraz pod uśmiech psychola, powiedziała* Dokładnie pamiętam, że powiedziałaś, że mam leżeć jeden dzień. Potem oczywiście mam się nie przemęczać. Nie wiem czy mały spacerek w tę i z powrotem jest męczący dla ciebie, ale nie dla mnie.
[20:56:48] Chile : ... *nie wiedział już, czy mu wierzyć, czy nie. Nie miał pojęcia. Z jednej strony nie wierzył do końca, że z tej sytuacji mogło być jakieś wyjście, a z drugiej... Martin mu obiecał* ... *również zerknął w stronę Alfreda. W pierwszej chwili miał się nie odzywać, ale...* Wasza załoga... Nie jesteście ani trochę zgrani *powiedział cicho. Teraz mógł zrozumieć, dlaczego Alfred tamtego razu chciał dołączyć do ich załogi. Zerknął w stronę pozostawionego talerza z jedzeniem*
[21:00:17] @ Portugalia : *niewzruszona takimi dziecinnymi tekstami Dominici stanęła i spojrzała na nią obojętnym wzrokiem* Leżałaś mniej niż jeden dzień. *gdy zorientowała się że nie ma krzesiwa schowała fajkę* Sprawdzę stan twoich żeber. Gdy będą w wystarczająco dobrym stanie pozwole ci chodzić gdzie chcesz. Ale nie będziesz mogła nosić niczego co waży więcej niż 1 kilo.
[21:02:57] Ameryka : *Młodzieniec aż podskoczył na słowa Argentyńczyka. Pokiwał głową i jedną ręką odwiązał chustę i zabrał ją od Martina. Przyłożył ją do nosa* W...W porządku...*wymamrotał. Spojrzał na Jose i wzruszył ramionami* Wcześniej było lepiej. Potem - zepsuło się. A odkąd uciekłem mam o wiele gorzej, ale fakt, załoga i tak się nie zgrała... *zerknął tam, gdzie Jose. Wstał, poszedł tam i wrócił z talerzem* Nie mogę Was roz

[21:03:55] Ameryka : rozwiązać... *usiadł i odstawił talerz na bok. Zawiązał chustę na nosie* Ale mogę nakarmić
1:05:48] Dominica : Nie leżałam mniej... dokładnie minął jeden dzień! Wczoraj co cały dzień leżałam! *po czym wysłuchała drugą część wypowiedzi* ... czekaj. 1 kilo? To nawet zapasów rumu nie uzupełnię! Shiiit! *zaczęła wkurzona chodzić po pokładzie*

[21:10:58] @ Portugalia : Załtwie ci kogoś do pomocy. *rzuciła niedbale* Więc pokaz mi żebra. *podeszła do niej, złapała ją za ramie i podwinęła jej bluzke. Zaczęła jeździć dłonią po jej żebrach* Troche się pogorszyło... Czy wykonywałaś wczoraj jakieś chaotyczne ruchy? Śmiałaś się i czy kaszlałaś krwią?
:13:02] Dominica : ... kaszleć nie kaszlałaam... *powiedziała, i podrapała się po głowie, wracając do dnia wcześniejszego* . . . nie no, śmiać się też nie mogę? Chodzenie chodzeniem, ale śmianie się to jakby mi ktoś prawą rękę uciął! Albo słuchu pozbawił! Ja tak nie umiem! :C
[21:13:15] Argentyna : Si, to dobrze. *Kiwnał głową i uśmiechnął sie do niego.* Gracias, ale jak mówiłem, nie jestem głodny. Jose bardziej tego teraz potrzebuje. Ja... prześpię się chwilę, si? *Po tych słowach, odwrócił się od nich plecami, ułożył się i zasnął.* // Muszę lecieć, pa! D':
Chile: ... *skinął lekko głową. Może i powiedziałby coś, ale... Nie czuł się za dobrze. nIe chciał się wdawać w rozmowę. Nie było mu już zimno, teraz było mu okropnie gorąco.* ... Gracias. *zerknął na Martina ponuro* Też powinieneś coś zjeść... *powiedział, ale chyba za późno, bo ten już się położył. Powrócił więc spojrzeniem do Alfreda*
[21:25:08] Ameryka : *Wbił spojrzenie zapłakanych oczu w argentyńczyka. I usnął... Odetchnął głęboko i wrócił wzrokiem na Chilijczyka* W takim razie Jose, otwórz usta. *nabrał nieco jedzenia i przystawił chłopakowi do ust. Krew była bardzo widoczna, gdyż chusta zaczęła nią nasiąkać*
Chile: *nieszczególnie miał na to ochotę, ale mimo wszystko musiał jeść. Spełnił więc jego polecenie, zerkając z lekkim niepokojem na jego zakrwawioną chustę*
21:30:33] Ameryka : *wsunął mu jedzenie do ust. Wyjął i znów zaczął nabierać. Pałeczkami, gdyż tylko takowe były. Spojrzał na Chilijczyka pytająco.* What? Nie przejmuj się, to tylko nos, yes?
Chile: *przełknął. Trzeba było przyznać, był głodny. Bardzo głodny* ... Si, si. *powiedział bez szczególnego entuzjazmu i znowu zaczął kaszleć.* ... Lo siento *wydyszał, gdy atak minął*
21:38:21] Ameryka : *Znów wsunął jedzenie do jego ust. Nie było tego wiele, jednak zawsze coś, prawda? Patrzy na niego, znów nabierając jedzenie.* Wybacz mi, Jose... Ale nie rozumiem Twojego języka... *westchnął, tym razem biorąc więcej jedzenia*
Chile: *zjadł kolejną część. Czuł się poniekąd winny, bo Martin w ogóle nic nie jadł. Chociaż z drugiej strony, wiedział, że jego organizm tego potrzebował, jeśli miał zwalczyć chorobę bez żadnych leków* ... Lo siento... Znaczy przepraszam.
[21:41:54] @ Portugalia : *gdy Dominica odeszła Portugalka usłyszała kaszel. Weszła znowu do pomieszczenia i zasłoniła sobie usta i nis chustką. Kleknęła przed twarzą Czilijczyka* ...Kurwa. *mruknęła. Teraz mają chorego załadnika. Chwila nieuwagi i epidemia gwarantowana* Jones, lepiej tu nie wchodź. *powiedziała ostro i zmarszczyła brwi. Przyłożyła dłoń do czoła Chile. Gorączka. Zacisnęła pięści*
21:43:00] Ameryka : H-Huh? *znów dał mu więcej jedzenia. Zostało jedynie na dwa nabrania jedzenia. Odetchnal* Za co niby przepraszasz...? *krew zaczęła kapać z chusty*
4:18] Ameryka : H-Huh? *spojrzał na Port* Karmie go, ktoś musi to robić. *mruknął*

[21:47:33] Chile : ... *zjadł i to. Na jego pytanie tylko potrząsnął głową, odmawiając odpowiedzi. Później podniósł spojrzenie na Port, zastanawiając się mimowolnie, czego chciała. * ... *tak, gorączka była. I to bardzo duża. Trzeba było coś zrobić, żeby ją zbić, bo i coś takiego zagrażało życiu. Nie mówiąc już o kaszlu*

1:53:54] @ Portugalia : Jones. Wyjdź. Bo skończysz jak on. *powiedziała ostrym tonem* *zaczęła mruczeć coś pod nosem o gorączce. Wyszła szybko z pomieszczenia i wrociła z zimną wodą i trzema okładami. Jeden okład położyła mu na czole a dwa pozostałe na kark i łydki* *przytknęła Czilijczykowi pod usta szklankę z zimną wodą*
[21:56:39] Ameryka : Nie będę słuchał Twoich poleceń. *warknął. Odsunął się lekko i usiadł nieco dalej* Będę pilnował.
Chile: *przyglądał się jej działaniom ponuro. Wiedział, że nie robiła tego z dobroci serca... A okłady nie przyniosły tym razem żadnej ulgi. Zaczął się czuć coraz słabiej i słabej, a w końcu pomieszczenie zaczęło znikać, Maria zaczęła znikać, Alfred zaczął znikać... Pojawiła się ciemność. Zemdlał po raz kolejny. Być może tym razem już nie obudzi?*
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Admin

avatar

Orientacja :
Ekwipunek : -
Wątki i powiązania : -
Po jakiego czorta jesteś na statku? : -
Liczba postów : 444
Join date : 18/02/2012

PisanieTemat: Re: 13 sierpnia 2013   Nie Sie 18, 2013 6:50 pm

@ Anglia : *Podniósł na Japończyka spojrzenie, siedząc na krześle przed swoim biurkiem, z nogami na blacie i butelką pełną rumu w ręce. Rum pomagał myśleć i Arthur nie zamierzał go sobie żałować. Wydarzyło się tak, że natrafił na poważny problem i należało znaleźć najlepsze rozwiązanie dla statku. I dla załogi. A takim było wyduszenie z nich informacji i jak najszybsze odizolowanie Chilijczyka od kogokolwiek. Zatem mimo wszystko propozycja Argentyńczyka wydawała się być wyjątkowo korzystna. Ale skąd ma mieć pewność, jeżeli mu nie ufa?* ... *Bez słowa wskazał Japończykowi na kącik za przestarzałym regałem, gdzie gnieździło się kilka butelek rumu. Sam pociągnął porządnego łyka trunku, kwasząc się pod nosem.*

@ Japonia : *Po zaledwie połowicznym przyjrzeniu się Chilijczykowi, także Kiku musiał przyznać, że oferta Martina stała się o niebo bardziej opłacalną. Jeśli jednak kapitan zdecydowałby się na nią przyznać, będzie trzeba wyznaczyć osobę, mogącą mieć go cały czas na oku. Na początek też, lepiej ograniczyć mu jakikolwiek dostęp do broni palnej oraz magazynów. Aczkolwiek on sam, na początek wymęczyłby ich nieco psychicznie aby skłonić do jak największej liczby wyrzeczeń. Później można pozbyć się wreszcie Jose... Najlepiej wyrzucając go za burtę kiedy Argentyńczyka nie będzie w pobliżu. Rozważając na ten temat, ostatecznie nawet podszedł do wskazanego przez Anglika miejsca. Nie przepadał akurat za rumem... Ale przecież może sobie pozwolić na kilka łyków. Odnieśli bowiem niejakie zwycięstwo tego dnia* Zdecydowałeś już...? *Wybrał jedną z butelek i zamieszał jej zawartością*

Anglia : *Dość długo mu nie odpowiadał, jeszcze raz wszystko obmyślając. A przy tym wgapił się w butelkę, jakby była źródłem jego wiedzy i jego bogiem. Czekał na jej przemówienie, a kiedy nie nadeszło, napił się i zaczął mówić.* Oczywiście trzeba wkrótce pozbyć się Chilijczyka. Pozbyć, nie wypuścić. *Ta załoga była zżyta i Anglik to widział. Nie chciał, a jednak dostrzegał, że pomimo wszystko są jednością i nawet jeżeli Gilbert nie wyda takiego rozkazu, ktoś wróciłby po Martina, jeżeli Jose przekazałby takie wiadomości wrogiej załodze. A to mogło okazać się kłopotliwe.* Khm... Nie wierzę, żeby Martin trzymał się nas. Jedynie przysporzyłby wiele kłopotów...

Japonia : *Słuchał uważnie, bardzo niespiesznie zbierając się do otwierania butelki, którą obrał za swój cel. Nie mógł uwierzyć, że dla większości piratów właśnie ten trunek był jak "napój życia"...* Zgadzam się. *Przyznał powoli, przemierzając kajutę wzdłuż do drzwi i z powrotem.* Na cokolwiek jest chory... Nie wygląda to dobrze. Najpierw jednak chciałbym dowiedzieć się od nich w miarę możliwości czegoś więcej, jeśli okaze się to mozliwe. Co do Martina-... *Zatrzymał się przy biurku, o które oparł się tyłem i wreszcie upił niewielki łyk rumu* Nie jest zbyt bystry. Ale nie spodziewam się po nim niczego więcej ponad kolejnych problemów. Aczkolwiek... Jest silny. Można go wykorzystać. Lub sprzedać.

Anglia : *"Napój życia" właśnie w tym momencie pozwalał Anglikowi na swobodniejsze myślenie. Kiedy Japonia raczył oprzeć sie tyłkiem o jego biurko, nie skomentował tego, a jedynie skupił się na jego słowach. W międzyczasie jego cudowny napój zaczynał działać, a zważywszy na to, że miał słabą głowę, do końca butelki będzie w jeszcze gorszym humorze niż zazwyczaj!* Druga opcja wydaje się być lepszą. *A nie wątpił w siłę Martina, być może odrobinę w jego zwinność. A za to wierzył słowom Japończyka, który twierdził, iż Argentyńczyk na pewno nie grzeszył sprytem.*

Japonia : *Oby tylko i Azjacie nie przyszło do głowy pić tego paskudztwa zbyt wiele. Jeden pijany choleryk to już i juz i tak o jednego za dużo.* I na niej tez najlepiej wyjdziemy. *Zaznaczył, siląc się na nie wykrzywianie ust w momencie zetknięcia jego podniebienia ze smakiem trunku. Jak on tęsknił za sake...*

Anglia : *To ni było zbyt miłe, ale to prawda.* Trzeba będzie ich przesłuchać. Jose mówił coś o tym, że Gilbert... przepadł. *Co w ogóle mu się nie podobało, zatem popił to rumem. Dla równowagi ducha. Nie bardzo w to wierzył, ale jednak... Co jeżeli to prawda? Albo co gorsza - co jeżeli oni naprawdę nie znają szczegółów?* Nie wierzę, żeby zginął, jednak to ciekawe, co robi. *I zostawił statek samiusieńki!*

Japonia : *Jak to piraci. Nie w inch interesie być miłymi~ Chociaż co prawda, i takie sytuacje się zdarzają.* Bredne. *Niemalże warknął, poirytowany podobnym nonsensem. Nie to, żeby darzył tamtego kapitana szczególną sympatią... Aczkolwie dążąc do pokonania Anglika, liczył na szereg innych jego wrogów, których można było załatwić po drodze. Gilbert wydał mu się idealny przy ich pierwszym spotkaniu. Idealny kandydat do przećwiczenia swych umiejętności... Na dodatek kapitan wyjątkowo wrogo nastawionej do nich bandy piratów! Takie coś nie zdarzało się zbyt czesto. A teraz... Miał tak po prostu zniknąć?* Jeśli coś wiedzą - wyśpiewają to. Ręcze za tob swoimi umiejętnościami.

Anglia : *Na dalsze jego słowa uśmiechnął się szeroko pod nosem, by potem móc upić rumu. Nie musiał otrzymywać więcej zapewnień z jego strony, by mieć pewność, że Japończyk dołoży wszelkich starań, by wycisnąć z nich każdą najmniejszą znaną im informacje o Gilbercie. Oczywiście już przedtem przekonał się, że pozbycie się przez niego Prusaka bardzo ułatwi mu zadanie. Życie Arthura byłoby wtedy narażone wyłącznie z jego strony. Jednakże i kapitan miał własne plany, gdzie wpierw zamierzał wykończyć Gilberta.* Nie wykonuj żadnych kroków beze mnie. *W końcu i on miał nadzieje być obecnym przy przesłuchaniu.*

Japonia : ... *Zerkając na niego kątem oka, sam nieco uniósł kąciki ust, pokazowo znosząc swoją butelkę nim ponownie uszczknął skromny łyczek.* Nie zamierzałem zajmować się tym przed świtem. *Uspokoił go, wolna reką rozmasowując nieco obolały kark.* Swoją droga... Zanim zdecydujemy się cokolwiek z nimi zrobić... Czy nie byłoby najrozsądniej opuścić port? W razie odwetu...

Anglia : *Również od rana Japończyk dostał polecenie pilnowania Alfreda i Dominiki w ich pracy, o czym mu przypomniał.* Nie sądzę jednak, by dziewczyna była w stanie się ruszać. A Alfred zostanie pod opieką Marii, zatem zwalniam cię z tego obowiązku. *A potem lekko się skrzywił na to i również napił się z butelki.* Wypłyniemy. Rozumiem, że uzupełniliśmy zapasy? A nawet jeśli nie, to i tak będzie to najlepsze wyjście. *Dźwignął się ze swego miejsca, zdejmując nogi ze blatu biurka i zawędrował po którąś z map, by odnaleźć na niej jeden z mniejszych portów, gdzie będą mogli się zatrzymać.*

Japonia : *Rad z jego decyzji, kiwnał głową na zgodę. Nie to żeby praca "poganiacza niewolników" mu nie pasowała, jednakże jak wiadomo, o niebo lepszym było pastwienie się nad NIE swoimi.* Domo... Co do zapasów, nie będzie większych problemów. W jednym, dość znacznym szczegółem... *Odstawił butelkę i milczał chwilę.* Potrzebujemy więcej złota...

Anglia : Przypuszczał,że te słowa wkrótce padną. Sam był świadom ich budżetu i wcale nie było mu lepiej z taką wiedzą. Z drugiej zaś strony... Oznaczało to, że czas się zabrać do roboty. Piraci też zarabiają pieniądze; nieuczciwie, ale jednak! Odszukał na mapie jednego z mniej istotnych portów, gdzie mógłby sprzedać niewolnika.* Zatrzymamy się tutaj. *Puknął krawędzią butelki w pergamin* A następnie zmierzymy w stronę Morza Karaibskiego, gdzie niemożliwym jest by nie spotkać jakiegoś statku towarowego. *Kiedy ostatni raz to robił...?*

Japonia : ... *Podszedł bliżej, by obijając ustnikiem o dolną wargę, przyjrzeć się mapie.* Znam ten port... *Odezwał się wreszcie i mimo iż mówił bardzo spokojnie, przez jego głos przebiła się niemalże zwycięska nuta.* W kanałach... Mieszczą się stare katakumby. Kwitnie tam podziemny handel... Być może uda się znaleźć kupców z bardziej egzotycznych krajów. *To od razu podnosiło na duchu.* Jeśli będziemy mieć szczęście, znajdziemy kogoś, kto da znacznie lepszą cene za tego chłopaka niż podrzędny handlarz niewolników. *Kilka dodatkowych groszy zdecydowanie by się przydało. Ich sytuacja może nie była zła, ale za miesiąc... Zacznie się drastycznie pogarszać. Zas podążając jego obliczeniami, za trzy doszłoby już do pierwszego buntu.* ...byłoby miło, gdyby był to znaczny statek kupiecki. *Skrzywił się i znowu pociągnał łyka.*


Anglia : *Zerknął na niego kątem oka,, samemu pozostając wyprostowanym.* Dlatego właśnie ten. I słuch w tym miejscu zaginie po Martinie... *Zaśmiał się sarkastycznie i pociągnął porządnie z butelki.* Skoro odpuszczaliśmy to sobie przez taki szmat czasu, teraz możemy wybierać do woli. Nie musimy nawet przystawać na jednym okręcie. *Bo to coś więcej niż praca, a również ile z tego rozrywki! Do tego to na tyle porywające zajęcie... Grabić, plądrować-*

@ Japonia : Hmm~? *Mruknął z lekkim... no... powiedzmy, że niemalże uznaniem.* Kto by pomyślał ile dobrej rozgrywki zyskamy dzięki nim. *Postukał palcami po mapie i cofnął dłoń, obracając sie przodem do kapitana.* To podniesie na duchu nie tylko nasz skarbiec, ale również morale. *Uniósł znowu butelkę* Zdrowię za nasze powodzenie. *Ostatecznie... Wprawiło go to w o wiele lepszy nastrój niż się spodziewał*



*Wstaje i zatacza się*
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Chile

avatar

Orientacja : Sekret to sekret |:
Ekwipunek : NIC
Wątki i powiązania : Latynosi.
Po jakiego czorta jesteś na statku? : NIE JESTEM NA STATKU, TY CHOLERNY PIRACIE
Liczba postów : 389
Join date : 04/04/2012

PisanieTemat: Re: 13 sierpnia 2013   Pią Wrz 13, 2013 8:51 pm

21:59:16] Chile : *bierze Martina i się teleportuje*
[22:16:03] Chile : *ucieka z Martinem w asasyńskim stylu*
[22:16:25] Wyspa Wielkanocna : *osłania tyły*
[22:17:41] Chile : *spluwa do ich herbaty*
[22:18:10] Szwecja : *wrzuca do herbaty skarpety Prusa*
[22:19:22] Szwecja : ok *wrzuca do herbaty pończochy Prusa*
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Chile

avatar

Orientacja : Sekret to sekret |:
Ekwipunek : NIC
Wątki i powiązania : Latynosi.
Po jakiego czorta jesteś na statku? : NIE JESTEM NA STATKU, TY CHOLERNY PIRACIE
Liczba postów : 389
Join date : 04/04/2012

PisanieTemat: Re: 13 sierpnia 2013   Pon Cze 16, 2014 6:47 pm

16 CZERWIEC 2014

[19:22:44] Ameryka : *Amerykanin westchnal. Podniosl sie i poslal mu smutne spojrzenie.* Tak. Wyplynelismy. *uslyszal halas za drzwiami* ... Musze isc! oby udalo sie wam zwiac. *i sam zwial xd*
[19:25:57] Chile : *odprowadziłby go spojrzeniem, ale był zbyt zajęty UCIEKANIEM. Szarpnął się na tyle mocno, że wybił sobie kciuki, a wtedy UWOLNIŁ SIĘ Z KAJDAN. Bolało, ale nie przeszkadzało mu to. PODBIEGŁ do ARGENTYNY i GO jakoś też UWOLNIŁ. A potem wyważył drzwi, ZABIŁ strażnika i pobiegł z Martinem na plecach. WSKOCZYŁ DO WODY I POOOOOPŁYNĄŁ WPŁAAAAW DO BRZEGU. BYŁ CHOLERA WOLNY I NIKT MI NIE POWIE, ŻE NIE, ŁEEHEHEHEHHEHEHEHEHEHEHEHE*
///kocham spamować w tym temacie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: 13 sierpnia 2013   

Powrót do góry Go down
 
13 sierpnia 2013
Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Złote tostorożce - Spring 2013

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Pirate Hetalia :: 
 :: 
A r c h i w u m
 :: R o z g r y w k i
-
Skocz do: